Inwestor splunął na ryzyko

Uniósł brew spod ronda stetsona i wszyscy wiedzieli — udało mu się zwiększyć stopę zwrotu z aktywów

Nie trzeba być kowbojem, żeby zabezpieczyć portfel znanym z westernów stetsonem, bo dokładnie ten, w którym porządku pilnował John Wayne, wyceniany jest od 2 tys. GBP (10 tys. zł). Memorabilia — czyli obiekty, których wartość podniósł wcześniejszy użytkownik — za granicą już dają sporo zarobić, ale tylko w sytuacji, kiedy historia posiadania jest wiarygodnie udokumentowana. Jeśli w ofercie lśni natomiast rażąco nowe pióro, które sprzedawca jaskrawie opisuje jako papieskie, godząc się na okazyjną cenę kilkudziesięciu tysięcy euro, śmiało można być dla niego Johnem Waynem. Rewolwerowiec był w końcu zdania, że życie i tak jest ciężkie, a jeszcze cięższe, gdy jest się głupim.

Inwestor splunął na ryzyko

opublikowano: 08-08-2016, 22:00

Uniósł brew spod ronda stetsona i wszyscy wiedzieli — udało mu się zwiększyć stopę zwrotu z aktywów

Nie trzeba być kowbojem, żeby zabezpieczyć portfel znanym z westernów stetsonem, bo dokładnie ten, w którym porządku pilnował John Wayne, wyceniany jest od 2 tys. GBP (10 tys. zł). Memorabilia — czyli obiekty, których wartość podniósł wcześniejszy użytkownik — za granicą już dają sporo zarobić, ale tylko w sytuacji, kiedy historia posiadania jest wiarygodnie udokumentowana. Jeśli w ofercie lśni natomiast rażąco nowe pióro, które sprzedawca jaskrawie opisuje jako papieskie, godząc się na okazyjną cenę kilkudziesięciu tysięcy euro, śmiało można być dla niego Johnem Waynem. Rewolwerowiec był w końcu zdania, że życie i tak jest ciężkie, a jeszcze cięższe, gdy jest się głupim.

Papiery na szeryfa

Poza kowbojskim kapeluszem, na aukcję, która w połowie września odbędzie się w londyńskim Christie’s, trafić mają np. skrzypce Charliego Chaplina i spinki do mankietów Johna Lennona — ale takie, na których Chaplin rzeczywiście grał, i takie, o których Lennon przynajmniej wiedział, że leżą w szafie. W związku z tym, że zachodni rynek pamiątek rozwinął się już na tyle poważnie, że ceny niektórych kategorii można ściśle monitorować, musiała zostać spełniona potrzeba udowodnienia, że z filiżanki rzeczywiście piła księżna Diana, a piłeczkę naprawdę podpisał Tiger Woods.

W przypadku skrzypiec Chaplina, niemiecki instrument z końca XIX w. został bardzo dokładnie oznaczony przez producenta, który umieścił na nim osobistą dedykację, a kiedy aktor zagrał już na nim w filmie, trafił w ręce szofera. Ze spinkami jednego z Beatlesów było jeszcze lepiej, bo oprócz tego, że są sygnowane, piosenkarz sam wziął udział w charytatywnej aukcji, na której kupił je obecny właściciel. Rynek memorabiliów certyfikatami więc stoi, bo inwestycja ma sens wyłącznie wtedy, kiedy pochodzenie można potwierdzić jakoś inaczej, niż tylko soczystą opowieścią.

— Legenda, że coś należało na przykład do papieża, nie będzie miała w obiegu większego znaczenia, bo najważniejsza jest kwestia dokumentacji. W czasach PRL zupełnie nie było takiego zbierackiego podejścia, dlatego w wielu przypadkach nie da się potwierdzić kolekcjonerskiej wartości, co zresztą głębiej rozeznano w jednym z domów aukcyjnych, który chciał przeprowadzić licytację filmowych rekwizytów. Okazało się wtedy, że np. mundur i czapkę oficerską Hansa Klossa zwyczajnie wypożyczono z magazynu rekwizytów, a potem wykorzystano w innych filmach, bo nikt wtedy nie przewidywał, że warto ją zachować jako cenne dobro — komentuje Adam Chełstowski, ekspert oceny autentyczności i wyceny rynkowej Ad-Arte.

Dla inwestora, rewolwerowca i szeryfa raczej więc kapelusz Wayne’a, a niepewna czapka Klossa — jeśli w ogóle — może dla jeźdźca znikąd.

Ptasznik strącił królową

Jeśli proweniencja jest właściwie udokumentowana, może być nawet straszliwa. Razem z radosnymi skrzypkami i kapeluszem rodem z kartonowego Dzikiego Zachodu, Christie’s wystawi m.in. wycenione na 3-5 tys. GBP (15-26 tys. zł) szachy, którymi czas umilał sobie tzw. Ptasznik z Alcatraz. Czerwone i kremowe figury ustawione są na jednej z pustych stron atlasu ptasiej anatomii, na której widać narysowaną ołówkiem, trochę roztartą szachownicę. Obiekt podpisano jako własność Roberta Strouda, który za swoje przewinienia spędził za kratami ponad 50 lat, z czego 43 w izolatce. Zanim przewieziono go do Alcatraz, zasłużył się w ornitologii, opracowując chociażby leki na choroby ptaków, ale po zmianie zakładu nie zezwolono mu na hodowlę kanarków, więc zostały tylko szachy i strażnik, który okazjonalnie dawał się namówić na partię. Skoro więc cenę obiektu potrafi podnieść taka historia, można wnioskować, że publiczne zaufanie do właściciela nie jest dla inwestycyjnego potencjału aż tak istotne. Idąc tym tropem, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ulokować kapitał na przykład w przedmiotach, które służyły politykom — bo takie też trafiają na licytacje, szczególnie w ramach aukcji kolekcjonerskich pojazdów. Niezależnie od sympatii politycznych, wysłużony jaguar, który wjeżdżał w Downing Street i parkował pod numerem 10, może się sprawdzić w roli lokaty, zwłaszcza jeśli podróżowała nim Margaret Thatcher. Estymacja wynosi 15-25 tys. GBP (77-129 tys. zł) — czyli i tak mniej, niż kosztowała chociażby warszawa Karola Wojtyły, bo z papieżami, aktorami i popowymi piosenkarzami większość polityków nie ma dużych szans.

— Golfa późniejszego papieża Benedykta XVI sprzedano za ponad 30-krotnie wyższą wartość, niż osiągnąłby w innym przypadku, ale takie sytuacje są bardzo jednostkowe, bo zwykle użytkowanie samochodu przez znaną postać podnosi jego cenę do górnej granicy estymacji. Żeby stawka była wyższa 15-20 proc., w zestawie z rozpoznawalnym nazwiskiem musi iść jeszcze luksusowa marka, jak Jaguar, Rolls-Royce czy Ferrari, a samo nazwisko też lepiej, żeby kojarzone było bardziej z rozrywką niż z polityką. Jaguar Józefa Cyrankiewicza z lat. 60. nie sprzedał się za wielokrotność wartości modelu, ale za 60,5 tys. zł, czyli właśnie w górnej granicy wyceny — komentuje Michał Wróbel z Ardor Auctions.

Na pytanie, czy inwestowanie w samochodowe memorabilia w Polsce to nie czasem melodia przyszłości, ekspert odpowiada, że nie tak odległej, jak się myśli.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane