Minął kolejny tydzień bez dużych wzrostów na GPW. Szczerze mówiąc, to nie rozumiem, co jest grane. Do tej pory było tak, że nasza giełda ślepo powielała ruchy zagranicznych parkietów, zwłaszcza Wall Street. A teraz jakby nasi inwestorzy zapomnieli o jej istnieniu. Podczas gdy za oceanem zapanowało ożywienie wywołane ogłoszeniem końca recesji przez szefa Fed, u nas wieje nudą.
Mam wrażenie, że nieco się pospieszyłem z zakupem akcji Cersanitu. Na początku ubiegłego tygodnia zaczęło być bowiem głośno o wprowadzeniu stawki 22 proc. podatku VAT w naszym budownictwie po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Zmroził mnie wtorkowy komunikat rzecznika rządu, że stanowisko negocjacyjne Polski zakłada wprowadzenie najwyższej stawki podatku w budownictwie od momentu wejścia naszego kraju do UE.
W pierwszym odruchu chciałem czym prędzej pozbyć się akcji Cersanitu. Moim zdaniem, bezkrytyczne przyjęcie warunków UE oznaczałoby jeszcze większą zapaść rodzimej budowlanki, co z pewnością odbiłoby się na wynikach finansowych firm z branży, więc także i Cersanitu. Skoro finalnym płatnikiem VAT-u są osoby fizyczne, to zgoda na warunki Unii oznaczałaby, że już i tak horrendalnie wysokie ceny mieszkań skoczyłyby o 1/5. Kogo w takiej sytuacji stać by było na zakup mieszkania i późniejsze jego wyposażenie? Tylko najbogatszych. Ja niestety, do takich się nie zaliczam, podobnie jak większość Polaków.
Na szczęście następnego dnia moje nerwy uspokoił nieco wicepremier Marek Pol, stwierdzając, że objęcie 22-procentowym VAT-em budownictwa mieszkaniowego oznaczałoby śmierć programu gospodarczego rządu, a rząd samobójcą nie jest. Wygląda zatem na to, że czekają nas jeszcze burzliwe negocjacje z Unią w tej kwestii. Niemniej jednak, całe zamieszanie nie wpłynęło najlepiej na kurs Cersanitu, żywo zainteresowanego — jak sądzę — rozstrzygnięciem stawki VAT-u na swe produkty w niższej wysokości. Postanowiłem na razie nie sprzedawać Cersanitu i poczekać na ostateczne decyzje na linii rząd — Komisja Europejska. Liczę na wynegocjowanie kilkuletniego okresu przejściowego na wprowadzenie najwyższej stawki podatku od wartości dodanej. Myślę, że ewentualny sukces naszych negocjatorów wpłynie korzystnie na notowania spółek z branży budowlanej.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, znalazłem spółkę z WIG 20 i zainwestowałem wolne 1800 zł. Wybrańcem (miejmy nadzieję, że szczęśliwym) okazał się Orbis. Skusiła mnie ujawniona niedawno rekomendacja „kupuj” wydana przez BDM PKO BP. Analitycy banku na początku marca wycenili jeden walor Orbisu na 27,50 zł. Autorzy raportu uważają, że wraz z poprawą koniunktury gospodarczej powinny być również widoczne pozytywne efekty włączenia Orbisu w struktury francuskiego Accoru. Dzięki temu w 2002 r. poprawić ma się zysk operacyjny. W momencie wydania rekomendacji papiery hotelarskiej spółki kosztowały około 20 zł. W ciągu trzech tygodni kurs praktycznie się nie zmienił, więc uznałem, że w tym wypadku powiedzenie „czas to pieniądz” nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości.
Pokrzepiony tą myślą oraz uspokojony wyjaśnieniami wicepremiera Pola złożyłem zlecenie kupna 85 papierów Orbisu po kursie 20 zł. Zobaczymy, czy i tym razem sprawdzi się moja prywatna strategia inwestycji w dwie spółki z indeksu WIG 20 i jedną mniejszą firmę. Poprzedni eksperyment zakończył się sporym sukcesem. Na papierach TP SA zarobiłem bowiem 150 zł, natomiast zaangażowanie w Eldorado zwróciło mi się w postaci 170 zł zysku brutto.