Interwencja państwa to ostateczność

Państwo powinno interweniować tylko w wyjątkowych przypadkach. Dotyczy to zarówno energetyki, górnictwa, jak i frankowiczów — mówi Janusz Lewandowski, szef rady gospodarczej przy premierze

W 2015 r. rząd wszedł z awanturą z lekarzami, potem z górnikami, by przejść do problemów polskich przewoźników związanych z podniesieniem płacy minimalnej w Niemczech. Na dokładkę po szokującym wzroście kursu franka po jego uwolnieniu przez SNB pojawił się problem polskich obywateli, którzy zawarli 570 tys. umów kredytowych w szwajcarskiej walucie. Problem ma rząd, ale też rada gospodarcza przy premierze.

Janusz Lewandowski
Zobacz więcej

Janusz Lewandowski [FOT. GK]

— Najważniejsza dla mnie jest obrona stabilności gospodarki w okresie przedwyborczym — mówi Janusz Lewandowski, szef rady gospodarczej przy premierze.

Główny doradca premier Ewy Kopacz jest liberałem akceptującym interwencję państwa tylko w wyjątkowych i uzasadnionych przypadkach. I dotyczy to zarówno energetyki, górnictwa czy osób posiadających kredyty we frankach.

Najpierw program

Ministerstwo skarbu zamierza konsolidować energetykę — proponuje połączyć PGE z Energą, a Tauron z Eneą. Tak wzmocnione firmy miałyby objąć udziały w spółce specjalnego przeznaczenia, do której Kompania Węglowa wniesie swoje kopalnie. Tauron już zapowiedział, że jest zainteresowany kopalnią Brzeszcze, jeszcze na początku miesiąca przeznaczaną do likwidacji. Szef rady gospodarczej jest przeciwnikiem tej koncepcji. Uważa, że skoro największe polskie firmy energetyczne to spółki giełdowe, to ich konsolidacja powinna być efektem rozmów pomiędzy zarządami.

— Nie jestem też zwolennikiem obdarowania energetyki niechcianym prezentem w postaci kopalni. Mam nadzieję, że nie będzie ratowania węgla kosztem energetyki — mówi Janusz Lewandowski.

Jego zdaniem, energetyka ma przed sobą mnóstwo wyzwań — polityka energetyczna Unii zmierza w stronę droższych, bardziej ekologicznych źródeł energii, co uderza w polską opartą na węglu. Firmy stoją w obliczu miliardowych wydatków na budowę nowych bloków, rynek energii się otwiera, wchodzi na niego coraz większa konkurencja, a Komisja Europejska kończy prace nad koncepcją unii energetycznej, zakładającej jakąś formę wspólnych zakupów gazu.

— Maroš Šefčovič, unijny komisarz do spraw energetyki, ma w marcu ogłosić wizję unii energetycznej. Najpierw więc, moim zdaniem, trzeba poznać przyszły kształt rynku, a dopiero potem opracować koncepcję konsolidacji polskiej energetyki — mówi Janusz Lewandowski.

W marcu plan

Szef rady gospodarczej przy premierze radzi też rządowi wstrzemięźliwość w kwestii interwencji w sektorze górniczym.

— Górnictwo nie może liczyć na ceny odpowiadające obecnym kosztom. Musi dostosować wydajność do kosztów wydobycia. Można to osiągnąć bez wygaszania działalności części zakładów, ale muszą one być doinwestowane, system wynagrodzeń powiązany z wynikami, a administracja dostosowana do wielkości organizacji. Będę zachęcał panią premier do dialogu z górnikami przez komisję trójstronną, z udziałem pracodawców. Premier nie powinien być bezpośrednioi osobiście uczestnikiem tego konfliktu — uważa Janusz Lewandowski.

W marcu rząd powinien przygotować plan ratowania miejsc pracy na Śląsku — wstępnie mówi się o systemie zachęt w specjalnych strefach ekonomicznych, które powinny przyciągnąć inwestorów. Janusz Lewandowski nie jest zachwycony tym pomysłem.

— Nie jest to najszczęśliwszy pomysł, bo specjalne strefy pozbawiają przecież budżet państwa podatków — mówi szef rady gospodarczej.

Rewolucji nie będzie

Jeśli chodzi o osoby z kredytami frankowymi, Janusz Lewandowski ma nadzieję, że rewolucji nie będzie.

— Istotny będzie sposób reagowania banków. Jeśli wyjdą naprzeciw klientom, odzwierciedlą w kredytach ujemne stopy procentowe w Szwajcarii, obniżą spready, umożliwią wakacje kredytowe i renegocjację rat, państwo nie będzie się mieszać. Jeśli nie, nie wykluczam przewalutowania przez banki lub z udziałem państwa. Nie można umywać rąk, choć na razie wolę nie mieszać rządu w tę sprawę — mówi Janusz Lewandowski.

Radykalną propozycję rozwiązania problemów frankowiczów złożył Andrzej Jakubiak, szef Komisji Nadzoru Finansowego. Trigon DM wyliczył jednak, że jej realizacja kosztowałaby banki 34 mld zł, powodując konieczność ich dokapitalizowania 9 mld zł.

— To sprawa przede wszystkim dla nadzoru, komitetu stabilności finansowej i samych banków. Przeszły one dzielnie przez kryzys finansowy, zachowując bezpieczeństwo depozytów, teraz muszą obronić wiarygodność — mówi Janusz Lewandowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu