Inwestorzy uwierzyli politykom

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-07-02 00:00

Kompromis osiągnięty w Brukseli przewyższył oczekiwania. Pułapek jest jednak nadal wiele

Zakończony w piątek unijny szczyt był już 19. tego typu wydarzeniem, odkąd w Europie wybuchł kryzys zadłużenia. Mało który wywołał jednak taką euforię na rynkach finansowych.

Główny cel został osiągnięty: inwestorzy uwierzyli, że sytuacja zaczyna zmierzać w dobrą stronę, dzięki czemu oprocentowanie obligacji Włoch i Hiszpanii zaczęło spadać. Jeśli ten kierunek zostanie utrzymany, strefa euro ma szanse wrócić na właściwe tory.

Koniec dokręcania śruby

Negocjacje między państwami strefy euro przebiegły pod dyktando Włoch i Hiszpanii. Premierzy Mario Monti i Mariano Rajoy zaszantażowali, że nie wyrażą na nic zgody, jeśli wcześniej nie zostanie podjęta decyzja w sprawie pomocy tym krajom na rynku obligacji.

Szantaż okazał się skuteczny. Przywódcy strefy euro (a przede wszystkim Angela Merkel, kanclerz Niemiec) zgodzili się, by kraje — o ile stosują się do unijnych zasad — mogły ubiegać się o unijną pomoc bez konieczności spełniania dodatkowych warunków.

Czyli jeśli np. Włochy będą potrzebowały pieniędzy, nie dostaną od tzw. Trójki (KE, EBC, MFW) — tak jak wcześniej Grecy czy Portugalczycy — listy drastycznych reform oszczędnościowych do wdrożenia.

Ponadto, strefa euro spełniła życzenie Włoch i Hiszpanii, by chwiejące się banki w danym kraju mogły otrzymywać unijną pomoc bezpośrednio. Dotychczas (np. w Irlandii) takie wsparcie otrzymywały formalnie najpierw rządy państw, co windowało ich deficyty i długi publiczne oraz odstraszało inwestorów od obligacji i pchało kraj w stronę bankructwa.

— Doskonale rozumiem żądania Włoch i Hiszpanii, że chcą szybkich decyzji, które ustabilizują sytuację. I Mario Monti, i Mariano Rajoy uprzedzili mnie, że nie mogą zgodzić się na częściowe porozumienie — stwierdził Francois Hollande, prezydent Francji.

W trakcie szczytu ustalono też, że w EBC powstanie wspólny nadzór bankowy dla państw strefy euro oraz że uruchomione zostanie prawie 120 mld EUR na rozruszanie unijnej gospodarki. 55 mld EUR ma pochodzić z niewykorzystanych dotąd funduszy unijnych, o 60 mld EUR ma wzrosnąć siła rażenia Europejskiego Banku Inwestycyjnego (dzięki zwiększeniu kapitałów o 10 mld EUR), a 4,5 mld EUR ma pochodzić z unijnych inwestycji, które będą finansowane przez tzw. euroobligacje projektowe.

Diabeł będzie mieszał

Te ustalenia to znacznie więcej niż oczekiwały od polityków rynki, dlatego w piątek zyskiwało euro, rosły indeksy na prawie wszystkich europejskich giełdach (z wyjątkiem rynku słowackiego) oraz spadało oprocentowanie obligacji państw Południa.

— Jest szansa, że przerwana zostanie szalona spirala, w której słabość banków pogrążą rządy państw — twierdzi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

— Najbardziej pozytywne jest to, że chociaż Niemcy nadal nie godzą się na bezpośredni skup obligacji Włoch czy Hiszpanii przez EBC na rynku, i tak idziemy do przodu i podejmowane są ważne decyzje — mówi Richard McGuire, strateg w Rabobank International.

Czy ten optymizm się utrzyma? Diabeł tkwi w szczegółach. Po pierwsze, zanim te decyzje wejdą w życie musi jeszcze minąć przynajmniej kilka miesięcy. Żeby unijna pomoc mogła trafiać do banków, musi najpierw powstać nadzór bankowy. Na razie to tylko luźne hasło i EBC dopiero musi opracować projekt takiej instytucji.

— „Różnorodność” strefy euro każe wątpić, czy nadzór powstanie do końca tego roku. Banki będą musiały więc jeszcze długo czekać na nowe zasady pomocy — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.

Ponadto, Niemcy zgodziły się na ustępstwa pod warunkiem, że będą trwały dalsze prace nad unią fiskalną (spotkanie ministrów finansów Eurolandu w tej sprawie już 9 lipca). Co jeśli efekty tych prac nie zadowolą Niemiec? Po trzecie, w ustaleniach po szczycie znalazł się tajemniczy zapis, że jeśli jakieś państwa w ramach nowej, uproszczonej procedury wystąpi o pomoc finansową, to i tak Trójka będzie miała ostateczny głos, czy to wsparcie zostanie udzielone.

Możesz zainteresować się również: