Inkluzyjnego dobrobytu nie da się uchwalić

Jacek Zalewski
opublikowano: 08-07-2018, 22:00

Większość państw objętych projektem 16+1 to rynki mniejsze od chińskich miast.

Organizowanie polityczno-biznesowych szczytów w formacie 16+1 wpisało się już na stałe w kalendarz kontaktów premierów Chin z szefami rządów państw Europy Środkowej i Wschodniej. Gospodarzem pierwszego w Warszawie w 2012 r. był Donald Tusk, a premier Wen Jiabao ogłosił wtedy projekt tzw. dwunastu kroków. Przez sześć lat wymieniały się twarze uczestników — w sobotę gospodarzem siódmej zbiórki 16+1 w Sofii był Bojko Borisow, głównym gościem Li Keqiang, zaś uczestnikiem polskim… zastępczo Jarosław Gowin. Dla Beaty Szydło niewyobrażalna była nieobecność na szczytach Ryga 2016 i Budapeszt 2017. Także przyjazd do Sofii 2018 uznali za oczywistość m.in. premierzy wyszehradzcy — Andrej Babiš, Peter Pellegrini i Viktor Orbán. Reprezentowanie Polski przez wicepremiera formalnie nie miało znaczenia, Jarosław Gowin był w pełni umocowany. Jednak dla Chińczyków dworski protokół ma znaczenie gigantyczne, dlatego okoliczność, że na zdjęciu ustawił się pod polską flagą nie ten, kto powinien, została przez Li Keqianga zapamiętana.

Mateusz Morawiecki przenigdy nie posłałby zastępcy na posiedzenie Rady Europejskiej. Notabene od początku naszego członkostwa w UE zamiast premiera bywał tam epizodycznie jedynie prezydent. W tym kontekście polityczne zaniżenie rangi Sofii 2018 wypada uznać za… ocenę realnej ważności tych zbiórek. Dla potęgi liczącej blisko 1,4 mld ludności nasz region jest partnerem skromnym. Większość państw z 16+1 to rynki mniejsze od chińskich miast. Mimo dysproporcji Pekin docenia geopolityczne znaczenie Europy Środkowej i Wschodniej, dlatego wyznaczył do swojej ekspansji pas państw. Do jedenastki z UE — od góry mapy to Estonia, Łotwa, Litwa, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria — dołączona została piątka bałkańska: Serbia, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Macedonia i Albania. Cały projekt zorientowany jest na realizację Jedwabnego Szlaku 2.0, gigantycznej inicjatywy rozpisanej do 2050 r. W państwach UE obowiązują trudniejsze procedury inwestycyjne, poza tym te zaliczone do 16+1 są beneficjentami wspólnotowego budżetu. Piątka pozaunijna nie ma finansowej alternatywy i staje się niejako skazana na Chiny, które rozwijają na Bałkanach ofensywę niczym w Afryce.

Lejtmotywem szczytu była „Głęboka, otwarta współpraca na rzecz inkluzyjnego dobrobytu”. Hasło wzniosłe, jednak jego realizacji nie da się uchwalić. Od początku 16+1 równoważenie deficytu w obrotach handlowych między Chinami a naszym regionem, w tym także Polską, nie drgnęło. Zatem zamiast inkluzji, czyli włączania się maluchów do wzrostu ciągniętego przez potentata, postępuje zjawisko... wyłączania. Złożone w Sofii przez premiera Li Keqianga deklaracje, że chiński rynek jest otwarty na produkty i inwestorów z zagranicy zabrzmiały równie obiecująco, co pusto. Zostaną powtórzone na szczycie 16+1 za rok w Zagrzebiu. Nowym elementem stanie się co najwyżej bilans rozkręcającej się właśnie wojny handlowej Chin nie tylko z USA, lecz także z UE. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Inkluzyjnego dobrobytu nie da się uchwalić