Dolar jest najsłabszy względem euro od lutego. Złoty był nieco mocniejszy w stosunku do amerykańskiej waluty tuż po wrześniowej decyzji Fedu, ale pomijając ten epizod, podobne poziomy obserwowaliśmy również w połowie lutego. Funt jest najmocniejszy wobec „zielonego” od początku roku i nawet wyprzedawany wcześniej agresywnie jen odrobił część strat. Wizja mocnego dolara prysnęła jak bańka mydlana.
Rzeczywiście, trudno znaleźć czynniki, które przemawiałyby za kupowaniem amerykańskiej waluty. Przede wszystkim, nie ma już perspektywy wyraźnego ograniczenia QE już w tym roku i wygaszenia programu do połowy 2014 r. Niemal w tym samym momencie z rynku zniknął też temat Syrii, więc geopolityczny powód kupowania dolara również stracił na aktualności. Z drugiej strony, lepsze dane z Europy dały impuls do umocnienia euro i przede wszystkim funta.
Na reakcję Banku Anglii jeszcze czekamy, ale już wiemy, że EBC nie zamierza licytować się z Fedem i choć polityka pieniężna w Eurolandzie pozostanie luźna przez dłuższy okres, prezes EBC Mario Draghi nie zrobił nic, aby wpłynąć na oczekiwania rynku. Bardziej lub mniej świadomie odrzucał pomocną dłoń dziennikarzy, którzy pytali go o LTRO, inflację czy mocne euro. Jakkolwiek z punktu widzenia polityki nic to nie zmienia — EBC zastrzegł sobie możliwość użycia wszystkich opcji — prezes nie skorzystał z interwencji słownej, która akurat w tym przypadku mogłaby skutecznie powstrzymać umocnienie euro wobec dolara.
Wreszcie, doszła kwestia paraliżu rządu w USA. Na pozór spór jest formalnością, bo przekonanie, że porozumienie będzie osiągnięte, jest powszechne. W praktyce jednak ma to dla rynku realne konsekwencje. Dwa tygodnie paraliżu, a na tyle naszym zdaniem należy się przygotować, spowodują ograniczenie wzrostu w czwartym kwartale o około 0,5 pkt proc. To zaś, pomimo osiągnięcia kompromisu, będzie argumentem za opóźnieniem ograniczania QE3 i stawia taką decyzję pod znakiem zapytania nie tylko w październiku, ale nawet w grudniu. Ponieważ dane za czwarty kwartał poznamy dopiero w styczniu, Fed będzie miał przez dłuższy czas wymówkę, że musi zaczekać na informacje o wzroście.
Prognozy umocnienia dolara nie do końca są jednak nieracjonalne. Twarde argumenty przemawiają za dolarem. Rynek oczekuje, że za 18 do 24 miesięcy stopy procentowe w USA i strefie euro będą na takim samym poziomie. W przypadku USA oczekiwane 0,75 proc. to już konserwatywny poziom. Dla strefy euro ten poziom jest możliwy, ale bardziej ambitny. Co więcej, ostatnie zwyżki kursu EUR/USD nie były poparte zmianą oczekiwań co do przyszłych stóp w USA lub strefie euro.
Posługując się pewną analogią, obecnie z dolarem jest trochę tak jak z akcjami na początku 2009 r. Wielu inwestorów zdaje sobie sprawę, że jest on tani i w dłuższej perspektywie powinien być mocniejszy, ale w obawie, że za kilka tygodni będzie jeszcze tańszy, wstrzymuje się z wejściem na rynek.