Każdy, kto zaczyna nową inwestycję, powinien sprawdzić, jakie poniesie jej koszty. Niskie opłaty zwiększą atrakcyjność lokaty kapitału. Wyższe — skutecznie ograniczą przyszłe, nawet najbardziej obiecujące, zyski. W świecie, szczególnie w USA, duża część funduszy emerytalnych zarządzanych jest pasywnie. Jest to sprawdzony sposób na zmniejszenie kosztów, a zwolennicy takiego inwestowania przekonują, iż jest równie efektywny jak aktywne zarządzanie. W Polsce instytucje finansowe wolą aktywnie zarządzać portfelem i pobierać za to opłaty.
Aktywnie, ale czy lepiej?
Różnica pomiędzy aktywnym a pasywnym zarządzaniem jest zasadnicza i prosta. W pierwszym przypadku inwestorzy (a jeśli są to fundusze, to zarządzający nimi specjaliści) konstruują portfel inwestycyjny tak, by znajdować okazje rynkowe, osiągać bieżące wyniki lepsze niż przeciętna. Zmieniają portfel w zależności od intuicji i własnych analiz. Często dokonują transakcji: kupują, sprzedają. Aktywny inwestor (zarządzający) szuka informacji, prognozuje — jest to mu potrzebne do wykonywanych transakcji. Taki sposób inwestowania wymaga czasu i zaangażowania grona analityków, czyli jest kosztowny. A nie zawsze skuteczny.
Inwestor pasywny jest spokojniejszy. Jego portfel inwestycyjny odzwierciedla indeks (np. rynku akcji lub rynku obligacji), zmienia go tylko po to, by naśladował (odzwierciedlał) strukturę indeksu: gdy ta się zmienia — on dostosowuje swoją. Taki inwestor pilnuje właściwych wag dla poszczególnych papierów wartościowych w portfelu. Fundusze, które tak inwestują, są tańsze. W USA działa tak większość funduszy z programami emerytalnymi, w Wielkiej Brytanii — około połowy. W Polsce nie jest to popularna idea wśród instytucji finansowych.
— Dopóki nie powstaną i nie staną się powszechne ETF (czyli fundusze odzwierciedlające indeks rynkowy czy fundusze inwestujące pasywnie nie jest możliwy skokowy wzrost emerytalnych oszczędności — uważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarki Krajowej. A dr Dobiesław Tymoczko, zastępca dyrektora Departamentu Stabilności
Finansowej NBP, tłumaczy, że dla efektywności inwestycji szczególnie w długiej i średniej perspektywie najważniejsze są niskie koszty. Koszty są realne, poprzednie zyski to historia. — Jeśli zamierzamy współpracować z instytucją finansową, to powinniśmy patrzeć na koszty, a nie zerkać na to, jaki ta instytucja wypracowała zysk do tej pory. Ten jest historyczny, może się nie powtórzyć — tłumaczy Dobiesław Tymoczko.
Przestrzega, że umiejętność policzenia kosztów jest tym ważniejsza, im dłużej zamierzamy inwestować pieniądze. Zwraca uwagę na to, że tak jak większość początkujących inwestorów rozumie moc sprawczą procentu składanego, tak rzadko kto zdaje sobie sprawę, że koszty także rosną zgodnie z zasadą procentu składanego. Dlatego tak ważne jest, by zwracać uwagę na wysokość opłat pobieranych przez instytucje finansowe. Są wysokie, bo fundusze zarządzają aktywnie.
W Polsce fundusze inwestycyjne z reguły pobierają opłatę manipulacyjną (można jej nie płacić, gdy korzysta się z platform internetowych), ale zawsze — opłatę za zarządzanie. Dobiesław Tymoczko przypomina, że z licznych analiz wynika, iż w długim okresie (a taki jest najlepszy przy oszczędzaniu na emeryturę), wyniki pasywnie zarządzanego portfela są takie same, a nawet lepsze niż pozostałych.
Nobliści wybrali pasywne inwestowanie
Zwolennikami zarządzania pasywnego byli laureaci Nagrody Nobla z ekonomii: Paul Samuelson, Harry Markowitz i William Sharpe. Ten ostatni policzył, że w długim czasie nie jest możliwe osiągnięcie wyższej stopy zwrotu, niż oferuje portfel papierów wartościowych zarządzany pasywnie. Tłumaczył, że tak wynika z matematyki.
