Mioduski: Internet zmieni sposób relacji ze sportem

Dariusz Mioduski właściciel i prezes Legii Warszawa
02-01-2018, 22:00

Świat piłki i biznesu są tylko pozornie od siebie odległe. Rzecz w tym, że biznes bardzo poważnie zajmuje się piłką, a świat futbolu sięga daleko poza zieloną murawę i trybuny stadionów.

Gdy zostałem zaproszony do przygotowania tego felietonu, poproszono mnie, abym napisał o swoich przemyśleniach na temat najważniejszych wydarzeń, trendów oraz wyzwań w 2018 roku i aby to nie był tekst o Legii. To zrozumiałe, bo choć w ostatnich latach Legia stała się najważniejszą częścią mojego życia, to „Puls Biznesu” towarzyszy mi już 20 lat, czyli przez ponad 2/3 mojej aktywności biznesowej.

Zobacz więcej

Dariusz Mioduski właściciel i prezes Legii Warszawa Marek Wiśniewski

Świat piłki i biznesu są jednak tylko pozornie od siebie odległe. Rzecz w tym, że biznes bardzo poważnie zajmuje się piłką, a świat futbolu sięga daleko poza zieloną murawę i trybuny stadionów. Jednak zgodnie z prośbą nie będzie to tekst o Legii. Będzie natomiast po części o piłce, tej europejskiej i tej krajowej, bo piłka nożna to dzisiaj jeden z najszybciej rozwijających się sektorów biznesu wspierany przez lokalne firmy, międzynarodowe korporacje, miasta, a nawet rządy. Będzie też trochę o technologiach i nowych mediach, które zmieniają reguły gry we współczesnym świecie.

Co łączy pozornie konserwatywną dziedzinę, jaką jest piłka nożna, z technologiami i nowymi mediami? Bardzo wiele, a rozpoczynający się rok ma szansę być pod tym względem przełomowy. Najpierw jednak polityka, która też jest częścią świata piłki, a coraz częściej, niestety, przenosi się także na stadiony. 2018 rok w Polsce będzie zdominowany przez dwa wydarzenia, które przez wiele miesięcy będą emocjonować prawie wszystkich Polaków. Pierwsze to wybory samorządowe i poprzedzająca je kampania wyborcza.

Mam, niestety, związane z tym obawy. Choć kampania będzie prowadzona równolegle z obchodami 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, to nie ma się co łudzić, że odbędzie się w atmosferze pojednania. Polityka w ostatnich latach, nie tylko w Polsce, ale także w wielu krajach europejskich oraz w USA, skupia się przede wszystkim na dzieleniu i szukaniu wrogów, czego efektem (a pewnie też przyczyną) jest coraz silniejsza polaryzacja społeczeństwa. Dobrze jest się różnić.

Dyskusja oponentów, twarda, ale poparta argumentami, zawsze jest ciekawsza i dużo bardziej twórcza niż potakiwanie klakierów. Problem w tym, że ludzie przestają już ze sobą rozmawiać. Dialog zastępują negatywne emocje, nietolerancja i nienawiść. Nawet jeśli jest to skuteczna strategia, stosowana zresztą przez wszystkie strony politycznej sceny, to jej koszty społeczne są olbrzymie i często nieodwracalne, a w przyszłości wpłyną negatywnie na sytuację gospodarczą. Jest to nieuniknione, bo rozwój ekonomiczny oparty jest nie tylko na konkurencji, ale przede wszystkim na współpracy (szczególnie międzynarodowej), wymianie wiedzy i doświadczeń, a także na zaufaniu. W dzisiejszym świecie coraz bardziej odczuwalny jest jednak deficyt zaufania. Dotyczy to również ludzi i środowisk związanych z całym piłkarskim biznesem, także w Polsce.

Wierzę jednak i staram się to przekonanie przekuwać w czyn, że sport powinien łączyć, a nie dzielić, a współpraca i wspólna strategia to jedyna droga do podniesienia poziomu polskiej piłki. Zanim jednak odbędą się wybory samorządowe, barwy biało-czerwone połączą Polaków podczas mistrzostwa świata w Rosji. Tam gdzie polityka dzieli, tam piłka nożna może łączyć, co trafnie zawarł w swoim haśle PZPN. Mam nadzieję, że wokół sukcesu reprezentacji będziemy w stanie zjednoczyć środowiska piłkarskie i zbudować podwaliny dla przyszłości piłki klubowej w Polsce.

W świecie futbolu w 2018 roku odbywać się będzie jednak jeszcze inna gra, w której stawką są nie tylko wielkie pieniądze, ale zmiana, która już niedługo dotknie kibiców, a także federacje, ligi i wszystkie kluby. W 2018 roku odbędą się przetargi na prawa medialne do transmisji angielskiej Premier League i hiszpańskiej LaLiga. Stawką są gigantyczne pieniądze, ale to nic nowego. Zaskoczeniem, choć pozornym, są nowi gracze na scenie. Gracze, którzy z miejsca stali się faworytami. I nie są to tradycyjne stacje telewizyjne — chodzi o Facebook i Amazon. Te dwa gigantyczne koncerny dotychczas rosły obok stacji telewizyjnych, ale dziś, gdy postanowiły sięgnąć po kontent sportowy, mogą okazać się bezkonkurencyjne.

