Inwestycje zaczęły się w Bordeaux

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2023-11-24 12:45

Najdroższa butelka wina sprzedana na aukcji kosztowała ponad pół miliona dolarów — mówi Dawid Kulkiewicz, koordynator projektu Fine Wine w DESA Unicum.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

PB: Niedawno Desa zorganizowała w drugą w Polsce aukcję win. Jak poszła?

Dawid Kulkiewicz: Zaskakująco dobrze, tym bardziej że w naszym kraju aukcje win nie są popularne. Początki nie są łatwe — chodzi o przepisy. Podstawą najbardziej popularnych na świecie aukcji są zazwyczaj prywatne, budowane latami kolekcje. Aukcje są w zasadzie jedynymi miejscami, na których kolekcjonerzy mogą takie wina zobaczyć i wylicytować. W nas wina od osoby prywatnej kupować nie wolno. Nie pozwala na to prawo, dlatego próbujemy wykorzystywać drugą opcję i pozyskiwać ciekawe wina nie od kolekcjonerów, lecz od producentów. Pierwsza akcja za nami i jestem zaskoczony jej wynikami.

Pozytywnie oczywiście?

Tak. Wspólnie z winiarskimi partnerami wystawiliśmy kilka naprawdę ciekawych win. Licytacja, ale też obroty pozwalają mi mieć nadzieję, że wydarzenie będzie się rozwijać.

Jakieś szczegóły?

Najciekawszą grupą obiektów na naszej licytacji były wina od grupy Clarence Dillon — to właściciele słynnych posiadłości Haut Brion La Mission czy Haut Brion Bordeaux. Właśnie te wina sprzedały się najdrożej.

Najdrożej, czyli za ile?

Najdroższa butelka, rocznik 2000, poszła za 36 tys. zł. Pozytywne zaskoczenie. Równie pozytywnie zaskoczyło nas zainteresowane wydarzeniem. Udało nam się sprzedać wszystkie wystawione obiekty i osiągnąć obrót rzędu 600-650 tys. zł, czyli sporo więcej, niż oczekiwaliśmy.

Jak wyniki pierwszej polskiej aukcji win wypadają na tle osiąganych na najbardziej znanych licytacjach?

Oczywiście skromnie. Polski rynek winiarski jest stosunkowo młody. Punktem odniesienia jest Wielka Brytania, a od niedawna również rynki azjatyckie. Kiedy u nas wystawiamy około 100 obiektów, to na aukcjach w Wielkiej Brytanii wystawianych jest nawet ponad 1000. Oczywiście osiągane tam ceny również są znacznie wyższe. Doświadczenie aukcyjne tamtych domów również jest większe, w związku z czym są one w stanie wyszukiwać niesamowicie ciekawe butelki.

Możemy jakoś to przełożyć na ceny?

Najdroższą butelką w standardowym rozmiarze, czyli 750 ml, sprzedaną kiedykolwiek na aukcji jest słynny burgund Romanee-Conti od producenta Domaine de la Romanée-Conti z 1945 r. Sprzedano dwie butelki — jedna osiągnęła cenę 400 tys. USD, druga ponad 0,5 mln USD. To jest dotychczasowy rekord i punkt odniesienia dla aukcyjnych cen butelki wina o standardowym rozmiarze.

Jakie cechy decydują o tym, że jakieś wina mają inwestycyjny potencjał, a inne nie?

To dość ciekawy mechanizm, który dla wina jest unikatowy. Cena wina generalnie zależy od podaży i popytu, od prestiżu marki oraz od tego, czy chodzi o wino z udanego rocznika. Zależy również od wielkości produkcji w tym roczniku czy od oceny wina. Na cenę wpływa także tzw. okno, czyli moment, w którym wino jest gotowe do otwarcia i wypicia. Słowem — okno to ten moment, w którym pijący będzie czerpał najwięcej przyjemności. Wszystkie wina o potencjale inwestycyjnym, cechują się potencjałem do starzenia. Popyt na te wina zwiększa się w miarę tego, jak wino się rozwija. Jeśli mamy wino dojrzałe, które zbliża się do okienka, to popyt na nie automatycznie jest większy, ponieważ większe grono osób chce to wino kupić w momencie, kiedy może je otworzyć, niż kupić wcześniej i kilka lat przechowywać, czekając na jego gotowość. Jednocześnie podaż się zmniejsza, ponieważ wina młodsze, niekonieczne gotowe, też są wypijane. Ten proces sprawia, że dostępność win rozwiniętych, czyli najbardziej interesujących, jest mniejsza. To niedopasowanie popytu do podaży jest kluczowe dla ceny wina. Do tego dochodzą oczywiście także inne czynniki, np. moda na wino.

