Andrzej Sopoćko: Internetowy boom przemebluje rynek pracy
NOWA JAKOŚĆ: Małe polskie firmy informatyczne z powodzeniem mogą skutecznie włączyć się w tworzenie programów komputerowych — uważa Andrzej Sopoćko. fot. ARC
Dwie rzeczy straszą we współczesnej gospodarce: bezrobocie i komputery zabierające pracę ludziom. A ani z jednym, ani z drugim nie da się walczyć bezpośrednio. Kto nie nadąży za rozwojem serwisów i udogodnień internetowych — przepadnie na rynku. Z kolei o nowe miejsca pracy najłatwiej przy komputerach, sieciach czy programowaniu serwisu internetowego, a także — przy nowych technologiach.
COKOLWIEK się dzieje w gospodarce światowej, każdy krajowy ekonomista musi odpowiedzieć na pytanie, jak tu się ma sprawa polska? Otóż w tej kwestii wypada powiedzieć: nijak. To znaczy ani dobrze, ani źle. Rozwój w tej dziedzinie ciągnie się, jak mówią hydrolodzy, „w dolnej strefie stanów”. Ciągnie się jednak sam z siebie, i to jest chyba największy problem.
TYMCZASEM internetowy boom czyni całkowite przemeblowanie na rynku pracy. Potrzebne są nowe zastępy informatyków, projektantów i specjalistów od teletechniki. W RFN tylko w tej dziedzinie brakuje 75 tys. specjalistów. Mimo stale dokuczliwego bezrobocia, nie ma większych szans na znalezienie ich w kraju.
TAK WYSOKI POPYT na jedną grupę fachowców nie zdarza się często. Natomiast brak możliwości jego zaspokojenia siłami krajowymi jest wręcz ewenementem. Szokuje to obecnie, wiele jednak przemawia za tym, że taka sytuacja jest signum temporis przełomu stuleci. Tym razem nie chodzi bowiem o to, co daje się zamknąć klasycznym pojęciem „siła robocza”, ale o osoby, których kwalifikacje zdobywane były przez lata nauki i szkoleń.
ZJAWISKO TO niewątpliwie można zaliczyć do bezrobocia strukturalnego. Dotąd był to problem dość prostych przekwalifikowań. W technologii informatycznej jest to jednak bardziej skomplikowane. Po pierwsze, nie każdy się w ogóle do tego nadaje, po drugie — jest to wiedza, którą zdobywa się na kosztownym sprzęcie i wymaga zatrudnienia niezwykle kosztownych obecnie speców z czołówki informatycznej. Tych znaleźć najtrudniej.
CO BĘDZIE działo się później, można się domyśleć. Wysoko rozwinięte i dobrze płacące gospodarki będą zasysały specjalistów z zagranicy. W Niemczech, łącznie z innymi branżami, zapotrzebowanie na nich w tym roku szacuje się na 300 tys. Będą więc przyjeżdżali z całego świata. Najkrótszą drogę jednak będą mieli tu Polacy.
SKUTKI tego zasysania trudne są do przewidzenia. Niewątpliwie utracimy jakąś część najcenniejszych zasobów ludzkich. Niekoniecznie jednak — na zawsze. Wiele firm informatycznych w USA założyli byli najemni pracownicy istniejących poprzednio firm. Tam zdobyli kontakty, rozeznanie rynku, a zarazem przekonanie: inni mogą, to ja też. Programy komputerowe nie są tak wrażliwe na rankingi marek wytwórców jak np. samochody czy odkurzacze. Na tym rynku jest jeszcze sporo możliwości wejścia przy ograniczonych zasobach finansowych. Można więc wytwarzać tanio, byle solidnie. Ponadto ruchy w tej dziedzinie powinny zaktywizować marketing zagraniczny polskich firm softwareŐowych, co wciągnie polską gospodarkę w środek rynku międzynarodowego.
Andrzej Sopoćko jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, doradcą prezesa PBK