Przetarg na prawa do pokazywania meczów Premier League w sezonach 2019-22 ma się rozstrzygnąć jeszcze w pierwszym kwartale roku. Dla angielskich klubów oznacza to perspektywę jeszcze większych przychodów.

Obecna trzyletnia umowa warta jest ponad 8,2 mld GBP, z czego około 3,2 mld to cena za prawa zagraniczne. Facebook i Amazon staną również do walki w przetargu na trzyletnie prawa telewizyjne piłkarskiej ligi hiszpańskiej (od 2019 roku). Javier Tebas, prezes LaLigi, hiszpańskiej ekstraklasy, zapowiedział już, że spodziewa się uzyskać 2,3 mld EUR, na co złożyłoby się 1,3 mld z rynku krajowego (300 mln EUR więcej niż dotychczas) oraz 1 mld z rynków zagranicznych (400 mln EUR więcej). Co na to stacje telewizyjne, które dotychczas niepodzielnie rządziły na rynku transmisji sportowych?

Eksperci są zgodni, że trudno będzie im rywalizować z nowymi mediami, skoro np. Amazon ma ponad 20 mld USD na inwestycje. Zresztą ten proces już się rozpoczął. Po 25 latach telewizja Sky Sports po raz pierwszy przegrała przetarg na prawa do wielkoszlemowego turnieju tenisowego US Open. Za 30 mln GBP kupił je Amazon, który wygrał też walkę o pokazywanie na Wyspach Brytyjskich tenisowych turniejów ATP (50 mln GBP, czyli znacznie więcej niż obecna wartość praw do Ekstraklasy). Facebook nabył już prawa do transmitowania meczów najbliższego sezonu uniwersyteckiej ligi koszykarskiej w Stanach Zjednoczonych. Pokaże nie tylko mecze, lecz także dodatkowe materiały realizowane specjalnie dla niego.

Facebook ma też prawa do transmisji piłkarskiej ligi MLS, najwyższej klasy rozgrywkowej w USA. Zaoferował również 450 mln GBP na indyjską ligę krykieta. To zresztą nie koniec. W kolejce po dostęp do treści sportowych na żywo ustawiają się już Google, Apple i Netflix. W czasach gdy linearna telewizja odchodzi do lamusa, sport pozostaje jedną z nielicznych form kontentu, który jest w stanie przyciągnąć ludzi przed ekrany w określonej porze. Pytanie, przed jakie ekrany: telewizorów czy raczej komputerów i smartfonów?

Jedno jest pewne. Rynek medialny przechodzi gigantyczną rewolucję, a rok 2018 odegra w niej kluczową rolę. W świecie piłki pojawią się jeszcze większe pieniądze, a na rynek wejdą nowi gracze, którzy zmienią sposób obcowania ze sportem. A w Polsce? My też musimy zacząć się przygotowywać na te zmiany, bo tradycyjne myślenie już wkrótce nie zadziała. Nowa umowa na prawa telewizyjne do meczów Ekstraklasy zacznie obowiązywać w 2019 roku, ale decyzje o tym, kto weźmie udział w przetargu i na jakich zasadach będzie prowadzony, zapadną w 2018 roku.

Czy możemy się spodziewać, że także u nas o prawa powalczą giganci rynków internetowych? Nie wiem, czy już teraz, ale w przyszłości na pewno, bo z tej drogi nie ma odwrotu. Z pewnością konkurentów będzie co najmniej kilku i zakładam, że uda się znacząco podnieść wartość kontraktu. To oczywiście wciąż nie będą liczby, które można porównywać z silnymi ligami europejskimi, dlatego aby gonić Europę, polskie kluby będą musiały szukać innych metod na podniesienie jakości. Niezbędna będzie też mądra współpraca wszystkich organizacji odpowiedzialnych za rozwój polskiej piłki, a także klubów, samorządów i polityków. Potrzebna będzie jedna wizja, strategiczne zrozumienie, że wspólnym celem jest zwiększenie jakości polskiej ligi oraz że wzorem najsilniejszych lig europejskich to kilka klubów, finansowo, organizacyjnie i infrastrukturalnie zdolnych do podjęcia europejskiej rywalizacji, będzie budowało siłę całej ligi.

W końcu potrzebne będzie też zrozumienie po stronie rządzących, że wszystkie silne państwa w Europie mają silną piłkę i warto sprzyjać jej rozwojowi. Pozostaje jednak pytanie, czy to ma sens, czy w ogólne możliwe jest ściganie się z europejskimi konkurentami przy takiej przepaści finansowej? Owszem, będzie to trudne, ale możliwe, pod warunkiem dobrej współpracy, która pozwoli wykorzystać potencjał ekonomiczny i społeczny 40-milionowego kraju. Wystarczy spojrzeć na Warszawę, która bez wątpienia jest gospodarczą stolicą regionu. Tak też powinno być w piłce, ale o tym napiszę innym razem, bo przecież obiecałem, że nie będzie to tekst o Legii. :)

Wszystkie felietony z serii "Co nas czeka">>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Mioduski właściciel i prezes Legii Warszawa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Co nas czeka w 2018 / Mioduski: Internet zmieni sposób relacji ze sportem