Poniedziałkowy marazm na giełdach i wakacyjne nastroje nieoczekiwanie przekształciły się w gwałtowną niechęć do posiadania akcji. Co gorsza, ciężko dostrzec konkretne powody tej nagłej zmiany nastawienia. Trudno za taki uznać gorszy, niż się spodziewano, odczyt indeksu wskaźników wyprzedzających dla chińskiej gospodarki, czy wzrost kosztu ubezpieczenia długów Hiszpanii. W przypadku Chin mamy do czynienia raz z obawami o przegrzanie gospodarki, to znów ze strachem przed jej spowolnieniem. Grecko-hiszpańskie niepokoje będą aktualne z mniejszym lub większym natężeniem przez najbliższe co najmniej 2-3 lata, podobnie jak obawy związane ze spowolnieniem dynamiki wzrostu europejskiej gospodarki w wyniku wprowadzania drastycznych programów oszczędnościowych. Wczoraj wszystkie te strachy pospołu zajrzały w oczy inwestorów na wszystkich światowych giełdach. Rozmiaru klęski byków dopełnił fatalny odczyt wskaźnika zaufania amerykańskich konsumentów.
Wtorkowa sesja na GPW zaczęła się od umiarkowanego spadku. WIG20 tracił na otwarciu nieco ponad 0,8 proc. Jednak nastroje błyskawicznie się pogorszyły i już po pierwszej godzinie handlu indeksy podwoiły skalę strat. Nieco lepiej było na rynkach małych i średnich spółek. SWIG80 początkowo zyskiwał nawet 0,4 proc. Z czasem i tam sielanka się skończyła. Fatalna atmosfera na głównych giełdach europejskich wciąż ciążyła na naszym parkiecie. Wskaźnik największych firm w najgorszym momencie tracił 2,4 proc. i po spadku poniżej 2300 punktów nie był w stanie wrócić powyżej tego poziomu. W gronie największych firm trudno było znaleźć te, które traciły mniej niż 1 proc. Najmocniej trzymały się akcje PGNiG i PZU. Liderami spadków były walory PKN Orlen, tracące chwilami ponad 3 proc., a dorównywały im papiery Pekao. Tylko nieznacznie w tyle zostawały akcje KGHM, o ponad 2 proc. taniały papiery PKO. W końcówce sesji przecena jeszcze się nasiliła. Ostatecznie
WIG20 zniżkował o 2,6 proc.
Obroty wyniosły 1,3 mld zł.
WIG20 zrobił wczoraj zdecydowany krok w kierunku dołka z 25 maja. Wówczas WIG20 dwukrotnie obronił się przed spadkiem poniżej 2260 pkt. Wszystko wskazuje na to, że byki przed taką próbą staną po raz trzeci. W nieco lepszej sytuacji jest wskaźnik szerokiego rynku oraz mWIG40. Za to indeks najmniejszych firm jest już na etapie pogłębiania minimum z lutego. Wczoraj w pierwszych minutach notowań do lutowego dołka niebezpiecznie zbliżył się SP 500. Jeśli sytuacja na światowych giełdach w najbliższym czasie się nie poprawi, może nas czekać kolejna fala spadków. Jedyna nadzieja w piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy. Do czasu ich publikacji nerwówka gwarantowana.