Mimo że inflacja w kwietniu znalazła się na rekordowo niskim poziomie 3 proc., rynek prawie nie zareagował na tę informację. Podobnie jak tydzień wcześniej, uwaga inwestorów koncentrowała się na rynku walutowym, który przez ostanie dziesięć dni był wstrząsany wypowiedziami ministra finansów, premiera, prezesa NBP i członków Rady Polityki Pieniężnej. Wszystko rozpoczęło się dwa tygodnie temu, kiedy to spadek kursu USD/PLN w okolice 3,95 sprowokował ministra finansów do skrytykowania RPP za sposób prowadzenia polityki kursowej. Od tego dnia niemal codziennie dochodziło do wymiany zdań na temat tego, jak powinna wyglądać polityka kursowa. Minister finansów próbował przekonać RPP do idei interwencji na rynku walutowym. Jednak żaden przedstawiciel banku centralnego nie był gotów przyznać, że w obecnej chwili polskiej gospodarce posłużyłaby interwencja na rynku walutowym — koszty takiej operacji byłyby zbyt wysokie, by warto je ponieść.
Jedną z przedstawionych przez Ministerstwo Finansów propozycji było wprowadzenie niejawnego pasma wahań kursu złotego. Gdyby kurs znalazł się poza wyznaczonym pasmem, bank centralny musiałby interweniować. Naszym zdaniem jednak, tym sposobem minister finansów może tylko doprowadzić do wzrostu ryzyka kursowego i zniechęcić inwestorów do dalszego wchodzenia w instrumenty rynku fixed income.
Inną propozycję wysunął Witold Orłowski, doradca ekonomiczny prezydenta, który zaproponował RPP jednorazową redukcję stóp na tyle dużą, by wygasić oczekiwania kolejnych obniżek. Jednak żadna z tych propozycji nie spotkała się z dobrym przyjęciem ze strony banku centralnego, który w rewanżu zaproponował, by rząd osłabił złotego, kupując waluty na spłatę długu na rynku, a nie w banku centralnym.
Niestety wszystko wskazuje na to, że mimo zapowiedzi rozpoczęcia rozmów między Ministerstwem Finansów a bankiem centralnym, nie należy spodziewać się osiągnięcia szybkiego porozumienia w sprawie polityki kursowej. O ironio, taka sytuacja przyczyniła się w krótkim okresie do spadku kursu złotego. Jednak jeśli taki stan utrzyma się przez dłuższy czas, znowu możemy mieć do czynienia z procesami wzmacniania się polskiej waluty, wspomaganymi wzrostem oczekiwań na kolejne redukcje stóp. W tym tygodniu oczekuję jednak spadku napięcia na linii rząd–RPP i tym samym wzrostu wpływu danych makroekonomicznych na wycenę aktywów finansowych. Szczególnie, że oczekiwane w poniedziałek dane o produkcji przemysłowej będą miały fundamentalne znaczenie dla tego, czy rada zdecyduje się na głębszą niż ostatnio redukcję stóp procentowych. Według moich prognoz, wzrost produkcji w kwietniu wyniósł około 7 proc. rok do roku, jednak po uwzględnieniu zmiany w liczbie dni roboczych wzrost ten był znacznie skromniejszy i wyniósł zaledwie 1,7 proc.