Inwestorzy przejmują Enigmę

opublikowano: 29-10-2015, 22:00

Podrabiane szlacheckie szable mogą spokojnie wisieć na kominku, ale na prawdziwych kolekcjonerskich militariach można już zarobić na aukcjach

Niemiecki pancerny pociąg ze złotem, który jest ponoć ukryty pod Wałbrzychem, wydaje się znakomicie pasować do dzisiejszego rynku kolekcjonerskich pamiątek po różnych konfliktach zbrojnych. Chcąc kupić stary hełm na pchlim targu, można się czasem zapoznać z dokładną historią bitew, które rozgrywały się wyłącznie w wyobraźni sprzedawcy, ale w całości trudnej do rozpoznania oferty natrafić można też na prawdziwe zakurzone okazy, na których da się zarobić nie tylko w innym kącie tego samego bazaru. Podczas ostatniej aukcji w Nowym Jorku za równowartość 1,4 mln zł sprzedana została na przykład specjalna wersja maszyny szyfrującej Enigma przeznaczonej na podwodne okręty — chociaż dla wielu inwestorów może to wydawać się mało prawdopodobne, cenę dało się przewidzieć, bo rynek na niemieckie maszyny szyfrujące okazuje się być większy, niż spodziewaliby się niezainteresowani.

Bez względu na skojarzenia z postacią o popycie na przedmioty kolekcjonerskie w dużej mierze decyduje to, do kogo należały — aparat Joachima von Ribbentropa sprzedany został na październikowej aukcji za równowartość 49 tys. zł.
Zobacz więcej

SENSACJE XX WIEKU:

Bez względu na skojarzenia z postacią o popycie na przedmioty kolekcjonerskie w dużej mierze decyduje to, do kogo należały — aparat Joachima von Ribbentropa sprzedany został na październikowej aukcji za równowartość 49 tys. zł. BONHAMS

W domu aukcyjnym Bonhams taką z trzema wirnikami wylicytowano już w kwietniu do 269 tys. USD (1 mln zł), a na londyńskiej aukcji w Sotheby’s inny egzemplarz osiągnął cenę 149 tys. GBP (886 tys. zł). Na przedmiotach związanych z wojną można więc zarobić, ale tylko wtedy, kiedy zainwestujemy w takie obiekty, których pochodzenie udało się potwierdzić zaufanej instytucji — wszystkie inne nieznanego pochodzenia hełmy i sztucznie postarzone szable zamknąć można w jednym przedziale, razem z resztą niepotwierdzonych skarbów, które przewoził zasypany w Sudetach pociąg.

Czas Apokalipsy

Chociaż przenośna maszyna do szyfrowania tajnych przekazów może wyglądać na obiekt najbardziej spektakularny, rynek akcesoriów związanych z różnymi walkami jest tak bogaty pod względem ilości kategorii, że znalezienie czegoś równie niecodziennego nie trwałoby raczej długo. Najbardziej obszerna jest chyba grupa tzw. archiwaliów, czyli najróżniejszych dokumentów, poufnych materiałów, zdjęć, map i planów, ale poza zapisami na papierze na aukcjach licytować można też rzeczy, które brały bezpośredni udział w walkach ze śmiertelnym skutkiem.

Z katalogu październikowej aukcji do cenniejszych należały jednak nie tylko przedmioty, którymi zadawano ciosy, ale te miękkie i materiałowe, bo w zależności od reżimu i rozmiaru flagi i opaski kosztowały od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów. Kubańska bandera rewolucjonistów z odręczną dedykacją Fidela Castro, pomimo że mierzyła niecałe pół metra, kosztowała prawie 12 tys. USD (47 tys. zł), natomiast ponad metrowa poszarpana flaga z ostatniej ocalałej brytyjskiej jednostki LCT walczącej u wybrzeży Normandii sprzedana została trochę taniej, bo za 9,4 tys. USD (36 tys. zł). Ponad połowę tańsza okazała się czterometrowa płachta z sierpem i młotem należąca do sowieckiej floty, a zdecydowanie najdroższa z flag nie była wcale uszyta, ale namalowana — oznakowanie amerykańskiego samolotu z pierwszej wojny światowej kosztowało 43,8 tys. USD (170 tys. zł).

