ING-BSK: lepiej późno niż później
Ogłoszenie przez grupę ING wezwania na akcje Banku Śląskiego to krok we właściwym kierunku, choć niewątpliwie mocno spóźniony.
Holendrzy jako pierwsi odważyli się w roku 1993 zainwestować w polski bank, a oferta publiczna Banku Śląskiego wywołała najpierw narodową histerię, a potem gigantyczny, do dziś nie wyjaśniony skandal.
Potem Śląski rozwijał się znacznie wolniej niż mógł, a jego konkurenci (na rynku korporacyjnym, detalicznym, internetowym) nie tracili czasu. Mały przykład z ostatnich tygodni: mBank, czyli internetowy detal w BRE, chwali się skopiowaniem idei m.in. ING Direct. Tymczasem sam Śląski dopiero w ostatnich dniach dołączył do grona www-banków.
Właściwie nie wiadomo, dlaczego Holendrzy, którzy kilka lat temu mieli globalne ambicje (patrz przejęcie Baringsa), zwolnili ekspansję w Polsce i nie skupili wcześniej z giełdy wszystkich akcji BSK. Robią to teraz w sytuacji, gdy ich marzenia o potędze nieco osłabły (przykład: rezygnacja niemal z całej bankowości inwestycyjnej), a polski rynek bankowy jest o wiele bardziej konkurencyjny niż osiem lat temu.
Tak czy owak, wezwanie to dobry znak dla klientów Banku Śląskiego. No i dla akcjonariuszy, których powinna skusić oferowana cena.