Inwestor w Polsce musi mieć silną wolę

Marta Biernacka
opublikowano: 2004-05-11 00:00

Inwestorzy zagraniczni nadal mają w Polsce pod górkę. Jacek Woźniczka z Lindabu ma pomysł, jak to zmienić.

„Puls Biznesu”: Jak Pan ocenia Polskę z punktu widzenia jej atrakcyjności dla zagranicznych inwestorów?

Jacek Woźniczka, dyrektor zarządzający Lindabu: Powiem tak — silna wola i samozaparcie są jak najbardziej wskazanymi cechami potencjalnego inwestora. Mogę to stwierdzić na podstawie kilkuletniej obecności firmy Lindab w Polsce oraz analiz, jakie przeprowadziliśmy podejmując decyzję o lokalizacji jednej z naszych inwestycji w Europie w 2003 r. Polski klimat i realia niestety nie są zachęcające dla zagranicznych firm. Braków nie da się wyliczyć na palcach jednej ręki.

Gdzie zatem trafiła inwestycja?

Zwyciężyły Czechy. W 2003 r. w miejscowości Karlovarska pod Pragą wybudowano zakład o powierzchni 28 tys. mkw. Koszt tej inwestycji grubo przekroczył 30 mln USD, a docelowe zatrudnienie to 450 osób. Zakład pracuje i ma się dobrze, szkoda tylko, że u naszych południowych sąsiadów. Pod uwagę brane były również Węgry. Polska wypadła najsłabiej w analizach firmy wyspecjalizowanej w doradztwie inwestycyjno-technologicznym.

Jakie kryteria były brane pod uwagę?

Polskę, Czechy i Węgry wyselekcjonowano ze względu na wielkość rynków zbytu. Polska pod względem liczby mieszkańców ma największy potencjał. Zakład, który planowaliśmy wybudować, miał być przeniesiony ze Skandynawii. Oceny dokonano według kilku kryteriów — ryzyka inwestycyjnego, infrastruktury, cen gruntów, procedury celnej, kosztów transportu i pracy oraz obciążeń podatkowych.

Co w Polsce z punktu widzenia Lindabu stanowi barierę dla inwestorów?

Lista jest długa. Pod względem np. infrastruktury drogowej Polska wypadła ośmiokrotnie gorzej od Czech, a sześciokrotnie od Węgier. Koszty transportu we wszystkich trzech krajach są podobne. Biorąc jednak pod uwagę, że blisko 90 proc. produkcji miała być reeksportowana do krajów UE, zwracaliśmy uwagę na stan dróg i dojazd. W momencie podejmowania decyzji odstraszał 27-proc. CIT, skomplikowane przepisy o zatrudnianiu cudzoziemców. Istotne były wysokie koszty pracy, ubezpieczeń społecznych, czy silna pozycja związków zawodowych. Czechy biją Polskę na głowę pod względem systemu podatkowego, dofinansowania do miejsc pracy i pomocy gmin.

A jednak Lindab zdecydował się na realizację innej, mniejszej inwestycji w Polsce w 2003 r.?

Tak, wybudowaliśmy kosztem kilku milionów dolarów kolejny zakład pod Warszawą. Po przekonaniu zagranicznych właścicieli Lindabu do tego posunięcia, nasz zapał niestety stygł z dnia na dzień w konfrontacji z rzeczywistością. Zasępił nas brak odpowiedniej infrastruktury na terenach inwestycyjnych. Po zakupie gruntu ponad 6 miesięcy czekaliśmy na wszystkie wymagane pozwolenia. Problemem jest brak możliwości — tak jak jest to w innych krajach — korekty podatku należnego w przypadku braku zapłaty przez nabywcę. Czyli inaczej mówiąc, jeśli kontrahent okazuje się nieuczciwy, nie dokonuje płatności, firma nie ma możliwości korekty zapłaconego VAT.

Gdyby Pan mógł zmodyfikować polski krajobraz inwestycyjny, jakich zmian by Pan dokonał?

Przede wszystkim dałbym jednej instytucji komplet informacji niezbędnych dla inwestora. Dziś jest to rozproszone pomiędzy Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, resort gospodarki i pracy oraz Polską Organizację Turystyczną. Stworzyłbym też system zachęt, aby inwestor od pewnego momentu mógł być prowadzony za rękę, w zależności od wartości przedsięwzięcia lub liczby zatrudnionych osób. Gwarancje konkretnej pomocy w postaci listu intencyjnego byłyby mile widziane.

Organ odpowiedzialny za decyzje o warunkach zabudowy powinien konsultować je z innymi. Następnie te uzgodnienia powinny stać się częścią planu zagospodarowania przestrzennego. Poza tym Polsce potrzeba zdecydowanie szerszej promocji zagranicznej.

Co najbardziej zwróciło Pana uwagę, jeśli idzie o ostatnie posunięcia ustawodawcy?

22 proc. VAT dla branży budowlanej. Przed akcesją można było zaobserwować fakt wiązania się polskich kontrahentów z firmami zagranicznymi w celu transportu materiałów ze względu na niższe stawki VAT w krajach ościennych.