Inspekcja pracy szykuje ofensywę

Jarosław Królak
opublikowano: 19-12-2008, 00:00

Państwowa Inspekcja Pracy chce mocniej kontrolować firmy. Na główny ogień pójdą na budowlanka, transport, handel i… EURO 2012.

Znamy plan działań

PIP na 2009 r. Będzie więcej kontroli.

Państwowa Inspekcja Pracy chce mocniej kontrolować firmy. Na główny ogień pójdą na budowlanka, transport, handel i… EURO 2012.

Wszystko wskazuje na to, że przyszły rok nie będzie łatwy dla polskich przedsiębiorców. I to nie tylko z powodu zagrożenia ze strony kryzysu gospodarczego. Twardą rękę dla firm zapowiada bowiem Państwowa Inspekcja Pracy (PIP).

— W 2009 r. chcemy przeprowadzić znacznie więcej kontroli niż dotąd. Będą kompleksowe, mobilne i precyzyjne. Zauważamy coraz więcej przypadków łamania prawa przez firmy, szczególnie w zakresie legalności zatrudnienia i czasu pracy. Kwitnie zatrudnianie na czarno i wymuszanie przekraczania czasu pracy bez wypłaty nadgodzin. Półtora tysiąca inspektorów dostało już odpowiednie wytyczne — informuje Tadeusz Zając, główny inspektor pracy.

Czy należy się zacząć bać? Raczej tak. PIP staje się bowiem hegemonem wśród instytucji kontrolujących firmy.

Korzystają z okazji

Priorytetem rządu Donalda Tuska jest likwidacja barier dla działalności gospodarczej. Jedną z głównych są długotrwałe kontrole firm przez kilka instytucji naraz. Ustawa o swobodzie gospodarczej z pakietu Szejnfelda miała takie sytuacje wyeliminować, wprowadzając ograniczenia liczby i czasu trwania kontroli. Spod tego reżimu wymknęła się jednak PIP. Tłumaczono to koniecznością respektowania stosownych propracowniczych umów międzynarodowych i konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy. Dlatego PIP nie będzie podlegał żadnym ograniczeniom. Przywilej ten ośmielił inspekcję do wzmożenia działań przeciwko przedsiębiorcom.

— Musimy zwiększyć skuteczność kontroli. Wiele firm nagminnie łamie przepisy. Jednak nie zamierzamy po 15 razy wpadać do jednej firmy. Chcemy skontrolować raz a dobrze, a później tylko sprawdzać, czy nasze decyzje są wykonywane. Ponadto nastawiamy się także na akcje profilaktyczne, a nawet zachęcanie firm, aby same nas informowały o nieprawidłowościach i ich usuwaniu — tłumaczy szef PIP.

Kto więc powinien spodziewać się wizyt inspekcji? Przede wszystkim firmy z branży budowlanej.

— Zintensyfikujemy kontrole placów budów. Położymy nacisk na kwestie związane z legalnością zatrudnienia i bezpieczeństwem pracy. Podobnie zainteresujemy się budową dróg i autostrad oraz inwestycjami związanymi z organizacją EURO 2012 — mówi Tadeusz Zając.

Duże inwestycje drogowe i budowlane wpadną pod stały nadzór PIP.

Co na to przedsiębiorcy?

— Nie zatrudniamy na czarno, więc wzmożone kontrole PIP nie będą dla nas miały znaczenia — twierdzi Dariusz Słowiński, dyrektor rozwoju w firmie Strabag.

— Jeżeli wzmożone wizyty inspektorów nie zdestabilizują prac na budowach, to nie widzimy żadnego problemu — mówi Krzysztof Kozioł, rzecznik Budimeksu.

Kontroli moc

Wobec inwestycji wynikających z przygotowań do EURO 2012 pierwsza wizyta inspekcji ma mieć miejsce tuż po zgłoszeniu przez inwestora zamiaru rozpoczęcia budowy. Później będą cykliczne wizytacje oraz doraźne kontrole.