Zdecydowanie mniejszym, ale też bardziej osobistym, przedmiotem, który zainteresował kolekcjonerów, był wart 12,5 tys. USD (49 tys. zł) aparat należący do Joachima von Ribbentropa, do którego dołączono używaną przez niego torbę i pokaźny zbiór czarno-białych fotografii. Pomimo pasującej do wielu wnętrz białej ramy nabywcy nie znalazła oprawiona za szkłem pamiątka po Rudolfie Hessie, na którą składało się kilka odłamków z wraku samolotu, z którego zastępca Hitlera wyskoczył nad terytorium Szkocji. Chociaż można się spodziewać, że obiekty należące do słynnych nazistowskich zbrodniarzy, z uwagi na swój muzealny charakter, będą miały na rynku rosnącą wartość, w szerokiej ofercie można znaleźć też elementy bardziej przydatne i budzące przyjemniejsze skojarzenia niż kawałki wraku samolotu. Za jedne z praktyczniejszych uznane mogą być na przykład części zastawy stołowej z rosyjskiego krążownika Aurora albo występujące w bardzo wielu kolorystycznych wariantach partie garderoby. Poza mundurami różnych jednostek, do których dobrać udałoby się od razu stosowne ordery, zainwestować można chociażby w stylizację na amerykańskiego lotnika. Brązowa skórzana kurtka rodem z filmu „Top Gun” kosztować mogłaby nas co prawda kilka tysięcy dolarów, ale uzupełnić moglibyśmy ją już w sieciówce o tańsze okulary.

Keep calm and…

Dostępne w obiegu pozostałości po interwencjach militarnych można też rozumieć dosłownie, czyli jako oprawione w estetyczne gablotki szczątki pocisków rażących ludzi czy obiekty ewidentnie zaliczane do kategorii tych artystycznych. Na nowojorskiej aukcji wylicytowano na przykład jeden z pięciu spokojnych w kolorystyce pejzaży, które powstały wyłącznie z przyklejonego do podłoża gruzu i odłamków kafli ze strefy zero w Hiroszimie. Mniej dramatyczne wydaje się natomiast inne, szacowane na

równowartość 31-47 tys. zł dzieło sztuki plakatowej, które zna prawdopodobnie nawet taki inwestor, którego nigdy nie interesowała historia żadnej z wojen. Na tyle eksperci wycenili oryginalny propagandowy plakat z 1939 r., na którym jedno z brytyjskich ministerstw przekazywało obywatelom motywujący komunikat, który dociera do nas obecnie ze wszystkich możliwych gadżetów — „Keep calm and carry on”. Sprowadzenie polskiego rynku przedmiotów związanych z wojną do kolorowych kubeczków powtarzających oderwany od kontekstu slogan byłoby jednak bardziej oderwane od rzeczywistości niż najodleglejsze fantazje o złotym pociągu.

— Obiekty związane z II wojną światową mają ogromną grupę pasjonatów, a dostępnych na rynku rzeczy jest całkiem sporo, bo należą do nich i różnej wartości archiwalia, i pojazdy mechaniczne, a nawet broń (wymagająca zabezpieczenia od strony prawnej). Kolekcjonerów tej ostatniej jest niewielu z uwagi na bardzo nieprecyzyjne przepisy, ale ceny wahać się mogą od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych — komentuje Anna Grzechnik, główny inwentaryzator zbiorów Muzeum Powstania Warszawskiego.

Jej zdaniem, ceny pojazdów liczy się już w tysiącach euro, a taki dokument jak legitymację AK kupić można za około 1 tys. zł, chociaż jej wartość zależy i od stanu zachowania, i od tego, do kogo należała. Jeśli potrzebna byłaby więc na tym skomplikowanym rynku jakaś prosta strategia, na najbardziej intuicyjne wygląda kolekcjonowanie tego, co chociaż trochę znamy, albo tego, co byłoby rozpoznawalne dla najszerszego grona potencjalnych nabywców. Na pierwszym miejscu znalazłyby się pewnie pamiątki z powstania warszawskiego i akcesoria należące do największych zbrodniarzy, a na ostatnim — trudne do odczytania ordery północnokoreańskiej armii i przenośny ołtarzyk upamiętniający żołnierza pokonanego w mniej znaczącym starciu na tyle dawno, że spokrewnionych z nim potencjalnych nabywców też trudno byłoby szukać wśród żywych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Inwestorzy przejmują Enigmę