Kryzys zadłużenia w Europie nadal omija Polskę szerokim łukiem. Wycena wiarygodności naszego państwa jako dłużnika pozostaje stabilna. Wczoraj Ministerstwo Finansów zorganizowało aukcję zamiany zapadających obligacji na nowe papiery: trzy- i dziesięcioletnie. Przetarg zakończył się sukcesem — resort sprzedał inwestorom papiery za 6,3 mld zł. Oprocentowanie dziesięcioletniego długu wyniosło 5,9 proc. rocznie.
— Minister finansów świetnie zaczął rok — to była bardzo
udana aukcja. Wokół na świecie same problemy, a polski rząd wychodzi na rynek i bez problemu dostaje dziesięcioletnią pożyczkę na dobrych warunkach — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.
Oprocentowanie polskich „dziesięciolatek” oscyluje wokół 6 proc. już od kilku lat. Dzień przed upadkiem banku Lehman Brothers, kiedy o jakimkolwiek kryzysie zadłużeniowym w Europie nikt jeszcze nie mógł słyszeć, rentowność naszych papierów wynosiła 5,9 proc. — tyle samo co obecnie.
— Wyniki aukcji powinny cieszyć tym bardziej, że wczoraj nastroje na rynkach finansowych nie były sprzyjające. Europejskie giełdy spadały, złoty i euro traciły, a mimo to polskie obligacje cieszyły się zainteresowaniem — mówi Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. W ocenie rynków dokładnie w przeciwnym kierunku niż Polska zmierzają Węgry.
Oprocentowanie tamtejszych obligacji konsekwentnie rośnie, co podnosi w budżecie koszt obsługi długu publicznego. W ostatnich dniach rentowność „dziesięciolatek” przebiła barierę 10 proc. — najwyższą w historii.
To efekt kontrowersyjnej polityki rządu Viktora Orbana. Ogranicza on niezależność banku centralnego, sądów i organów nadzoru, przez co oddala porozumienie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Unią Europejską w sprawie programu pomocowego. Jeden z rzeczników Komisji Europejskiej oświadczył, że nie ma ona na razie planu powrotu do rozmów z węgierskim rządem. „Węgry podważyły teorię, że procesy demokratyczne są nieodwracalne” — napisał wczoraj „Financial Times”.
Stojące u progu utraty płynności Węgry znalazły się więc w finansowej próżni. Z jednej strony nie mogą liczyć na pomoc z MFW i UE, z drugiej — przy obecnym oprocentowaniu obligacji mają utrudniony dostęp do rynku finansowego.
— Rośnie prawdopodobieństwo, że Węgry nie dostaną z UE i MFW pomocy przed drugim półroczem 2012 r. — mówi Eszter Gargyan, ekonomista Citigroup w Budapeszcie.
Zawirowania wokół Węgier, choć nie odbijają się na polskich obligacjach, uderzają w złotego. Wczoraj euro zdrożało z 4,46 do 4,50 zł.
— Złoty może dalej tracić z powodu Węgier, bo rynek walut traktuje
złotego i forinta podobnie, jako waluty z jednego regionu. Rynek
obligacji bardziej odróżnia Polskę od Węgier, bo jest mniej zależny od
emocji i spekulacji — tłumaczy Monika Kurtek.