Moda?

Tak. Ostatnio bardzo aktywne winiarsko stały się rynki azjatyckie. Popyt znacznie wzrósł, a należy pamiętać, że podaż jest praktycznie stała. Ponieważ jest określona grupa regionów, które produkują konkretne wina, są też przepisy, które to regulują, ile takiego wina można wyprodukować w danym roku itd.

Jak bardzo taki skokowy wzrost popytu wpływa na cenę wina?

Posłużę się przykładem. Ze względu na zainteresowanie rynków azjatyckich ceny burgunda w latach 2020-22 wzrosły o ponad 70 proc. A Burgundia, jak mało który region na świecie, cechuje się bardzo niską produkcją.

Wino, nawet burgund, kiedyś traci smakowe walory. Traci również na wartości?

Moment, w którym wino będzie zdatne do wypicia, określa okno i rzeczywiście nie możemy mówić, że wino jest produktem, który będzie w nieskończoność się rozwijać. Są jednak wina — i ten burgund do nich należy, które mogą bardzo zaskoczyć i pokazać się w bardzo dobrej formie nawet w wieku kilkudziesięciu, a czasem nawet 100 lat.

Wina kupionego pod inwestycje raczej się nie otwiera...

Rzeczywiście są wina, które stają się trofeami. Oczywiście nikt nie zabroni właścicielowi takiej butelki otworzyć, ale wiele osób kupuje wina po to, żeby je mieć, tak jak obraz. Zatem wracając do poprzedniego pytania — nawet wino, które już nie nadaje się do wypicia, ma szanse nie tracić, lecz zyskiwać na wartości.

Jaka jest stopa zwrotu z winiarskich inwestycji?

W Londynie funkcjonuje giełda winiarska — to taki główny indeks najbardziej popularnych na rynku akcyjnym win. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu dla indeksu wynosi 10 proc. Z danych londyńskiej firmy Cult Wines, lidera w branży inwestycji winiarskich, wynika natomiast, że roczny wskaźnik wynosi 6 proc. Te cyfry można przyjąć za punkt odniesienia. Oczywiście można też liczyć na jakieś pojedyncze ogromne wzrosty, bo były czasy — głównie ze względu na otwarcie się wina na rynki azjatyckie czy otwarcie się rynków azjatyckie na inwestowanie w wino, które sprawiły, że ceny wystrzeliły wyżej, niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Możemy podać jakieś przykłady dla rozbudzenia wyobraźni?

Jest takie słynne wino z Bordeaux — nazywa się Chateau Mouton Rothschild, rocznik 2000. W momencie wypuszczenia go na rynek, czyli w 2002 r., kosztowało około 1,6 tys. GBP za skrzynkę [12 butelek — red.]. Dzisiaj trudno znaleźć ofertę niższą niż 20 tys. GBP. Oznacza to, że po odliczeniu kosztów przechowywania i ewentualnego wynagrodzenia pośredników zostaje nam blisko 1000 proc. Podobnie wina z Burgundii. Skrzynka wina Chambertin od producenta Armanda Rousseau, rocznik 2010, kosztowała świeżo po premierze około 5 tys. GBP, dziś 30 tys. GBP i więcej.

Na motoryzacyjnym rynku inwestycyjnym mówi się, że na modelach marki Ferrari raczej się nie straci. Jest takie wino?

Myślę, że możemy tu wskazać któregoś z producentów z Bordeaux. To region, od którego inwestycje w wino się zaczęły, np. Chateau Lafite. Możemy zakładać, że Chateau Lafite kupione po premierze będzie sporo droższe kilka, kilkanaście lat później.

Rozmawiał Marcin Bołtryk

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub w Twojej ulubionej aplikacji.

w tym tygodniu: „Płynne inwestycje”

goście: Szymon Fałkowski - William Grant & Sons, Dawid Kulkiewicz - DESA Unicum i Przemysław Barankiewicz - Finax