Niemcy szukają inżynierów i to nie tylko w swoim kraju, ale i za granicą.



— W tej chwili w Niemczech mamy aż około 60-70 tys. wakatówna stanowiskach inżynierskich. Potrzebni są zwłaszcza inżynierowie budowlani, przemysłowi, kontrolerzy jakości, mechanicy — informuje Michael Mathias z Bergman Deutschland GmbH, firmy zajmującej się wyszukiwaniem specjalistów.
Techniczny eksport
W 2012 r. co dwudziesty inżynier w Niemczech pochodził z zagranicy. Polaków cenieni się tam za tzw. wielozadaniowość, dobrą znajomość języka angielskiego, europejską mentalność, obeznanie ze standardami niemieckich koncernów — dzięki pracy w niemieckich spółkach w Polsce — a przede wszystkim za to, że mają mniejsze niż Niemcy wymagania finansowe. Michael Mathias twierdzi też, że w Polsce nie docenia się i za mało mówi o naszej „myśli technicznej”.
— Wiele konstrukcji technicznych, które są podziwiane w Polsce, wyrosło na Zachodzie dzięki pracy polskich specjalistów. Na przykład redukcja tarcia powietrza w samochodach marki Daimler Benz, luksusowe wnętrza samochodów BMW czy Audi. Polscy inżynierowie pracują w Niemczech przy przedsięwzięciach związanych ze sportem samochodowym, konstrukcją i produkcją aut osobowych, nowoczesną koleją, inżynierią kosmiczną, konstrukcją samolotów lub podzespołów — wylicza Michael Mathias.
Propozycji pracy kontraktowej w Niemczech na próżno jednak szukać w gazetach czy portalach z ogłoszeniami o wakatach.
— Inżynierów szukamy sami, niejednokrotnie z dużym trudem. Teraz mamy ofertę dla inżyniera, który podejmie się bezprzewodowego skorelowania pracy telefonu komórkowego z samochodem — mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering Polska.
Młody, przegrany
Co się liczy przede wszystkim dla niemieckiego pracodawcy?Ważne jest doświadczenie w określonej branży i znajomość niemieckiego, mile widziane jest też posługiwanie się angielskim. Propozycje pracy dotyczą głównie kilkuletnich kontraktów.
— Niemieccy inżynierowie nie chcą pracować za mniej niż 80 euro netto za godzinę. Polski inżynier decyduje się na wyjazd już za 40-50 euro — twierdzi Michael Mathias. Ale takie stawki i tak sprawiają, że polskim pracodawcom trudno konkurować o najlepszych inżynierów.
— W Polsce brakuje około 10 tysięcy inżynierów i mimo że coraz więcej młodych ludzi podejmuje takie studia, to nasz przemysł także szuka ludzi z wąską specjalizacją i doświadczeniem — zauważa Tomasz Szpikowski. Jego zdaniem problem wynika z tego, że zbyt ogólnie i sztampowo kształci się w Polsce inżynierów, którzy po studiach stają się pracownikami od wszystkiego, podczas gdy na rynku szuka się unikatowych umiejętności. Rozwiązaniem mogłyby być roczne lub półroczne staże i praktyki, do których dopłacałby rząd. Inną propozycją Tomasza Szpikowskiego jest zachęcanie do sytuowania w strefach ekonomicznych centrów badań inżynieryjnych, na przykład dzięki obniżeniu podatków pod warunkiem zatrudniania młodych polskich inżynierów.
— Takie centra często powstają w Azji, gdzie inżynierowie pracują nad produktami, których praktycznie nie znają. A w inżynierii nie chodzi tylko o to, żeby było najtaniej, ale także najlepiej — dodaje Tomasz Szpikowski.