Inwestycje w waszym kraju nie rozczarowują

Agnieszka Janas
08-06-2004, 00:00

VDH Group zainwestuje 40 mln USD w projekty w Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu. Trwa budowa kompleksu Plac Andersa w Poznaniu. A właściciel spółki wciąż szuka wyzwań.

„Puls Biznesu”: Gratulujemy wmurowania kamienia węgielnego pod obiekt Andersia Tower w Poznaniu. Dlaczego zdecydował się Pan inwestować właśnie w tym mieście?

Sven von der Heyden: Zainwestowałem w Poznaniu już dużo wcześniej. Lubię odkrywać nowe możliwości. Gdy projektowaliśmy Poznań Financial Centre (PFC), czyli pierwszy na tym rynku biurowiec klasy A, nikt z branży nie dawał mi dużych szans na powodzenie. Tymczasem właśnie rozpoczęliśmy budowę drugiej fazy, czyli Andersia Tower. Odkryłem, że w Poznaniu brakuje hoteli o wysokim standardzie. Może to zabrzmieć dziwnie, ale to właściwie jedyne w Polsce miasto, gdzie w tej chwili można inwestować w budowę takich obiektów. Andersia Tower — kompleks złożony z luksusowego hotelu i nowoczesnego biurowca — jest wypełnieniem tej luki. Ponieważ w trakcie procesów inwestycyjnych PFC spotkałem się z dużym profesjonalizmem i zaangażowaniem ze strony naszego partnera — miasta Poznania — zdecydowałem, że projekt ten stanie się częścią dalszej zabudowy placu Andersa.

Rozumiem, że to nie koniec planów inwestycyjnych spółki w Poznaniu. A co z innymi miastami?

— Myślimy o trzeciej fazie projektu Andersii. Będzie to kompleks handlowy łączący PFC oraz Andersia Tower. Ale ponieważ wolę robić krok po kroku, to trzecią fazę zabudowy planujemy rozpocząć po zakończeniu Andersia Tower w 2006 r. To nie koniec. W Poznaniu. Jeszcze w 2004 r. zaczniemy realizację nowego projektu — nazwaliśmy go Olimpijczyk. Będzie to wielofunkcyjny obiekt złożony z apartamentów, części rekreacyjnej oraz centrum konferencyjnego. A to wszystko na 30 tys. mkw. powierzchni.

W Polsce są także inne miasta... Przygotowujemy się do rozpoczęcia inwestycji w centrum Wrocławia. Chcemy wybudować obiekt, w którym swoje miejsce znajdzie kultura. Nadal mamy też wiele do zrobienia w Warszawie, choć na tym rynku jesteśmy obecni już 14 lat. Mamy tu np. projekt mieszkalny do renowacji w centrum oraz niezabudowaną działkę w pobliżu naszego biurowca Liberty Corner. Jednak nie zawężamy naszych działań do stolicy. Wciąż szukamy nowych wyzwań.

To ambitne plany... Jaka jest szacunkowa wartość nowych inwestycji?

— Do tej pory zainwestowaliśmy w Polsce 150 mln USD. I chcemy to robić nadal. Całość zabudowy placu Andersa pochłonie 95 mln USD. Realizacja pozostałych projektów to koszty rzędu 40 mln USD. Duże nadzieje wiążę z akcesją Polski do Unii Europejskiej. Wierzę, że ułatwi to życie inwestorom w kraju i pozwoli nam realizować odważne plany w przyszłości.

Czyli — dobrze ocenia Pan sytuację na polskim rynku nieruchomości?

— Rynek się ustabilizował. Od końca 2003 r. obserwowane są jasne sygnały poprawy sytuacji gospodarczej w Polsce. Wzrasta aktywność przedsiębiorców, inflacja rośnie nieznacznie, a dzięki rozwijającej się gospodarce wzrosły też przychody budżetowe. Niestety, są też negatywne czynniki, np. wysokość deficytu budżetu państwa. Jestem jednak optymistą —wszystko można naprawić. Tym bardziej cenne jest członkostwo w UE, które obniża ryzyko inwestowania w Polsce i podnosi atrakcyjność kraju. Rynek powierzchni biurowych? Widać tu wzrost stanu świadomości potencjalnych najemców, co jest dobrym znakiem dla inwestorów, stawiających na jakość obiektów, a nie na szybki zysk. Naszym celem zawsze było zrównoważenie jakości oferowanej powierzchni i wysokości czynszu. Jesteśmy cierpliwi — np. w Liberty Corner czekaliśmy na dobrego najemcę. W ciągu ostatnich pięciu miesięcy podpisałem 10 umów najmu. To sukces, zważywszy na to, że w II półroczu 2003 — nie podpisałem nawet jednej umowy. Rynek się poprawia. Odnoszę wrażenie, że teraz jest najlepszy czas dla najemców. Powinni finalizować umowy. Nie przewiduję wprawdzie znaczącej podwyżki czynszów, ale widzę, że wyraźnie wybór dobrej klasy powierzchni biurowej stale się zmniejsza.

Jest Pan zadowolony z zysków z inwestycji w Polsce i z tego, co Pan tu osiągnął?

— Skłamałbym, gdybym powiedział, że jestem niezadowolony. Kiedy przyjechałem do Polski, miałem zaledwie 25 lat. Dużo ryzykowałem. Cała moja rodzina i wszyscy przyjaciele uważali wtedy, że oszalałem. Teraz, gdy przyjeżdżają do mnie, są pod wrażeniem zarówno tego, co osiągnąłem, jak i otoczenia, w którym żyję. I gratulują mi intuicji! Wynagrodzenie za pracę, czy też zysk z inwestycji, jest ważny. Dla inwestora i całego zespołu, z którym współpracuję, jest nie tylko źródłem dochodu, ale doskonałą zachętą do tego, aby podejmować dalsze wyzwania. Nie może być jednak celem samym w sobie, jeśli nastawiamy się na długoterminową działalność. Trzeba rozumieć ludzi, z którymi się pracuje, trzeba czuć się dobrze w kraju, w którym się inwestuje. Tylko, gdy uda się to wszystko połączyć, można poczuć się spełnionym w swojej aktywności i to jest prawdziwy zysk, przynajmniej dla mnie. Dlatego Von der Heyden Group zainicjowało stowarzyszenie non-profit — Opportunity Poland — grupujące obecnie ponad 20 międzynarodowych firm, m.in. CMS Cameron McKenna, EC Harris, Hines, Skanska Property, oraz miasta, np. Warszawę, Poznań, Wrocław, a także stowarzyszenia: Związek Miast Polskich oraz Warsaw Destination Alliance. Chcemy wspólnie poprawiać wizerunek Polski za granicą i pomagać przyciągać tu nowych inwestorów. Jesteśmy otwarci dla wszystkich, którym zależy, aby Polska była postrzegana jako kraj atrakcyjny i dynamiczny, miejsce nie tylko dla inwestorów, ale dla ludzi. To jest nasza misja.

Sven von der Heyden, właściciel Von der Heyden Group w Polsce

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Inwestycje w waszym kraju nie rozczarowują