W USA wczoraj mieliśmy kolejną nerwową sesję. Zamówienia na dobra trwałego użytku w lutym spadły i nie ma najmniejszego znaczenia, że mniej niż prognozowano. Ten mniejszy spadek wynika przede wszystkim ze wzrostu zamówień w przemyśle zbrojeniowym. Za to sprzedaż nowych domów spadła bardzo wyraźnie - do poziomu najniższego od dwóch lat. To kolejne ostrzeżenie, że hossa na tym rynku powoli się kończy. Ale to specjalnie inwestorów nie przestraszyło. Złe dane są lekceważone „bo po wojnie będzie lepiej”.
Indeksy trzymały się blisko wtorkowego zamknięcia i dopiero informacja o tym, że wojska irackie wyprowadzają kontruderzenie przestraszyły inwestorów. Być może również trochę popsuło nastroje zapewnienie C. Powella, że nie ma zamiaru podawać się do dymisji (takie sugestie pojawiły się w „New York Times”). Mówię o popsuciu nastrojów, bo przecież w każdej pogłosce i dementi leży ziarno prawdy, a chyba nikt do tej pory nie podejrzewał, że sekretarz stanu ma zamiar zrezygnować. Obóz byków pokazał jednak swoją siłę i w ciągu następnych 30 minut doprowadził indeksy znowu w pobliże wczorajszego zamknięcia. Mimo małego spadku zaczyna wyglądać tak, jakby inwestorzy przyzwyczajali się do nowej sytuacji. W końcu nadejdzie zobojętnienie i tylko niezwykłe informacje będą mogły źle działać na rynek. Od tego momentu zacznie się gra pod zwycięstwo w wojnie z Irakiem.
W Eurolandzie było jeszcze bardziej nerwowo. Indeksy na początku sesji lekko spadały, bo inwestorzy nie byli zachwyceni sesją w USA. Nie poprawił nastroju indeks klimatu panującego w niemieckim biznesie Ifo, który w marcu spadł nie potwierdzając podobnego indeksu instytutu ZEW podanego w zeszłym tygodniu. Nastroje nadal zmieniały się bardzo szybko, ale sesja zakończyła się spadkiem. Dzisiaj zapewne zacznie się od lekkiego wzrostu.
Dane makro znowu nie będą miały wielkiego wpływu na rynek, ale dla porządku trzeba o nich wspomnieć. O 8.45 dowiemy się jaki w marcu był indeks klimatu w biznesie francuskim (prognoza 95 pkt.). O 14.30 jak zwykle we czwartek dostaniemy z USA raport o ilości noworejestrowanych bezrobotnych w minionym tygodniu (prognoza – 420 tys.). O tej samej porze na rynek dotrze komunikat o wzroście PKB w czwartym kwartale. Nie powinno być niespodzianki (prognoza 1,4 proc.).
Wczoraj nasz rynek do ostatnich 30 minut sesji rósł i próbował atakować opór techniczny na 1131 pkt., ale obrót był stanowczo za mały (robiły go przede wszystkim TP SA i PKN Orlen). Brak przełamanie zniechęcił inwestorów, a negatywne otwarcie w USA postawiło kropkę nad i. Końcówka była spadkowa i w ciągu 15 minut indeks oddał cały, wypracowany w czasie sesji, wzrost. Nic nie pomogła decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która obniżyła stopy. Na WIG-20 znacznie wpływała duża zwyżka na Millenium (dawniej BIG). Po rynku krążyła informacja, że brytyjski bank HSBC ma zamiar przejąć nasz bank. Z obserwacji rynku widać wyraźnie, że sesja nie była normalna. Była sterowana, regulowana, można ją nawet nazwać manipulowaną, a chodziło przede wszystkim o wykorzystanie niektórych spółek (np. BPH PBK) do osiągnięcia krótkoterminowych zysków na kontraktach. Nie wiem czy nie powinna się temu przypadkiem przyglądnąć KPWiG. Uprzedzam podejrzenia: ta opinia nie wynika z pozycji zajmowanej przeze mnie na rynku.
Wyglądało na to, że rynek na coś czeka. Na pozór wydawało się, że może czekać na wyklarowanie się sytuacji na froncie, ale na to może długo poczekać. Może na dopływ kapitału? Pisałem, że w końcu kwartału OFE powinny dostać duży przekaz z ZUS. Wczorajszy transfer był śmiesznie mały, ale być może dzisiaj będzie ten właściwy, co rynkowi powinno pomóc. Z tym, że byłoby to tak oczywiste, że aż nieprawdopodobne. Może się okazać, że atak przyjdzie później, np. w przyszłym tygodniu. Piszę o ataku, bo na razie sytuacja techniczna rynku jest nadal prowzrostowa, ale sygnału zdecydowanego wejścia w rynek nie ma. Trzeba uzbroić się w cierpliwość.