PIP uwielbia prześwietlać sieci handlowe. Także w 2009 r. znajdą się na celowniku. Kontrole obejmą głównie zbyt długi czas pracy oraz przeciążenie pracą kobiet, szczególnie ciężarnych. Czy sieci mają obawy?

— Inspektorzy PIP są u nas częstymi gośćmi. Przyzwyczailiśmy się. Inspekcje więc nie są dla nas specjalnie uciążliwe. Nawet jeśli jeszcze zwiększy się ich intensywność w nowym roku, to nie będziemy narzekać — twierdzi Przemysław Skory, rzecznik Tesco Polska.

Szczególnie uważać muszą też transportowcy.

— Firmy transportowe często łamią przepisy o czasie pracy, ograniczając w ten sposób do minimum koszty. Często prowadzi to do tragicznych wypadków. Zamierzamy więc mocniej kontrolować przestrzeganie prawa w transporcie drogowym, lotniczym, morskim i szynowym — dodaje główny inspektor pracy.

Inspektorzy PIP planują także baczniej przyjrzeć się warsztatom samochodowym i lakierniczym, firmom eksploatującym obrabiarki do metali, użytkownikom maszyn i urządzeń do produkcji materiałów drogowych, agencjom zatrudnienia, Poczcie Polskiej, bankom (w zakresie respektowania prawa do urlopu i czasu pracy), kopalniom, firmom energetycznym, leśnikom i… zakładom pralniczym.

Zadania i efekty PIP

Inspekcja pracy bada przestrzeganie przez firmy prawa pracy, a w szczególności wykrywa przypadki łamania przepisów dotyczących czasu pracy, legalności zatrudnienia, bezpieczeństwa i higieny pracy oraz wykonywania wyroków sądów pracy.

Na obwinionych może nakładać kary finansowe od 1 do 30 tys. zł.

W 2007 r. inspektorzy przeprowadzili 80,5 tys. kontroli u 61 tys. przedsiębiorców, zatrudniających łącznie 4,5 mln osób. Wydali 370 tys. decyzji stwierdzających nieprawidłowości. 12,3 tys. decyzji nakazywało natychmiastowe wstrzymanie prac z uwagi na zagrożenie życia i zdrowia. 10 firmom całkowicie zakazano działalności, a 17 działalności określonego rodzaju. 2,2 tys. osób ukarano grzywnami na łączną kwotę 3,2 mln zł.

To państwo w państwie

Podstawowy problem polega na tym, że wymogi, które powinny spełniać firmy kontrolowane przez inspekcję pracy, są tak sformułowane, że często bardzo trudno jest im sprostać. To po pierwsze. Po drugie, w praktyce Państwowa Inspekcja Pracy stała się organem reagującym na donosy o konfliktach pracowników z pracodawcami. Wtedy wchodzi do firmy i bezkrytycznie stosuje retorsje i nakłada kary. Owszem, respektowanie praw pracowniczych jest bardzo ważne, lecz nie może przekształcać się w absurd i karykaturę. Obawiam się, że PIP dlatego chce przykręcić śruby pracodawcom, aby się po prostu wykazać i podreperować dotychczasowe wyniki. Proszę zauważyć, że ostatnio z roku na rok spada liczba kontrolowanych firm oraz liczba wykrytych nieprawidłowości. Może coraz słabsze wyniki podważają sens istnienia inspekcji i nie podobają się jej szefom? Miejmy nadzieję, że zapowiadana intensyfikacja kontroli nie będzie destabilizować normalnej pracy przedsiębiorstw, szczególnie w dobie nadchodzącego spowolnienia gospodarczego. Jednak brak granic kontrolnych dla PIP powoduje, że jest ona swoistym państwem w państwie i przedsiębiorcy powinni się mieć na baczności.

Jarosław Chałas

Jarosław

Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu