Jacek Zalewski typuje sukcesy i porażki miesiąca

opublikowano: 28-03-2019, 22:00

W górę

Grażyna Ciurzyńska

Pierwsza kobieta na czele Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH), z uwzględnieniem dziejów jej poprzedniczek od 1989 r.: Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych (PAIZ) i Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ). Grażyna Ciurzyńska powołana została na p.o. prezesa PAIH, albowiem wygrała konkurs na stanowisko członka zarządu. Obecnie organ ten jest dwuosobowy, w razie różnicy zdań rozstrzyga głos p.o. prezesa. Na bazie PAIIZ nową PAIH organizował i przez 2,5 roku kierował nią Tomasz Pisula, który w styczniu niespodziewanie odszedł. Jego następczyni była ostatnio dyrektorem departamentu w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii, a pracę w administracji rządowej rozpoczęła w 1991 r. w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych. Doświadczenie zawodowe zbierała jednak w bankowości, m.in. w Powszechnym Banku Kredytowym, Kredyt Banku i BGŻ BNP Paribas, zajmując się rynkiem płatności i kart bankowych. P.o. prezesa PAIH wypada życzyć udźwignięcia odpowiedzialności, albowiem ze sprawnością agencji związane są wielkie nadzieje przedsiębiorców. PAIH otworzyła już ponad 70 biur zagranicznych, które mają się różnić jakościowo od zlikwidowanych wydziałów ekonomiczno-handlowych ambasad i konsulatów. Wkrótce zacznie się sprawdzanie efektów przemiany PAIIZ w PAIH.

Aleksandra Dulkiewicz

Wyniki przedterminowych wyborów prezydenta Gdańska były tzw. oczywistą oczywistością. Najbliższa współpracowniczka i naturalna następczyni tragicznie zmarłego Pawła Adamowicza zdobyła 82,22 proc. ważnych głosów przy względnie niezłej frekwencji 48,67 proc. Przed rzuconą na głęboką wodę Aleksandrą Dulkiewicz wielkie zadania. Nie chodzi tylko o zarządzanie ponad 460-tysięcznym miastem. Gdańsk to przecież gród wolności i solidarności, filar frontu oporu suwerena z wielkich miast przeciwko zagarnianiu samorządu przez władzę rządową. Kibice spoza miasta trzymają kciuki, zwłaszcza za uchronienie Europejskiego Centrum Solidarności przed wpadnięciem tej znakomitej placówki w ręce tzw. dobrej zmiany.

W dół

Wojciech Sobieraj

Stworzony przez niego Alior Bank był największym od 1974 r. start- -upem bankowym w Europie. Łączył działalność tradycyjną z nowinkami technologicznymi, co tworzyło „wyższą kulturę bankowości”. Wojciech Sobieraj prezesem Aliora był w latach 2008-17, wprowadzając swoje dziecko w 2012 r. na GPW, do WIG20 i pierwszej dziesiątki polskich banków. W zestawieniu z takimi osiągnięciami szokują informacje o wielkim udziale Alior Banku w aferze funduszy W Investments (WI), w których prawie 2 tys. klientów utopiło niemal 0,5 mld zł. Dystrybucją toksycznych papierów bank zajął się wkrótce po debiucie giełdowym. Z protokołu KNF wynika, że doszło do ponad 30 naruszeń przepisów — od ustawy o obrocie instrumentami finansowymi po regulaminy wewnętrzne. Nic dziwnego, że obecnie stałymi „klientami” Alior Banku stali się agenci CBA i prokuratorzy. Obecny zarząd już dawno odciął się od epoki założyciela zmianą hasła marketingowego na „Wyższa kultura — bank nowości”, obecnie zaś musi zjadać żabę WI. Wojciech Sobieraj deklaruje gotowość wyjaśnienia dystrybucji fatalnych funduszy i buduje nowy bank Vodeno. Hasło marketingowe jeszcze nie zostało ujawnione.

