W 2012 r. wzrost gospodarczy rynków wschodzących może być nawet czterokrotnie szybszy niż dojrzałych. Inwestorzy liczący na zyski z funduszy BRIC mogą się jednak zawieść.

Niemal co tydzień na rynki dobiegają kolejne wiadomości o zaciskaniu pasa, obniżkach ratingów i protestach w krajach strefy euro. Niektórzy znani komentatorzy i ekonomiści wręcz zapowiadają gospodarczy kataklizm. To jednak wcale nie europejskie parkiety radzą sobie najsłabiej.
Od początku roku, licząc w dolarach, paneuropejski indeks EURO STOXX50 stracił 15,4 proc. W tym samym czasie ponad 28 proc. straciły akcje indyjskie, papiery brazylijskie staniały o 22 proc., a giełdy w Szanghaju i Moskwie straciły blisko 13 proc. Inwestycje w krajach BRIC przynosiły więc zwykle wyraźnie słabsze wyniki.
Bezlitośnie z mitem BRIC rozprawia się Albert Edwards, strateg banku Societe Generale.
— Inwestorzy naiwnie dają się nabrać na historię sukcesu BRIC. Jak zwykle w podobnych przypadkach, słono przepłacają — oceniał w zeszłotygodniowym komentarzu rynkowym. Ekspert ostrzega, twarde lądowanie Chin to jedno z zagrożeń czyhających w przyszłym roku na inwestorów. Ukuty przed dziesięcioma laty skrót BRIC rozszyfrował natomiast jako Bankowa Recepta na Inwestycyjnego Ciamajdę.
Więcej we wtorek w "Pulsie Biznesu" i tutaj>>