Internetowe wahadło wraca do stanu równowagi

Jarosław Grabowski
opublikowano: 2001-07-23 00:00

Jarosław Grabowski: Internetowe wahadło wraca do stanu równowagi

Potencjał rynku związanego z usługami internetowymi jeszcze dwa lata temu wydawał się nieograniczony. Liczba nowo powstających inicjatyw, firm i pomysłów na biznes cieszyła optymistów, a przerażała pesymistów, którzy w szalonej modzie na Internet upatrywali źródeł przyszłego kryzysu. Okazało się, że mieli rację. W marcu roku 2000 skończyła się internetowa euforia. Przestały płynąć pieniądze od inwestorów, a liczba klientów i transakcji nie wystarczała do osiągnięcia zysku. Firmy bankrutowały jedna po drugiej. W ciągu roku nastąpiła wyraźna zmiana nastrojów związanych z przedsięwzięciami internetowymi.

Dla postronnego obserwatora koniunkturę na rynku przedsięwzięć internetowych wskazuje przede wszystkim giełda. Jest ona barometrem nastrojów — to, co się na niej dzieje, jest najczęściej przedmiotem dyskusji i publikacji prasowych. Obecnie można zaobserwować na giełdach, zarówno Nasdaq jak i GPW, swoistą antymodę na Internet. Sieć, a zwłaszcza inwestycje z nią związane, nie budzą zbytniego entuzjazmu. Podchodzi się do nich ze szczególną ostrożnością, wyraźnie widoczną po wcześniejszym ogromnym popycie na wszystko, co choćby z nazwy przypominało przedsięwzięcie internetowe. Nastąpiło typowe wychylenie się wahadła na drugi biegun. Rozczarowanie wynikające ze zbyt dużych nadziei pokładanych w nowym medium, a także niesprawdzenie się teorii o powstaniu „nowej ekonomii” spowodowały gwałtowny odwrót od przedsięwzięć internetowych — często równie mało uzasadniony, co wcześniejszy entuzjazm.

Jesteśmy obecnie świadkami kilku procesów, oddziałujących na przedsięwzięcia internetowe:

- Urealnione zostały oczekiwania wobec nowej technologii. Zaczęto wreszcie dostrzegać nie tylko potencjalne możliwości sieci, ale także ograniczenia natury technologicznej, prawnej, funkcjonalnej itd. Jest ona kolejnym narzędziem, które może być wykorzystane w sposób zarówno właściwy, jak i niewłaściwy. Wraz z upadkiem pojęcia nowa ekonomia upadły też wygórowane żądania stawiane przedsięwzięciom internetowym.

- Internet coraz częściej staje się polem działania dla konsekwentnie realizowanych strategii firm tradycyjnej gospodarki. Jest kanałem dystrybucji, promocji i komunikacji, wspomaga zarządzanie i logistykę. Tego typu przedsięwzięcia cieszą się znacznie większym zaufaniem inwestorów i są lepiej przygotowane niż wcześniejsze dotcomy.

- Wraz z umacnianiem się pozycji firm związanych z Internetem, które poradziły sobie w okresie spadku koniunktury, giełdy przestały być jedynym wyznacznikiem sytuacji na tym rynku. Coraz większe zaangażowanie się w przedsięwzięcia internetowe dużych firm, określanych mianem tradycyjnych, a także normująca się sytuacja mniejszych podmiotów, spowodowały ustabilizowanie się i konsolidację rynku. Okazało się także, że wiele firm świadczących usługi internetowe nie ma problemów z pozyskaniem kapitału poza giełdą.

- Najważniejszą przeszkodą w powrocie wahadła internetowej koniunktury na stabilną pozycję jest ogólne ochłodzenie gospodarki, obserwowane od kilku miesięcy. Zmniejszony popyt na usługi związane z zaawansowanymi technologiami skutkuje także zmniejszeniem zapotrzebowania na ściśle z nimi związane usługi internetowe. Właściwie wszystkie grupy usług, od dostępu do sieci, aż po e-marketing czy reklamę internetową, nie rozwijają się tak szybko jak przewidywano. Nie znaczy to jednak, że nie rozwijają się w ogóle. W tej branży 50-procentowy wzrost przychodów w ciągu roku na nikim nie robi wrażenia.

Po początkowej euforii i późniejszym nadmiernym pesymizmie sytuacja na rynku usług internetowych wraca do normy. Pozostaje tylko się z tego cieszyć.

Jarosław Grabowski

jest dyrektorem marketingu Super Media