GIEŁDA Działania rządów w końcu owocują
W końcu inwestorzy uwierzyli, że uda się uratować globalny system finansowy. Do końca bessy droga jednak daleka.
Giełdom udzieliła się dawno niespotykana euforia. Jeszcze w piątek inwestorzy gremialnie i w panice pozbywali się akcji, a teraz równie żywiołowo kupują. Rynek z optymizmem przyjął informację o nacjonalizacji banków, głównie w USA i Europie oraz zapowiedzi wpompowania kolejnych miliardów dolarów w sektor finansowy.
— Z tego powodu mamy bardzo silne odbicie i nadzieje, że osiągnęliśmy już dno — mówi Toby Hassall, analityk Commodity Warrants Australia Ltd.
Wielka mobilizacja…
Dzień bez reanimacji systemu bankowego jest dniem straconym. Wczoraj Amerykanie przedstawili plan wsparcia systemu kwotą kolejnych 250 mld dolarów, co wraz z zaprezentowanym dzień wcześniej programem zachodnioeuropejskim ma być punktem zwrotnym. Departament Skarbu USA wyasygnuje środki na wsparcie kapitału banków poprzez nabycie akcji. Henry Paulsen, sekretarz skarbu USA nie podał nazw banków, ale anonimowi informatorzy wymieniają tu Citigroup Inc., Goldman Sachs Group Inc., Wells Fargo Co., JPMorgan Chase Co., Bank of America Corp., Merrill Lynch Co., Morgan Stanley, State Street Corp. i Bank of New York Mellon Corp.
Azjatycki rynek wsparł bank centralny Japonii, który zaoferował instytucjom nieograniczony dostęp do kredytów dolarowych. Wcześniej to samo uczynił Europejski Bank Centralny, Bank Anglii i bank centralny Szwajcarii. W kraju NBP przedstawił pakiet zaufania mający poprawić płynność sektor bankowego.
— Deklaracje, które są podejmowane przez rządy poszczególnych krajów powinny wystarczyć na uspokojenie sytuacji i odblokowanie rynku międzybankowego — ocenia Marek Rogalski, analityk FIT DM.
Pierwsze efekty już są. Koszt trzymiesięcznych pożyczek w euro spadł najmocniej od pięciu lat.
…i wielkie odbicie
Wystarczyło, że na rynkach zapachniało świeżym pieniądzem, by inwestorzy na wszystkich kontynentach rzucili się do kupowania akcji. To zaowocowało rekordowymi wzrostami w Azji i Ameryce. Wczoraj japoński indeks Nikkei wzrósł aż 14 proc., co jest najlepszym wynikiem w dotychczasowej historii. To reakcja na poniedziałkowy rekordowy wzrost Dow Jonesa, który wybił się aż 11 proc. Straty odrabiano też w Europie. DAX i CAC, po poniedziałkowym dwucyfrowym wybiciu, wczoraj zyskiwa- ły kolejnych kilka procent. Londyński FTSE popisał się dawno niespotykanym wybiciem. W dwa dni zyskał ponad 14 proc.
Drugą sesję z rzędu rosły indeksy nad Wisłą. Jednak dynamiką ustępowaliśmy wielu zagranicznym giełdom. Podobnie jak w poniedziałek indeks blue chipów słabł z każdą godziną.
— To rodzime fundusze inwestycyjne przycisnęły nasz rynek — ocenia Marcin Kiepas, analityk XTB.
Globalny optymizm przeniósł się również na rynek walutowy oraz towarowy. Poprawa nastrojów doprowadziła do wyraźnego umocnienia złotego. Silną zwyżką na wydarzenia ostatnich dwóch sesji zareagowała miedź i ropa.
Uwaga na recesję
Niektórzy inwestorzy zastanawiają się, czy to koniec bessy. Analitycy jednak ostrzegają.
— Obserwujemy tylko odreagowanie, które może potrwać kilka tygodni — prognozuje Marek Rogalski.
Okazji do zarobku jednak nie zabraknie.
