Informacje z frontu w Iraku rozbudziły popyt na giełdach

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-04-03 00:00

Znowu zacznę od danych makro w USA. I znowu będą to złe dane. Zamówienia fabryczne w lutym spadły o 1,5 proc. (prognozowano spadek o 0,7 proc.). Oczywiście dane zostały kompletnie zlekceważone. Wiadomo dlaczego, ale będę powtarzał: „po wojnie będzie lepiej”. Ze spółek dotarły informacje zarówno dobre jak i złe, ale oczywiście dobre wzmocniły wzrosty, a złe zostały zlekceważone. Np. Circuit City Stores podał zysk za pierwszy kwartał dużo gorszy od prognoz. Po prostu konsumenci nie kupowali sparaliżowani oczekiwaniem na wojnę. Wszyscy mają nadzieję, że teraz ruszą do sklepów.

Jak zwykle wszystko kręciło się jednak wokół Iraku. Generalnie można powiedzieć, że Amerykanie nadal zostawiają za sobą miasta, które się bronią i szybko zbliżają się do Bagdadu twierdząc, że po drodze rozbijają całe irackie dywizje. Oczywiście Irak zaprzecza, ale kto by ich słuchał. Lekka ironia, bo nikt nie wie, jaka jest prawda. Jedno jest pewne: oblężenie Bagdadu rozpocznie się wkrótce i dopiero wtedy zobaczymy czy stolica będzie się broniła tak jak inne miasta i potrwa to tygodnie czy nie. Inwestorów nie odstraszyło od kupna akcji pokazanie się Saddama Husajna w telewizji. Po pierwsze nie wiadomo było czy to nie jest nagrany materiał, a po drugie przecież dzielni marines niedługo i tak go unicestwią, więc nie ma co się nim przejmować.

Można to podsumować tak: inwestorzy czują bliskie zwycięstwo wojenne i już je dyskontują. Nie ma znaczenia czy rzeczywiście będzie szybkie czy nie – liczy się nastrój. Oczywiście ruchy indeksów potwierdziły rynki towarowe i walutowe. Spadała cena ropy naftowej i złota, a dolar się wzmacniał. Rosła również rentowność obligacji skarbowych. Rozpoczęła się ostatnia fala korekty, która może wynieść S&P 500 nawet powyżej 965 pkt. Zagrożeniem jest teraz to, że ponieważ nastroje są tak znakomite to nawet mała porażka na froncie wywoła spadki. Tylko jak mogłaby ona wyglądać skoro Irakijczycy siedzą w miastach i praktycznie na zewnątrz nie walczą w otwartej walce?

W Eurolandzie sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Indeksy wzrosły bardzo mocno i też rozpoczęły trzecią podfalę korekty. Nasz rynek też lekko wzrastał, ale prezentował się żałośnie. Panował marazm, a obrót był niezbyt duży. Wzrost wyglądał na wymuszony, rynek był bez „błysku”. Fundusze ciągle czekają tylko nie bardzo wiadomo, na co.

Dzisiaj dane makro dotrą na rynki zarówno z USA jak i z Eurolandu, ale widać jak rynki reagują na dane makro – lekceważą je. Dla zasady jednak warto wiedzieć, co może przez chwilę na rynek podziałać. O 9.50 w Niemczech zostanie podana stopa bezrobocia (prognoza 10,6 proc.). Również w okolicach 10.00 dowiemy się jak wyglądały indeksy aktywności sektora usług w marcu w Niemczech (prognoza 43,5 pkt.), Francji (53 pkt.) i całej strefie euro (48,4 pkt.). O 15.30 jak zwykle we czwartek z USA dotrą dane o ilości noworejestrowanych bezrobotnych w ostatnim tygodniu (prognoza 410 tys.), a o 17.00 tak jak w Eurolandzie zostanie podany indeks aktywności sektora usług (ISM) – prognoza 52,5 pkt.

Od dzisiaj zostało jedynie 5 sesji do głosowania w Parlamencie Europejskim, które ma umożliwić podpisanie Traktatu Akcesyjnego 16.04. Co prawda nie udało się jeszcze uzyskać kompromisu z deputowanymi, ale uważam, że zaakceptowanie Traktatu przez Parlament jest pewne na 95%. Nie ma możliwości, żeby w okolicach 9.04 nie było spekulacyjnego wzrostu indeksów. Najlepiej widać to po węgierskim BUX. Taki atak powinien niedługo nastąpić, ale nie można również wykluczyć, że będzie to w bezpośredniej okolicy 9.04. Czy dzisiaj możliwy jest atak popytu? Nie można tego przewidzieć. Nasz rynek porusza się skokami pod dyktando OFE i nie ma możliwości, żeby wyciągnąć wnioski z poprzednich sesji. Jedno jest pewne: atak popytu będzie zupełnie niespodziewany i może nastąpić na przykład wtedy, kiedy indeksy na świecie będą się korygowały.