Inwestuję w branże,które znam

Anna Truszkowska,Marcin Goralewski
opublikowano: 2009-03-30 00:00

Spowolnienie odbije się

Krzysztof Moska o swoich planach w Polsce i na Ukrainie

Spowolnienie odbije się

na wynikach nawet 75 proc. giełdowych firm, ale dla

inwestorów to szansa

— twierdzi inwestor.

Giełdowy portfel Krzysztofa Moski wart jest prawie 50 mln zł. Prywatny inwestor ma akcje Lenteksu, Novity, Plast-Boksu i Hygieniki (ujawnione pakiety).

— Ostatnio otrzymuję bardzo dużo ofert zakupu akcji, a ja lubię kupować — uśmiecha się Krzysztof Moska.

Teoretycznie to dobra wiadomość dla giełdowych graczy. Zazwyczaj, kiedy Moska ujawnia się w akcjonariacie spółki, jej kurs rośnie. To jednak tylko teoria. Zakupów nie będzie.

— Nie wiem, czy pojawię się w jakiejkolwiek nowej spółce — mówi inwestor.

Lekki inwestor

Giełdowym graczom Krzysztof Moska radzi uważnie przyglądać się wynikom spółek po pierwszym kwartale.

— W 70-75 proc. firm kryzys będzie widać w wynikach. Ale czas kryzysu może być także szansą na rozwój. Są sektory, które muszą istnieć, jak spożywczy, higieniczny — mówi inwestor.

Dlatego zainwestował w Hygienikę, producenta pieluch i podpasek.

— Może się okazać, że wśród spółek będą takie, które poprawią wyniki w kryzysie. To powinno być odpowiedzią na pytanie, w które inwestować i w jakiej branży można zrobić krok do przodu — tłumaczy Krzysztof Moska.

Analitycy komentują niechętnie.

— Proponuję prześledzić poczynania pana Moski z ostatnich lat i podjąć decyzję. Co do zakupu akcji, jest to bardziej zawiła sprawa. Spółki mogą mieć gorsze wyniki, m.in. dlatego że w kryzysie nie mogą uzyskać kredytowania — ucina Mirosław Saj, analityk DM DnB Nord.

Zastrzega zaraz:

— Nie znam pana Moski. Nie jest dla mnie wielkim inwestorem. Nie pamiętam, by zarobił na giełdzie fortunę.

Bardziej rozmowny jest Marcin Kiepas, analityk DM XTB.

— Sam pomysł inwestycji w spółki z sektorów spożywczego i higienicznego w czasie kryzysu jest dobry, ale należy odpowiedzieć sobie na pytanie: czy teraz, czy nie jest za późno? To taka książkowa zasada z punktu widzenia zysków — komentuje Marcin Kiepas.

I dodaje:

— Nie jestem fanem pana Moski, ale uważam, że jest dużym inwestorem.

Krzysztof Moska nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy nadszedł już czas na zakupy.

— Na rynku nie ma takiego mądrego, który powie: "Kupuj teraz, za tydzień, za pół roku …" — mówi inwestor.

Żadna z firm, w którą zainwestował, nie była dochodowa. Jego zdaniem, do podjęcia decyzji o zakupie akcji potrzebne są dwa elementy: cena i perspektywy rozwoju na najbliższe 2-3 lata. Czy obecnie są spółki, które można wyprowadzić na prostą w rok, dwa lata?

— Tak, ale problemów nie brakuje. Bardzo ciężko o odpowiednie osoby do zarządu, zawsze jest też ryzyko, że sobie nie poradzą, a płacić im trzeba od razu — twierdzi Krzysztof Moska.

Zawsze interesowały go spółki z sektora lekkiego, przetwórczego. Mówi, że na takich się zna.

— Inwestor nie powinien kupować akcji spółek z branży, o której nie ma pojęcia — ostrzega Krzysztof Moska.

— Zależy od podejścia inwestora, czy jest to inwestycja krótko- czy długoterminowa. Można to porównać do jazdy samochodem. Jeżeli wyruszamy w długą podróż, lepiej wiedzieć, czym się jedzie, i czy po drodze nie czekają na nas niemiłe niespodzianki — komentuje Marcin Kiepas.

Grunt to zaufanie

Krzysztofa Moski na próżno szukać w zarządach i radach nadzorczych spółek, których jest akcjonariuszem.

— Zasiadanie w takich organach to bardzo niezdrowa sytuacja. Jestem tylko inwestorem, to daje mi komfort obiektywnego spojrzenia na spółkę. Gdybym był w zarządzie, mogłoby się to zmienić — tłumaczy Krzysztof Moska.

Doradca inwestycyjny Raimondo Eggink rozumie takie podejście.

— Łączenie funkcji inwestora z funkcją w nadzorze bądź w zarządzie bywa kłopotliwe. Wymaga przestrzegania regulacji dotyczących informacji poufnych. Sytuacja każdej spółki jest inna, dlatego do sprawy należy podchodzić indywidualnie. Jeżeli jest dobrze, na spółkę można patrzeć z perspektywy inwestora, jeżeli źle, akcjonariusze chcą mieć wpływ na firmę — wyjaśnia Raimondo Eggink.

Inwestorzy mają w pamięci dwie nieudane inwestycje Moski — Paged i Sanwil. Skończyło się na szumnych zapowiedziach.

— Robię interesy tylko z ludźmi, którym mogę ufać — ucina inwestor.

W Pagedzie poszło o cenę za akcje.

— To nie była moja decyzja, tylko funduszu Opera. Proszę ich zapytać — mówi Edmund Mzyk, główny akcjonariusz Pagedu.

— Pan Moska nie złożył wiążącej oferty na akcje Pagedu — ucina Tomasz Korab, zarządzający Opera TFI.

Inwestycje niepubliczne

Poza inwestycjami na giełdzie Krzysztof Moska ma też kontrolny pakiet Prymusa, producenta i dystrybutora chemii budowlanej. W ubiegłym roku spółka zarobiła około 1 mln zł netto. Po trzech miesiącach tego roku wypracowała podobną kwotę. W planach, choć na razie mało konkretnych, jest połączenie Prymusa ze spółką giełdową.

— Chciałbym porozmawiać z pozostałymi akcjonariuszami o przejęciu spółki, która ma kłopoty, a która pasowałaby do Prymusa. Wtedy z dwóch spółek powstałaby jedna, większa — wyjaśnia inwestor, ale odmawia wskazania, która firma pasowałaby do Prymusa.

Inwestor myśli też o innych projektach. Rozgląda się za kupnem producenta paneli podłogowych lub samego parku maszynowego. Mówi, że ma na oku polskie i niemieckie firmy.

— Przez cztery lata, posiadając akcje Lenteksu, dobrze poznałem sektor pokryć podłogowych. Panele byłyby naturalnym wykorzystaniem tej wiedzy — mówi Krzysztof Moska.

Kolejna inwestycja ma zostać przeprowadzona na Ukrainie. Tam chce otworzyć przetwórnię włóknin, która ma być spółką Prymusa i ukraińskiej firmy.

— Decyzja zapadnie w ciągu miesiąca. Jest lokalizacja, jest wspólnik, czekam tylko na maszyny — mówi Krzysztof Moska.

Zgoda z Januszem Piczakiem

Plast-Box musi się otworzyć

Mam projekty dla Plast-Boksu, ale czekam, aż mniejszościowi akcjonariusze będą mieli większy wpływ na zarządzanie — wynika ze słów Krzysztofa Moski.

Akcjonariuszami słupskiej spółki, producenta plastikowych opakowań, są bracia Waldemar i Grzegorz Pawlakowie, kontrolujący 22 proc. kapitału i tworzący jego zarząd. Nowi to Krzysztof Moska (10,3 proc.), Leszek Sobik, producent m.in. masła (11,35 proc.), oraz Jerzy Malek, znany pomorski biznesmen, właściciel kilku przedsiębiorstw rybnych, m.in. Morpolu (5,83 proc.).

Po rynku krążą informacje, że nowi inwestorzy chcą zaproponować spółce produktową współpracę.

