Inwestorzy z GPW ulegli panicznym nastrojom

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-11-20 00:00

Nasz rynek wczoraj zaczął tak, jak można było oczekiwać, że zacznie — dużym spadkiem. Tyle tylko, że zachowywał się gorzej od rynków Eurolandu, gdzie indeksy spadały, ale było relatywnie spokojnie, a zakończyło się małymi zniżkami. Poza tym tam indeksy są ciągle blisko szczytów, a u nas oddaliły się już o 16 proc. Była to techniczna panika wywołana przełamaniem wsparcia na WIG-20.

Dodatkowo niepokój wzbudziła nieudana aukcja obligacji. Inwestorzy realizowali zyski przestraszeni brakiem świeżego kapitału. Przełamanie ważnych poziomów technicznych zawsze zwiększa podaż i dlatego mocno wzrósł obrót.

Wreszcie fundusze poczuły, że są zagrożone i zaczęły kupować w momencie, kiedy dotknęliśmy ważnych wsparć. Dużym błędem było dopuszczenie wcześniej do przeceny bez obrony rynku. Chodziło o kupienie tanich akcji, ale zarządzający nie wzięli pod uwagę faktu, że trudno jest zatrzymać raz uruchomioną lawinę. Pocieszające jest, że zjawił się większy kapitał chętny do obrony rynku, ale bardzo źle, że zaczął to robić tak nisko i, że dopuścił do wygenerowaniu sygnału sprzedaży na WIG-20.

Sytuacja techniczna jest taka, że oscylatory krótkoterminowe są bardzo mocno wyprzedane, a to prowokuje do odbicia, ale jedynie do odbicia. Musi się pojawić większy kapitał, żeby indeksy ruszyły naprawdę do góry. Jednak, jeśli na świecie rozpocznie się bardziej poważna korekta, to niezwykle trudno będzie wykreować trend wzrostowy i należy liczyć jedynie na odbicia w trendzie spadkowym.

A jeśli chodzi o trendy na świecie, to oczywiście zadecyduje rynek amerykański. Jego zachowanie jest też frustrujące (ale nie tak jak polskiego). Przedwczoraj pod koniec sesji nie było chętnych do kupowania akcji, a wczoraj było ich wielu. Fakt, że po czterech zniżkowych sesjach jakieś odbicie się należało, ale powody do jego powstania były raczej niewielkie. Niewątpliwie dużym zaskoczeniem były kolejne, doskonałe dane z rynku nieruchomości, który nie przestaje mnie zadziwiać. Jest to jedyna część gospodarki USA, która trwa w hossie od wielu lat i jak tylko wydaje się, że ta hossa się kończy to bije następny rekord. Tym razem liczba rozpoczętych budów domów była największa od 18 lat. Poza tym dzisiaj na skutek realizacji zysków staniała ropa i złoto, a dolar się wzmocnił. Jako jeden z powodów odbicia wymieniano też prognozy General Electric.

Aresztowania dealerów operujących na rynku walutowym nie miało w ogóle wpływu na inwestorów. Jakoś nie chcą dostrzegać przejawów pojawiającej się znowu „enronitis”. Sesja nie zmieniła obrazu technicznego rynku, ale pokazała, że daleko jeszcze do pojawienia się poważnego zaniepokojenia.

Dzisiaj po sesji dostaniemy kilka wyników kwartalnych, ważnych dla rynku spółek amerykańskich. W czasie sesji pojawi się Alan Greenspan, szef Fed. Co prawda trudno sobie wyobrazić, żeby powiedział coś nowego, skoro niedawno też się wypowiadał, ale jego pojawienie się jest zawsze wydarzeniem. Poza tym inwestorzy dostaną sporą porcję danych makro. W tygodniowych danych z rynku pracy ważne jest nie tylko, żeby były dużo niższe od 400 tys., ale i żeby dane z poprzedniego tygodnia nie zostały zweryfikowane w górę.

Zakładam, że indeks wskaźników wyprzedających koniunkturę gospodarczą (LEI) nie będzie miał wielkiego wpływu. Co prawda od kilku miesięcy inwestorzy obserwują tę daną, ale wynika ona z już znanych informacji i nie powinna być specjalną niespodzianką. Ostatnimi danymi z będzie listopadowy indeks Fed z Filadelfii. Po podobnym indeksie z Nowego Jorku apetyty będą bardzo duże, a często się tak zdarza, że indeks z Filadelfii wcale nie idzie w tym samym kierunku, co indeks z Nowego Jorku, więc inwestorów może spotkać niemiła niespodzianka. Generalnie można powiedzieć, że dane muszą być naprawdę bardzo dobre, żeby pozytywnie wpłynąć na rynek. Tak jest zazwyczaj.