Internetowi designerzy przewidują spadek zysków

Marcin Złoch
opublikowano: 2001-09-19 00:00

Internetowi designerzy przewidują spadek zysków

Firmy zajmujące się projektowaniem stron internetowych, zakładane w połowie lat 90. przez studentów, dziś są liderami rynku. W poprzednim roku zanotowały znaczący wzrost przychodów. Zmniejszanie limitów przeznaczonych na internetowy marketing i wrastająca ostrożność klientów mogą jednak spowodować zatrzymanie tej hossy.

Kilka spośród liczących się obecnie na rynku firm projektujących na zamówienie witryny internetowe swoimi korzeniami sięga studenckich czasów swoich założycieli. Opowieści o początkach działalności przypominają historie o garażowych korzeniach amerykańskich potentatów branży informatycznej.

Studenckie początki

— Nasza firma została założona w 1996 r. przez pięciu studentów czwartego roku Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. Decyzję o rozpoczęciu działalności rynkowej poprzedził konkurs Challenge Management, organizowany przez Szkołę Biznesu w Katowicach. Jako aktywni członkowie AISEC wysłaliśmy zgłoszenie z własną symulacją prowadzenia przedsiębiorstwa. Do współzawodnictwa stanęło kilkanaście zespołów, nasz zdobył dwie nagrody. Gdy wracaliśmy starym maluchem z uroczystości ich wręczenia, spadła nam na głowy podsufitka. Zapytałem kolegę jak długo jeszcze zamierza jeździć tym gratem i dodałem, że coś należałoby zrobić. W rezultacie, za kieszonkowe pieniądze, bo złożyliśmy się po około 1500 zł, w pięciu założyliśmy firmę. Nasze pierwsze biuro miało 9 mkw. i nie wszyscy się w nim mieściliśmy. Wiedzieliśmy, że z tak małym kapitałem musimy mieć niezbyt kapitałochłonny profil działania. Postanowiliśmy założyć specjalistyczną firmę, która oferowałaby konsulting oraz tworzenie stron internetowych. Przygotowaliśmy strategię rozwoju do 2000 r. i konsekwentnie ją realizowaliśmy. Początkowo musieliśmy uświadamiać prezesów, co to jest Internet i że mail kosztuje tyle co jeden impuls telefoniczny, a dociera do adresata natychmiast — wspomina Marek Lose, prezes firmy Internet Designers.

Ten rok jest gorszy

Firmy tworzące strony internetowe, pomimo zatrudniania maksymalnie kilkudziesięciu osób, generują kilkumilionowe przychody ze sprzedaży swoich usług. Jednak na rynku IT, po kilku bardzo dobrych latach, w 2001 r. zanosi się na zastój koniunktury. Może to oznaczać stabilizację polskiego rynku usług internetowych.

— Najłatwiej było osiągnąć wysoki wzrost dochodów na początku działalności, gdy rynek dopiero się rozwijał. Usługi tego typu świadczyło kilka firm, a potencjalnych klientów było wielu. Spodziewam się, że w bieżącym roku dynamika wzrostu trochę się obniży. Jednak w naszej branży obniżenie i tak oznacza dwu- -trzykrotny wzrost przychodów w stosunku do ubiegłego roku — informuje Michał Waszkiewicz, dyrektor marketingu warszawskiej firmy e-point.

To, że bieżący rok jest gorszy od lat poprzednich zgodnie potwierdzają przedstawiciele firm prowadzących działalność ściśle powiązaną z Internetem.

— Nie jest dla nikogo niespodzianką, że spowolnienie polskiej gospodarki wpłynęło na zmniejszenie dynamiki rozwoju sektora usług interaktywnych dla przedsiębiorstw. Firmy w tym roku często ograniczają swoje budżety internetowe. Wpływa na to, oprócz oczywistych względów oszczędnościowych, jeszcze nie do końca ukształtowana świadomość wartości tego medium dla komunikacji B2B. Barometrem rynku jest to, że wiele koncernów branży FMCG ma budżety sieciowe wartości setnych procenta swoich rocznych budżetów marketingowych. Jednak analiza rozwoju sąsiedniego rynku niemieckiego daje podstawy do optymizmu. W ciągu najbliższych dwóch lat marketing on-line sięgnie 1-2 proc. ogólnej wartości budżetów — uważa Artur Gortych, prezes zarządu spółki 3dart.com.

Klienci są ostrożniejsi

Zmniejszone, w porównaniu z poprzednimi latami, zainteresowanie usługami świadczonymi przez twórców witryn WWW, łączy się ze zwiększoną ostrożnością klientów przy podejmowaniu decyzji dotyczących utworzenia firmowych wrót HTML. Inwestycja w internetowy marketing wymaga bowiem restrukturyzacji struktur firmy, a czasem nawet zmiany filozofii działania. Jednak jest to opłacalna decyzja, a poniesione nakłady powinny szybko się zwrócić.

— Klienci podchodzą bardziej ostrożnie do decyzji o uruchomieniu firmowego portalu. Wiąże się to z krachem branży IT na giełdzie i z upadkami kolejnych portali. Powszechne są kiepskie prognozy dla branży oraz przeświadczenie, że na rynku jest źle. A tymczasem trzeba zrozumieć, że aplikacje internetowe pozwalają ograniczyć koszty i usprawnić działanie firmy. Decyzja o zaistnieniu w Internecie jest inwestycją, która szybko się zwraca. Internet jest medium tanim, więc inwestycje są relatywnie niskie. Koniunktura prędzej czy później powróci na rynek informatyczny. Przyjdą lata zyskowne i te firmy, które teraz zainwestują w działalność internetową, które zrestrukturyzują i zmienią filozofię działania, za jakiś czas zyskają. Będą o krok przed konkurencją — prognozuje Marek Lose.