— Ekonomiści przeanalizowali wyniki funduszy inwestycyjnych. Mark Carhart z Uniwersytetu w Chicago zbadał wyniki prawie 1900 amerykańskich funduszy akcji działających w latach 1962-93. Fundusze indeksowe (czyli odzwierciedlające strukturę indeksu) miały wyniki lepsze od zarządzanych aktywnie. Ciekawe obliczenia wykonali także inni ekonomiści. — Fundusze, których opłaty były podobne jak w przypadku polskich otwartych funduszy emerytalnych w długim okresie zabierały w formie opłat 40 proc. wypracowanego zysku — mówi Dobiesław Tymoczko. Jego zdaniem, obniżenie kosztów to najlepszy sposób, aby emeryci mieli więcej, gdy inwestują na rynkach kapitałowych. A najprostsza droga do efektywnego i tańszego oszczędzania to pasywne inwestowanie przez fundusze. — W Polsce, w przypadku inwestowania pasywnego na rynku akcji, portfel powinien odzwierciedlać indeks WIG. Takim portfelem mógłby zarządzać dobrze wykształcony licealista. Musiałby tylko pilnować, by portfel odzwierciedlał strukturę rynku akcji — uważa ekonomista.
III filar do poprawki
Zasada niskich kosztów i prostego (zrozumiałego) systemu jest szczególnie ważna w przypadku dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. W Polsce istnieją trzy produkty przeznaczone do dobrowolnego oszczędzania emerytalnego z zachętami podatkowymi. To IKE (Indywidualne Konto Emerytalne), IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) i PPE (Pracowniczy Program Emerytalny). Jeśli ktoś zdecyduje się na oszczędzanie w tych produktach to będzie musiał wybrać spośród wielu możliwości inwestycyjnych. Konta znajdują się w ofercie funduszy inwestycyjnych, dobrowolnych funduszy emerytalnych, podmiotów prowadzących działalność maklerską (domy maklerskie i banki prowadzące działalność maklerską), zakładów ubezpieczeń na życie, banków.
— Mamy trzy produkty. Niewiele osób potrafi wymienić ich nazwy, a z powiedzeniem,czym się różnią, zdecydowana większość będzie miała kłopoty. Tych produktów jest za dużo. Powinien być jeden i prosty. Najlepiej w postaci pracowniczych programów emerytalnych — tłumaczy dr Dobiesław Tymoczko. Jego zdaniem, należy skorzystać z rozwiązań przyjętych w innych krajach, które okazały się efektywne. Są to ulgi podatkowe, prosty sposób inwestowania (czyli pasywny) oraz domniemanie przynależności do programu. Quasi-obowiązkowość polega na tym, że każdy pracownik zapisany jest do programu pracowniczego, a jeśli nie chce do niego należeć — musi zrezygnować.
— Gdy młody człowiek zaczyna życie zawodowe, to myśl o oszczędzaniu na emeryturę jest dla niego odległa. Ale jeśli przyjdzie pracodawca i powie: mamy program emerytalny w firmie. Będę wpłacał za ciebie 100 zł miesięcznie, a twoim kosztem jest tylko podatek, to większość na to przystanie. Jedni z zapobiegliwości, a inni z lenistwa. Nie będzie im się chciało z programu rezygnować — tłumaczy Dobiesław Tymoczko.
Ekonomista przypomina, że w wielu krajach tak właśnie skonstruowana jest dobrowolna część systemu emerytalnego. Tak dzieje się na przykład w Wielkiej Brytanii czy Nowej Zelandii. Samemu inwestować pasywnie jednak trudno. Kto jak kto, ale Warren Buffett zna się na inwestowaniu. Jeden z najbogatszych ludzi w świecie swój majątek zawdzięcza właśnie umiejętnościom inwestycyjnym.
I ten legendarny inwestor tłumaczył w mediach, że ryzyko zaczyna się w inwestowaniu tam, gdzie robimy coś, czego nie rozumiemy. Jego zdaniem, „podwójnie pasywne podejście” polegające na inwestowaniu odzwierciedlającym przekrój rynku oraz na systematycznym wieloletnim odkładaniu pieniędzy zapewni nieprofesjonalnemu inwestorowi, świadomemu swoich ograniczeń, wyniki lepsze od wyników profesjonalnych inwestorów, którzy często — jak twierdzi Warren Buffett — ignorują ograniczenia.
Kwestia pieniędzy
Na pytanie, co ma zrobić indywidualny inwestor: czy współpracować z funduszami inwestycyjnymi, czy próbować samemu inwestować pasywnie, nie ma jednej odpowiedzi. Fundusze inwestycyjne w Polsce są drogie. Ale do tego, by samemu stworzyć portfel inwestycyjny odzwierciedlający WIG, potrzebne są duże pieniądze.
Więcej o ekonomii i finansach znajdziesz na stronach www.nbp.pl i portalu edukacyjnym www.nbportal.pl.