— Wciąż aktualny jest scenariusz recesji globalnej i w związku z tym zakładam, że teraz mamy do czynienia z odreagowaniem spadków. Możliwe jest odbicie indeksów na GPW o 15-20 proc. W optymistycznym scenariuszu może to być nawet 50 proc. — uważa Marcin Kiepas.
Są też zwolennicy trendu bocznego.
— Wkraczamy w fazę stabilizacji i w przyszłym roku spodziewam się kilkuprocentowego odbicia — ocenia Jacek Radziwiliski, dyrektor zarządzający Unicredit CAIB Poland.
Twarde dno na GPW dopiero przed nami
Jarosław Antonik, dyrektor biura analiz KBC TFI
Patrząc na skalę rynkowej euforii, nie wróżę jej długotrwałości. Dynamika zwyżki sugeruje, że może potrwać kilka dni. Nie spodziewam się też szybkiej stabilizacji, a raczej nerwowych ruchów indeksów. Nie wygasł jeszcze proces umarzania jednostek funduszy, choć chęci inwestorów do tego gasną. Trzeba zastanowić się nad dobrym momentem do zakupów. To jednak jeszcze nie teraz. Twarde dno dopiero przed nami. Teraz pojawią się pytania o przełożenie kryzysu finansowego na realną gospodarkę. Inwestorzy zaczną wyczekiwać danych makroekonomicznych i zastanawiać się nad skalą cięcia prognoz wzrostu gospodarek oraz zysków spółek. Ryzyko na rynku jest duże, a banki oferują coraz wyżej oprocentowane depozyty. Ostatnie wzrosty TFI wykorzystują do dystrybucji akcji i tworzenia rezerwy płynnościowej. Przyda się ona, jeśli dojdzie do skutku IPO Enei. W obecnej sytuacji oferta ta odessie kapitał z rynku wtórnego.
Inwestorzy mają nadzieję na uratowanie rynków
Ryszard Sikora, dyrektor ING Securities
Euforia to wynik nadziei na powodzenie akcji ratowania banków. Trudno wyrokować, jak długo potrwa. Plany wprowadzane przez USA i UE są podstawą do uspokojenia sytuacji, ale nasuwają się wątpliwości, czy zakończą kryzys. Proces pośredniej nacjonalizacji banków stabilizuje sytuację, ale im więcej państwa w sektorze, tym trudniej o dynamiczny rozwój gospodarek. Mam nadzieję, że sytuacja będzie się powoli stabilizować pod wpływem zdecydowanych działań zaangażowanych rządów i na rynki powróci zaufanie. Wydaje mi się, że inwestorzy kupują głównie dla spekulacji, by skorzystać na dużej zmienności. Kupowali akcje w piątek, by w poniedziałek je sprzedać. To przygasiło wzrosty na GPW. Nie ma dopływu kapitału zagranicznego, TFI zapewne znów doświadczają fali umorzeń. Dobry klimat panuje dla krótkoterminowych inwestycji.
Po takich spadkach odbicie się należało
Piotr Sieradzan, członek zarządu OFE Pocztylion
Jeśli wzrosty będą wciąż wysokie, to zwyżka nie potrwa dłużej niż dwa tygodnie. Jeśli będzie w niej więcej nerwowości, to może zakończyć się kilka tygodni później. Trudno wyznaczyć jej zakres, bo nie są to wzrosty uzasadnione fundamentalnie. To korekta techniczna, wzmocniona pozytywnymi informacjami z USA. W średnim terminie jestem pesymistą. Wciąż trwa bessa. Nie wiadomo, jak duży jest kryzys i czy uda się go zwalczyć.
OFE będą raczej jeszcze długo stały z boku, bo powszechne jest przekonanie, że spadki jeszcze się nie skończyły. Trudno wyobrazić sobie także, by OFE kupowały akcje na silnie wzrostowych sesjach. Jednocześnie całkiem prawdopodobna jest fala umorzeń w funduszach, bo klienci TFI reagują zazwyczaj z opóźnieniem (kiedy dowiedzą się o skali strat), a dodatkowo historycznie najwięcej umorzeń jest w okolicy dołków.