Inwestor musi mieć anielską cierpliwość

Paulina Bloch
opublikowano: 22-12-2010, 13:10

Na uzyskanie pozwolenia na budowę inwestor powinien czekać nie dłużej niż 65 dni. Praktyka bardzo się z przepisami rozmija.

O tym, jak długo trzeba czekać na zezwolenie, decyduje prawo. Ale nie tylko.

Pozwolenie na budowę to decyzja administracyjna, bez której nie można rozpocząć prac. Przed złożeniem wniosku o jego wydanie należy uzyskać kilka niezbędnych dokumentów: mapę geodezyjną, decyzję o warunkach zabudowy, oświadczenie o prawie do dysponowania nieruchomością na cele budowlane, projekt budowlany, a także informację o przyłączach. Dodatkowo, jeśli rewitalizuje się obiekt zabytkowy, potrzeba opinii konserwatora zabytków. Jeśli zaś działka leży na terenie objętym programem Natura 2000, to trzeba mieć opinię konserwatora przyrody.

Przygotowanie tej dokumentacji pochłania dużo czasu. Jeśli inwestor zgromadzi niezbędne papiery, organ administracji architektoniczno-budowlanej powinien wydać decyzję o pozwoleniu na budowę nie później niż w ciągu miesiąca. W przypadku tzw. sprawy szczególnie skomplikowanej ma na to nie więcej niż dwa miesiące od złożenia wniosku. Opóźnienia niespowodowane przez urząd nie wliczają się do tego terminu, więc każdy błąd lub brak w dokumentach powoduje, że inwestor czeka dłużej. Tak wygląda teoria. W praktyce czeka się nawet do roku.

Diabeł tkwi w przepisach

Urzędnicy tłumaczą opóźnienia zbyt małą liczbą pracowników w stosunku do liczby wniosków. Przypominają też, że inwestor czeka dłużej także przez błędy w dokumentach i często bywa wzywany do wnoszenia poprawek, a czas płynie.

— Powodem błędów w projektach jest m.in. złe czytanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Nie można opierać się tylko na wypisie i wyrysie z ewidencji gruntów. Projekt musi być zgodny z wszystkimi zapisami planu i regulacjami prawnymi — mówi Paulina Rezler z Urzędu Dzielnicy Białołęka w Warszawie.

Inwestorzy narzekają jednak na niejasność przepisów i dowolność ich interpretacji. Zdarza się, że w tej samej sprawie jeden urząd wydaje zgodę, a inny nie.

— W poniedziałki w Urzędzie Dzielnicy Wilanów każdy może przyjść i dopytać, jeśli ma problem z interpretacją przepisów lub opracowaniem projektu. Rzeczywiście czasami dochodzi do sytuacji, w których jeden naczelnik wydziału bardziej rygorystycznie traktuje jakieś przepisy, a inny mniej. Każdy robi to w zgodzie z własnym sumieniem, jak najlepiej potrafi — przyznaje Justyna Regimowicz z Urzędu Dzielnicy Wilanów.

Do opóźnień przyczyniają się także inne procedury dotyczące opinii konserwatorów, czy pozwoleń wodno-prawnych, jednak czasami trudno określić ich powód.

— W Gdańsku przy trudnym projekcie zagospodarowania Wyspy Spichrzów porozumieliśmy się z konserwatorem zabytków bez większych przeszkód. W innych miastach i w innych, łatwiejszych wydawałoby się, przypadkach bywa to trudne — tłumaczy Bożena Wawrzewska z firmy developerskiej Polnord.

— W śródmieściu Warszawy przy skomplikowanym projekcie czekaliśmy na pozwolenie jedynie 2 tygodnie, natomiast w Piasecznie na realizację projektu złożonego dwa lata temu nadal nie uzyskaliśmy pozwolenia. Inwestor dawno zrezygnował, a w urzędzie sprawa nadal nie jest rozstrzygnięta — dodaje Adam Figurski z FAAB Architekci.

Ludzie są ludźmi

Niejasne przepisy i nawał pracy w wydziałach architektury i budownictwa to nie jedyny powód, dla którego czekanie na pozwolenie trwa więcej niż 65 dni. Urzędnicy nie ułatwiają życia inwestorom.

— Jeszcze kilka lat temu można było rozmawiać w urzędzie o projekcie, o sposobie interpretacji planu, o wątpliwościach, jakie wynikają z decyzji o warunkach zabudowy. Dziś rozmowy zabroniono, nic wyjaśniać nie wolno — system prawny uznał, że rozmowa i wyjaśnienia mogą być źródłem korupcji. Decyzja de facto nie ma być decyzją — usuwa się z niej bowiem wszelki pierwiastek uznaniowości, a o architekturze i o przestrzeni bez tego rozmawiać się nie da. Usunięto ocenę merytoryczną. W jej miejsce powołano procedurę. W dusze urzędników wkradł się strach — bo wątpliwości i kwestie wymagające wyjaśnień pozostały. To wszystko powoduje, że procesy administracyjne się wydłużają, a wartości merytoryczne zanikają. Największe problemy są w Warszawie, jest to miasto politycznie rządzone, nie ma tu ciągłości woli politycznej, ciągłości jakichkolwiek kryteriów. W tej sytuacji trwanie jest w istocie najlepszym wyborem, jakiego urzędnicy mogą dokonać — twierdzi Jerzy Szczepanik-Dzikowski z pracowni JEMS Architekci.

Trochę dobrej woli i gotowość do współpracy ze strony urzędników uprościłyby sprawę. Niestety inwestor musi walczyć nie tylko z problemami natury formalnej, ale także ludzkiej.

2

Tyle miesięcy czeka się na pozwolenie na budowę w Gdyni…

6-12

…a taki jest zwykle czas oczekiwania w Warszawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Bloch

Polecane