ING TFI nie lubi giełdowych misiów

Jagoda Fryc
opublikowano: 2015-04-28 00:00

Jeśli inwestować w Polsce, to także w blue chipy. Ale najciekawiej jest w Europie Zachodniej — uważa Robert Bohynik z ING TFI.

Obserwujemy erę banków centralnych, które odgrywają tak gigantyczną rolę na rynkach jak nigdy dotychczas w historii. Działania stymulacyjne przekładają się na rynek walutowy, surowcowy, a także akcyjny. Nie wszystkie giełdy na świecie oferują jednak atrakcyjnąpremię za ryzyko — uważa Robert Bohynik, członek zarządu ING TFI.

Jego zdaniem, w USA, które przygotowują się do podwyżki stóp procentowych, wyceny spółek są skrajnie wysokie, a drugi i trzeci kwartał upłynie pod znakiem słabej dynamiki wyników firm, co będzie pochodną siły amerykańskiej waluty.

— Lubimy akcje, ale przy inwestowaniu na giełdzie oczekujemy premii za ryzyko — a taką wciąż oferują rynki europejskie. Rekordowo niskie stopy procentowe, skrajnie niskie rentowności obligacji skarbowych, a także luzowanie ilościowe, rozpoczęte niedawno przez Europejski Bank Centralny, sprawiają, że warunki do inwestowania są wymarzone. Ponadto spółki pokażą bardzo dobre wyniki za 2015 r. — przekonuje Robert Bohynik.

Specjalista przekonuje także, że potencjał wciąż drzemie na giełdzie w Japonii, której sprzyja wyjątkowa aktywność tamtejszego banku centralnego. Robert Bohynik sceptyczny jest natomiast w ocenie perspektyw rynków wschodzących. Ekspert podkreśla, że na ich postrzeganiu cieniem kładą się niskie ceny surowców, wysoki kurs dolara oraz oczekiwane podwyżki stop procentowych w USA.

— Jeśli inwestować na rynkach wschodzących, to wyłącznie w obligacje denominowane w twardej walucie [euro, dolar — red.]. Giełdy krajów rozwijających się pozostaną natomiast w odstawce — prognozuje Robert Bohynik. Zdaniem eksperta, sytuację na polskim rynku obligacji skarbowych można określić frazą „Dr Jekyll i Mr Hyde”, co w anglojęzycznych kulturach oznacza kogoś o podwójnej osobowości.

Z jednej strony stopy procentowe są niskie, widać też ożywienie gospodarcze i poprawę na rynku pracy, a Rada Polityki Pieniężnej zapowiedziała, że w tej kadencji nie ma zamiaru dokonywać żadnych obniżek. Z drugiej strony — mamy deflację w ujęciu rok do roku, a wskaźnik cen wyjdzie powyżej zera dopiero pod koniec 2015 r. Dodatkowo umacnia się krajowa waluta, a to — przynajmniej przejściowo — może osłabiać aktywność gospodarczą.

— Dlatego jestem neutralnie nastawiony do ryzyka stopy procentowej w Polsce. W przypadkurynku akcji uważam, że wyceny są powyżej średniej, ale istnieje szansa, że skoro na europejskie giełdy płynie kapitał, to również warszawska na tym skorzysta. Nie podobają nam się jednak małe i średnie spółki, bo ich wyceny po ostatnich zwyżkach są już bardzo wymagające, a ożywienie w gospodarce jest za małe, aby wspierać dalszy wzrost ich notowań. Ponadto w tym segmencie jest niska płynność, co powoduje, że zmniejsza się premia za ryzyko. Dlatego jeśli polska giełda, to tylko szeroki rynek — podpowiada Robert Bohynik.