— Od pięciu lat mówi się, że Plast-Box to dobra inwestycja. Mówi się... Kiedy otrzymałem ofertę zakupu akcji, postanowiłem jednak z niej skorzystać. Jestem przekonany, że w tym roku Plast-Box pokaże największe zyski w swojej historii na giełdzie. Cieszę się, że główni akcjonariusze zgodzili się na powiększenie rady nadzorczej o jedną osobę — mówi Krzysztof Moska.

Dodaje, że ma pewne projekty związane ze spółką, ale na razie nie wie, czy będą realizowane.

— Na razie traktuję zakup akcji tej spółki jako inwestycję portfelową. Zainwestowałem pieniądze, bo to ciekawa branża, którą znam — dodaje Krzysztof Moska.

Słupska firma specjalizuje się w produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, m.in. pojemników, wiader, skrzynek plastikowych.

Na kryzys — Hygienika

To, co miało być najłatwiejsze, okazało się najcięższe. To jednak idealna spółka na czas kryzysu — twierdzi Krzysztof Moska.

W 2008 r. producent artykułów higienicznych poniósł 3 mln zł straty netto. Spółka jest w trakcie restrukturyzacji. Po przeniesieniu w zeszłym roku działalności z Marek pod Warszawą do Lublińca stała się dochodowa. W styczniu Novita zarobiła na czysto prawie 130 tys. zł.

— To była najmniejsza spółka, w którą zainwestowałem. Kupiłem jej akcje (łącznie 12 proc.), kiedy była w fatalnej kondycji finansowej i chyliła się ku upadkowi. Aby polubownie rozwiązać niekorzystne umowy (na przykład najmu nieruchomości pod Warszawą), trzeba było sporo zapłacić. To, co wydawało się łatwe, okazało się najtrudniejsze. Rezultaty restrukturyzacji są już widoczne. Uważam też, że jest to dobra spółka na ciężkie czasy. Ludzie nie przestaną kupować jej produktów — mówi Krzysztof Moska.

Novita stara się o kolejne kontrakty. Zarząd nie chce jednak ujawnić, o ile mogą się zwiększyć tegoroczne obroty, jeśli spółka wywalczy dodatkowe zamówienia. Zapewnia, że firma ma wystarczające moce produkcyjne na obsługę obecnych, a także nowych kontraktów. Rozważy też inwestycję w rozbudowę parku maszynowego

Po latach inwestycji w Lenteksie czas na żniwa

Po czterech latach inwestycji przyszedł czas na profity. Dlatego producent włóknin i wykładzin zacznie dzielić zyski.

Krzysztof Moska jest największym akcjonariuszem Lenteksu (ma blisko 18,6 proc. akcji). Pakiet posiada od czterech lat i jest z nich bardzo zadowolony. Chociaż otrzymał propozycję ich sprzedaży.

— To zdrowa, ułożona firma. Spółka wypracowała (i zainwestowała) kilkadziesiąt milionów złotych zysku EBITDA. Teraz nadszedł czas, aby akcjonariuszy zacząć wynagradzać — mówi inwestor.

Dodaje, że jeżeli spółka nie ogłosi wezwania na własne akcje, na czerwcowym walnym zapadną decyzje co do dywidendy.

— Widziałbym ją w kwocie 1 zł — 1,5 zł. Jestem otwarty na dyskusję — dodaje prywatny inwestor.

Od kilku lat mówi się o połączeniu Lenteksu z węgierskim Graboplastem, wiodącym w Europie Środkowo-Wschodniej producentem wykładzin i paneli podłogowych oraz nawierzchni do obiektów sportowych. Akcjonariusze producenta wykładzin nie sprzeciwili się pomysłowi. Szczegółów jednak brakuje.

— Rozmawiałem z właścicielem Graboplastu. Teraz do negocjacji został oddelegowany Wojciech Rostworowski, członek rady nadzorczej w Lenteksie. Nie ma nowych informacji — mówi Krzysztof Moska

Anna

Truszkowska

Marcin

Goralewski