Irytacja inwestorów rośnie, urzędnicy zwlekają

Dorota Wojnar
opublikowano: 2009-11-19 00:00

Firmy, które otwierają w Polsce centra usług, zatrudniają tysiące osób. Rząd deklaruje pomoc finansową, ale realnie robi niewiele.

Inwestorzy mają dość czekania na rząd. Zapowiadają cięcia projektów

Firmy, które otwierają w Polsce centra usług, zatrudniają tysiące osób. Rząd deklaruje pomoc finansową, ale realnie robi niewiele.

Zagraniczni inwestorzy, którzy dają pracę tysiącom ludzi, to w trudnych czasach nie lada gratka. Wiedzą o tym międzynarodowe koncerny, które od kilku lat otwierają w Polsce swoje centra usług. Liczą jednak na finansowe wsparcie rządu — dawno obiecane. Ale na razie na liczeniu się kończy, bo administracyjno-biurokratyczny chaos uniemożliwia im skorzystanie z rządowych grantów.

Pierwszy kwartał

Według danych Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ) obecnie w centrach usług pracuje około 45 tys. osób, a w przyszłym roku liczba ta ma sięgnąć 70 tys. Jeśli zarządcy koncernów, zirytowani ciągłym czekaniem na konkretne ruchy Ministerstwa Gospodarki (MG), nie zredukują zamierzeń.

Sprawa ciągnie się od miesięcy. Inwestorzy otrzymali listy intencyjne z Ministerstwa Gospodarki i PAIiIZ i teraz czekają na ruch Rady Ministrów — zatwierdzenie decyzji o przyznaniu grantu. I na najważniejszy konkret: pieniędzy.

— Sprawa dotyczy poważnych inwestorów, często powtórnie lokujących swoje biznesy w Polsce. Wszystkie dokumenty zostały podpisane, inwestycje ruszyły, jesteśmy w trakcie zatrudniania ludzi. Obawiamy się jednak tego, co się dalej wydarzy. Liczymy, że środki zostaną przekazane pod koniec 2009 r., najpóźniej w pierwszym kwartale 2010 r. — jednak i ten termin wydaje się coraz mniej prawdopodobny — mówi Jacek S. Levernes, prezes Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce (ABSL) i prezes Global e-Business Operations, centrów usług Hewlett-Packard w regionie EMEA.

Powtórny komunikat

Inwestorzy zapowiadają, że może dojść do sytuacji, że będą zmuszeni zmniejszać skalę projektów i redukować wielkość planowanego zatrudnienia. Zmiany w projektach spowodowałyby jednak konieczność ponowne negocjacje z rządem, oczekiwanie na decyzje — i tak w kółko.

— Obecnie nie jest nawet całkiem jasne, kto za co odpowiada i na jakie kroki administracji czekamy, aby granty na projekty — dzięki którym pracę dostaną tysiące ludzi — doszły do skutku — żali się Jacek S. Levernes.

Sprawę komplikują także zmiany w prawie. Pod koniec 2008 r. wieloletnie programy uzyskały rangę programu rozwoju.

— Zmiana ta spowodowała, że Ministerstwo Gospodarki skoncentrowało się na przygotowaniu kompleksowego "Programu wspierania inwestycji o istotnym znaczeniu dla gospodarki polskiej", w oparciu o który przyjmowane miały być poszczególne projekty wsparcia. Z uwagi na przedłużające się prace nad programem obecnie wsparcie przyznawane będzie nadal przez Radę Ministrów. Pierwsze projekty powinny zostać przyjęte w grudniu, co umożliwi płatności jeszcze w tym roku — tłumaczy MG w komunikacie brzmiącym identycznie, jak przesłany do redakcji "PB" jeszcze w połowie października.

Za wysokie progi

Obok kilkumiesięcznych opóźnień inwestorom ciąży także biurokratyczny bałagan i brak informacji.

— Oczekujemy większej elastyczności administracji, a także swoistego kompendium wiedzy na temat tego, z jakich innych źródeł możemy uzyskać dofinansowanie — mówi Krystian Bestry, dyrektor zarządzający zlokalizowanego w Łodzi Infosys BPO Poland, który zatrudnia 900 osób, z czego 80 proc. to absolwenci szkół wyższych.

Jednym z takich źródeł są m.in. fundusze unijne. Krystian Bestry twierdzi, że sprawa nie jest prosta.

— W przepisach ustanowiono za wysokie progi kosztów, które musi ponieść inwestor przy realizacji projektu. To przepisy dopasowane do skali firm produkcyjnych. Ot- wierając centrum usług, gdzie największym kapitałem są ludzie, trudno jeszcze o inwestcje rzędu 100-500 tys. euro. Dodatkowo znaczna część funduszy skierowana jest dla nowych firm, a nie już istniejących — uważa Krystian Bestry.

Dorota Wojnar