Jeremy Powell

Mianowany przez prezydenta Donalda Trumpa w lutym 2018 r. szef Rezerwy Federalnej w pierwszym roku kadencji reagował czterema podwyżkami stóp na rosnącą inflację i sztuczne rozgrzanie koniunktury cięciami podatkowymi. Po krytyce ze strony prezydenta, zahaczającej o oczekiwanie złożenia przez szefa Fed dymisji, od początku 2019 r. Jeremy Powell zmienił jednak zdanie i zgodnie z oczekiwaniami lokatora Białego Domu obrał kurs na złagodzenie polityki monetarnej. Szef banku centralnego USA miał wybór między kapitulacją a recesją — i skapitulował. Jego gołębia taktyka to kupowanie czasu i jedynie odpychanie recesji w kalendarzu. Gigantyczna bańka finansowa nie rozwiewa się, lecz coraz bardziej nabrzmiewa. Ciekawe, czy Jeremy Powell jej pęknięcia doczeka na stanowisku…

Sukces

Dwie dekady w najsilniejszym sojuszu świata

Niniejsze wydanie magazynu ukazuje się między 12 marca — gdy Polska, Czechy i Węgry obchodziły 20. rocznicę przystąpienia do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) — i 4 kwietnia, gdy cały sojusz będzie obchodził 70. rocznicę podpisania w Waszyngtonie traktatu założycielskiego. Zawężając obchody do naszego wątku, trzeba obiektywnie uznać, że dwie dekady członkostwa Polski to autentyczny sukces przez wielkie S. Takie jest powszechne przekonanie społeczeństwa i wszystkich liczących się sił politycznych. W 1999 r. o akcesji Polski do NATO zdecydowała wyłącznie klasa polityczna, bez przeprowadzania referendum, które okazało się konieczne przed przystąpieniem w 2004 r. do Unii Europejskiej. Parlament był jednak do podjęcia tak wiekopomnej decyzji w pełni uprawniony, co potwierdziły wyniki głosowań nad ustawą ratyfikacyjną. Sejm uchwalił ją stosunkiem 409:7, przy 4 głosach wstrzymujących się i 40 posłach (to jednak sporo) nieobecnych. Senat zaś zatwierdził bez poprawek 92:2, przy 1 głosie wstrzymującym się i 5 senatorach nieobecnych. Obie izby były w 1999 r. pęknięte podobnie głęboko jak dzisiaj, ale do NATO wszyscy mieli stosunek jednakowy. Trzeba oczywiście wziąć poprawkę na okoliczność, że sojusz bardzo rzadko sprawdza swoją siłę w działaniach militarnych na podstawie art. 5 traktatu — obecnie prowadzi je w Afganistanie, gdzie zresztą giną nasi żołnierze. Potęga odstraszająca NATO pozwala jednak Polakom żyć bezpiecznie i obronność kraju sprowadzić do manewrów i wyposażania armii w nowy sprzęt. Przygotowujemy się do hipotetycznej wojny, ale dla trwałego utrzymania pokoju — dosłownie odczytując klasyczną rzymską dewizę „Si vis pacem, para bellum”.

fa44e31e-90f7-11e9-bc42-526af7764f64
Poza scenariuszem
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE
Poza scenariuszem
autor: Marek Wierciszewski
Wysyłany co dwa tygodnie
Marek Wierciszewski
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Porażka

Tragiczne następstwa błędu producenta

Przyczynykatastrofy samolotu Ethiopian Airlines 10 marca 2019 r., niemal identyczne jak maszyny indonezyjskich linii Lion Air 29 października 2018 r., szokują lotniczy świat. Nie ma już wątpliwości, że najnowocześniejszy produkt koncernu Boeing, czyli model B737 MAX 8/9, został… przekomputeryzowany w stosunku do poziomu wyszkolenia większości pilotów przyzwyczajonych do wcześniejszych wersji B737. Tragiczny paradoks polega na tym, że pułapka została zastawiona dla poprawy bezpieczeństwa, by przeciwdziałać tzw. przeciągnięciu. Stało się ono przyczyną m.in. słynnej katastrofy maszyny A330 linii Air France, która w 2009 r. na trasie z Rio de Janeiro do Paryża spadła do Atlantyku. Zdezorientowani wskazaniami prędkościomierza piloci coraz bardziej zadzierali dziób, aż doprowadzili samolot do punktu szczytowego, z którego poszedł ostro w dół. Boeing zainstalował w modelu MAX mechanizm przeciwprzeciągnięciowy, tyle że zapomniał wstawić do programu dezaktywację nagłego skierowania dziobu w dół. Egzemplarzy B737 MAX lata około 370, zaś ponad 5 tys. zostało już zamówionych. Boeing do kwietnia ma przeprogramować wszystkie maszyny i wprowadzić procedury ratunkowe. Niestety, obie tragedie nowoczesnego modelu potwierdzają, że historia lotnictwa naprawdę jest krwią pisana…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy