Inwestorzy przypomnieli sobie o Pollenie Ewie

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2006-01-17 00:00

Notowania Polleny Ewy wzrosły podczas ostatnich dwóch sesji o blisko 35 proc. Trudno oczekiwać, że wpłynęła na to zapowiedź dobrych wyników w ubiegłym roku. W najlepszym razie spółka zakończy go w okolicach zera. Zwyżka to raczej efekt poszukiwania przez graczy spółek, które dotychczas nie uczestniczyły w hossie, a teraz mają szanse odrobić dystans do rynku.

Aby wyjść na zero w całym ubiegłym roku, w IV kwartale Pollena Ewa powinna zarobić netto 135 tys. zł. Tylko tyle i aż tyle. Władze spółki nie ukrywały, że koniec roku był gorszy niż oczekiwały. Rozczarował zwłaszcza listopad, gdy słabo sprzedawały się kosmetyki. Pollena Ewa od półtora roku ma bardzo silnego branżowego inwestora — Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych (TZMO). Mimo to nadal nie potrafi trwale osiągnąć rentowności.

Trzeba przyznać, że w wynikach Polleny w trzecim kwartale 2005 r. można było już dostrzec sygnały poprawy. Koszty sprzedaży znacznie spadły (z 35 proc. do 11 proc. w trzecim kwartale 2005 r.) dzięki wykorzystaniu kanałów dystrybucji największego akcjonariusza. Jednak to wciąż zdecydowanie za mało, by wyniki były satysfakcjonujące i spółka wreszcie poprawiła swój wizerunek.

Władze spółki obiecują, że w 2006 r. Pollena pokaże, na co ją stać. Czas najwyższy, ponieważ firma ma możliwości odbudowania pozycji jak inne spółki z tradycjami notowane na warszawskiej giełdzie — np. Vistula. Producent odzieży odszedł od modelu tradycyjnego producenta w kierunku organizacji nastawionej na efektywną sprzedaż i marketing. Skutki już widać.

Vistula to niejedyny przykład. Prekursorem tej modernizacji profilu działalności była Polfa Kutno, producent leków. Pollena nie doczekała się jednak konkretnej strategii w tej dziedzinie. Zarząd zapowiada konsekwentne zwiększanie przychodów dzięki eksportowi, szczególnie na Wschód. Plany te są jednak ryzykowne. Rynki byłego ZSRR cechują się nieprzewidywalnością, a silny złoty nie sprzyja eksporterom.