Amerykańscy inwestorzy dostali wczoraj drugą i ostatnią szansę, żeby zareagować na posiedzenie FOMC. Często bowiem bywa tak, że tuż po posiedzeniu indeksy idą w inną stronę niż na następny dzień — po tym jak inwestorzy przemyślą wszystkie elementów komunikatu. Tym razem tak nie było, a to potwierdziło fakt zmiany nastrojów. Nad chęcią zarobienia zdecydowanie przeważa strach przed utratą zysków. Danych makro z pierwszej ligi nie było, ale raport o tygodniowych zmianach indeksów kredytów hipotecznych pokazał, że Amerykanie złożyli najmniej wniosków kredytowych od 1,5 roku. Dodatkowo Washington Mutual, drugi co do wielkości kredytodawca, poinformował, że zmniejsza prognozę zysku na ten rok. To negatywnie podziałało na cały sektor oraz na firmy związane z budowaniem i wyposażaniem domów.
Jednak najgorzej zachowywał się nadal NASDAQ i — co gorsze — po dobrych informacjach ze spółek. Okazało się, że konferencja Cisco rozpoczęła się przedwczoraj, ale trwała dwa dni. Ponieważ wczoraj trwała w czasie sesji, to mogła mieć wpływ na notowania - szczególnie, że planowane było wystąpienie Johna Chambersa (szefa Cisco), który zawsze przyszłość widzi bardzo optymistycznie. Tak było i tym razem, ale wpływ na rynek był żaden, mimo że kurs Cisco rósł. Poza tym EMC podwyższył prognozę na bieżący kwartał, więc Goldman Sachs podniósł rating spółki, a J. P. Morgan podniósł prognozę dla Corninga (producent kabli światłowodowych). Same dobre informacje i nadal spadki.
To świadczy o zniechęceniu i szybko nie powinno się zmienić. Wzrosty indeksów po złych informacjach to objaw hossy, ale i odwrotnie – spadki po dobrych to klasyczny objaw bessy. Trend zmienia się na spadkowy, ale neutralne zamknięcie daje dzisiaj szansę na odbicie.
Wczoraj rano euro lekko osłabło. To był podobno wynik wypowiedzi włoskiego ministra finansów, który powiedział, że mocne euro szkodzi gospodarce Eurolandu. Piszę „podobno”, bo ta wypowiedź oczywiście niczego nie zmieniała i mogła być jedynie impulsem do krótkoterminowej realizacji zysków. Taka sytuacja na rynku walutowym na początku sesji nieco łagodziła korektę na rynku akcji w Eurolandzie. Potem było gorzej zarówno na rynku walutowym jak i giełdach akcji, ale zmiany indeksów były niewielkie, a euro rekordu nie pobiło. Dzisiaj o kierunku indeksów powinny zadecydować dane z rynku pracy i raport o dynamice sprzedaży detalicznej w USA.
U nas wczoraj inwestorzy oczekiwali, że rynek pobudzi TPSA po informacji o zainteresowaniu France Telecom kupnem pozostałego pakietu akcji od Skarbu Państwa. Tyle tylko, że nie jest to według mnie informacja, która skutkowałaby przez dłuższy czas. Bardziej istotne jest to, co zarząd TPSA zakomunikował wcześniej: przychody nie tylko nie wzrosną o 3-5 proc. jak mówiono jeszcze kilka miesięcy temu, ale pozostaną w dolnych granicach widełek (2-3 proc.) podanych parę tygodni temu. Nie ma co liczyć na dobry wynik kwartalny. Zwiększone prawdopodobieństwo uniknięcia rozdawnictwa akcji warte było chwilowego wzrostu, ale nie udało się go wypracować. Podaż była zbyt silna, bo zachowanie rynków amerykańskich wymusiło korektę również na warszawskiej giełdzie. Ta zaś była w tej sytuacji nie do uniknięcia - szczególnie, że indeks we wtorek dwa razy atakował opór i nie udało się go pokonać.
Zakres i styl korekty miał szansę pokazać, jaka jest rzeczywiście siła naszego rynku. I pokazał, że rynek jest zmienny, ale mało aktywny podczas sesji korekcyjnej, a to jest plus dla byków. Relatywnie mocne zachowanie w końcówce też pokazało, że rynek nie rezygnuje ze wzrostów. Na pozór wydaje się, że do świąt poważne rozstrzygnięcia nie nastąpią, ale uważam, że opór na 1.560 pkt. jest tak blisko, że jeśli sytuacja na świecie na chwilę się poprawi, to nastąpi ponowna próba ataku, która zadecyduje o kierunku indeksów do końca roku. Dzisiaj o kierunku powinna zadecydować reakcja rynków światowych na dane z USA.