To dopiero początek

Nie wszyscy zgadzają się z tezą o stabilizacji rynku, co więcej pojawiają się opinie, że obecny stan to wciąż dopiero początek rozwoju.

Rzeczywista wielkość rynku reklamy on-line w Polsce jest niezwykle trudna do oszacowania. Niejednokrotnie firmy w celach PR wysyłają sprzeczne informacje przez nikogo nie audytowane tworząc przez to niepotrzebny szum informacyjny. Zdarzają się sytuacje, że agencja epatuje wielkością swoich przychodów, zamieszczając w swoim łącznym bilansie wpływy z przepuszczonych budżetów reklamowych, od których realnie ma przychód rzędu kilku procent. Stabilizacja rynku nastąpi, jeżeli np. trzej liderzy osiągną na nim roczne przychody rzędu 20 mln zł. Stanie się to jednak nie wcześniej niż w 2002 r. i będzie uzależnione od dynamiki wzrostu gospodarczego — przekonuje Artur Gortych.

Firmy tworzące serwisy internetowe dopatrują się możliwości zwiększenia swojego potencjału poprzez nawiązanie współpracy z inwestorem kapitałowym. Liczą, że fundusze zainwestowane w firmę wpłyną na ogólną kondycję przedsiębiorstwa. Dodatkowe środki pozwolą także natychmiast zareagować, gdy zajdzie potrzeba np. zatrudnienia dodatkowych pracowników.

— Pozyskaliśmy inwestora finansowego. Jest nim Innova Capital. Fundusz ten zainwestował w naszą firmę około 2,5 mln USD. Dzięki decyzji o sprzedaniu mu części firmy zyskaliśmy możliwości rozwoju infrastruktury. Poszerzyliśmy ofertę, a dzięki rynkowej pozycji naszego inwestora nawiązaliśmy partnerskie relacje z dostawcami oprogramowania —twierdzi Łukasz Wojcieszak, członek zarządu firmy AMG.net.pl. W podobnym tonie wypowiada się przedstawiciel firmy e-point.

— Około 30 proc. naszej firmy należy do funduszu Enterprise Investors. Zdecydowaliśmy się na obecność zewnętrznego podmiotu, bo chodziło nam o szybkie sprostanie popytowi na nasze usługi, który w zeszłym roku gwałtownie rósł. Inwestor pozwolił firmie na rozwój zarówno pod względem technologicznym jak też zatrudnienia. Poza tym współpraca właśnie z tym, a nie innym funduszem stanowi dla nas element prestiżu. Enterprise Investors, jeden z większych funduszy inwestycyjnych we wschodniej Europie, nawiązał współpracę z nami jako z jedynymi w tej branży. Fakt ten poprawia nasz wizerunek. Jesteśmy postrzegani przez klientów jako stabilna firma — przekonuje Michał Waszkiewicz.

Inwestor usztywnia

Nie wszyscy przedstawiciele potwierdzają pogląd na temat zbawiennego wpływu inwestorów zewnętrznych. Uważają, że na niestabilnym rynku inwestor usztywniłby działania firmy.

— Inwestorzy są zainteresowani powiązaniem się z naszą firmą, jednak nie mamy noża na gardle. Szukamy partnera mogącego wnieść oprócz finansów także know-how. Zdajemy sobie sprawę, że wpuszczenie zewnętrznego inwestora to pozbycie się części własności. Jednak cały czas prowadzimy rozmowy, bo gdyby udało się nam znaleźć interesującego partnera, to firma wykonałaby nagły skok, a tak dojdziemy do zamierzonego celu krok po kroku — wyjaśnia Bartłomiej Danek, wiceprezes WebService.

Nowa strategia

Pogorszenie warunków panujących na rynku zmusiło największe spółki zajmujące się tworzeniem stron internetowych do zmiany zasad i sposobów działania.

— Współpraca z inwestorem, o którego pozyskaniu poinformujemy za kilka tygodni, zwiększy dynamikę rozwoju naszej firmy i zapewni stabilność niezbędną do realizacji przyjętej strategii. W długoterminowej perspektywie rozważamy również upublicznienie spółki. Przyszłość komunikacji internetowej to cała rodzina rozwiązań IT blisko związanych z siecią. Nadszedł czas, gdy klient chce decydować o wyborze sposobu dotarcia do informacji. Trzeba mu dać do dyspozycji jednocześnie: Internet, SMS, WAP, WebTV, czy też tradycyjny telefon — uważa Artur Gortych.

Poszerzenie działań

Firmy projektujące strony WWW próbują rozszerzać profil działalności. Ma to na celu docieranie do nowych grup odbiorców.

— Nasza firma zamierza wprowadzać innowacyjne rozwiązania internetowe. Oprócz tworzenia portali zajmiemy się zarządzaniem treścią w korporacyjnych sieciach intranetowych, wymianą danych między działami i integracją zasobów przedsiębiorstw. Widzimy w tym sektorze rynku szansę na rozwój firmy — informuje Michał Waszkiewicz.

Zarząd spółki AMG.net.pl dostrzega okazję do rozwoju firmy w innym rodzaju działalności.

— Chcemy pójść w stronę konsultingu IT, a nie tylko wykonywać na zamówienie proste aplikacje. Poza tym myślimy o sprzedaży gotowych pakietów oprogramowania. Jesteśmy w trakcie podpisywania umów z partnerami technologicznymi mającymi dostarczać nam oprogramowanie — zapowiada Łukasz Wojcieszak.