Internauci napierają na LPP

  • Anna Pronińska
opublikowano: 28-05-2013, 00:00

Odzieżowy gigant szył ubrania w zawalonej fabryce, czym naraził się internautom. Eksperci doradzają szybką reakcję

Reserved, Cropp, Mohito, House i Sinsay — to portfolio odzieżowych marek giełdowego LPP, które odnosząc pasmo sukcesów, uchodzi w branży i na rynku kapitałowym za wzór do naśladowania. Wczoraj pojawiła się na nim rysa — portale społecznościowe obiegła informacja, że w gruzach zawalonej w kwietniu fabryki w Bangladeszu, w której zginęło ponad 1,1 tys. osób, znaleziono metki Croppa.

Zobacz więcej

Dopiero po katastrofie fabryki w Bangladeszu, w której w kwietniu zginęło ponad 1,1 tys. osób, światowe firmy odzieżowe zgodziły się podpisać porozumienie zmierzające do poprawy bezpieczeństwa. [FOT. BLOOMBERG]

Zorganizowano akcję wysyłania apeli do Marka Piechockiego, prezesa LPP, z żądaniem zwiększonej odpowiedzialności za warunki pracy w Bangladeszu. Firma przyznaje, że współpracowała z fabryką, w której doszło do tragedii, a w Bangladeszu produkuje około 19 proc. oferty.

— Jeden ze współpracujących z LPP agentów ulokował w tym roku produkcję części odzieży marki Cropp (0,6 proc. udziału w całości tegorocznych zamówień złożonych przez LPP w Bangladeszu) w fabryce, której siedziba mieściła się w budynku Rana Plaza. Budynek ten uległ tragicznej katastrofie budowlanej, która pociągnęła za sobą ponad tysiąc ofiar śmiertelnych. Odnalezione na miejscu katastrofy przywieszki Cropp, których fotografie znalazły się w mediach, prawdopodobnie były przygotowane dla mającej nastąpić w maju produkcji kolejnej partii towaru — przyznaje zarząd odzieżowej firmy.

Trudna kontrola

Zdaniem zarządu, kontrola warunków funkcjonowania fabryk w Bangladeszu jest bardzo trudna, a od kilku miesięcy nasilają się w tym kraju zamieszki. „Z powodu obaw o bezpieczeństwo pracowników, LPP nie wysyła kupców do tego kraju. W tej sytuacji bardzo ważna jest inicjatywa największych światowych firm branży odzieżowej, które zawarły porozumienie dotyczące ochrony przeciwpożarowej oraz bezpieczeństwa budynków w Bangladeszu. Pomimo tego, że firmy te są wielokrotnie większe od LPP, badamy możliwość przystąpienia do tego porozumienia, które mamy nadzieję da szanse na unikanie tragedii podobnych do tej, która miała miejsce w budynku Rana Plaza” — czytamy w oświadczeniu zarządu.

Kryzys można wygrać

Eksperci od zarządzania wizerunkiem marek nie mają wątpliwości, że taka sytuacja może się odbić na LPP.

— Mamy do czynienia z kryzysem wizerunkowym, który w dłuższej perspektywie może przełożyć się na sprzedaż. Każdy kryzys w marce przekłada się na emocje klientów — niektórzy mówią, że nie będą kupować ubrań tej marki, już jej nie lubią, stracili zaufanie — mówi Marcin Kalkhoff, partner w firmie BrandAuditors. Jest jednak przekonany, że LPP powinno działać.

— Im szybsza reakcja firmy, tym lepiej. O tym, jak źle można zareagować, widać było w nc+, gdzie w całym zamieszaniu z ofertą dla konsumentów na początku nie było reakcji władz. W takich sytuacjach lepiej powiedzieć: zastanawiamy się, jak reagować, niż nie robić nic. Są też przypadki, gdy kryzys udało się przekuć w coś pozytywnego, jak w katastrofie ekologicznej w Zatoce Meksykańskiej spowodowanej m.in. przez BP. Firma zaczęła wdrażać programy ekologiczne i mówiła o tym głośno — mówi Marcin Kalkhoff.

Według niego, najważniejsze w takich sytuacjach jest nieunikanie odpowiedzialności, przyznanie się do błędów i przeprosiny. Także zdaniem Romana Jędrkowiaka z butiku marketingowego ADHD Warsaw, dla LPP to może być sytuacja kryzysowa.

— Ale większość producentów odzieży postępuje podobnie. Konsument może więc się oburzać na firmę i nie kupować u niej, ale jak pójdzie do sklepu obok, to napotka podobną sytuację — mówi Roman Jędrychowski.

Z drugiej strony rozumie też samych producentów, że wybierają Azję, gdzie można taniej niż w Europie wytwarzać. Bo to klient oczekuje niskich cen.

— Nie można chować głowy w piasek. Trzeba rozmawiać, nawet jeśli ma się niepopularne prawdy. To, co LPP może zrobić to np. zobowiązać się, że w ciągu jakiegoś czasu doprowadzi do poprawy sytuacji — mówi Roman Jędrkowiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu