Pod koniec marca poznański sąd zdecydował o upadłości likwidacyjnej Ferm Drobiu Borkowski (FDB), które do niedawna chwaliły się produkcją 5,5 mln jaj dziennie.
— O zmianę upadłości układowej na likwidacyjną wnioskował sam dłużnik. Argumentował, że nie powiodły się rozmowy z litewskim inwestorem, który miał dokapitalizować spółkę, a tym samym nie jest ona w stanie powrócić do produkcji — mówi Łukasz Grenda, syndyk FDB.
Producenci jaj nie radzą sobie z jajecznymi górkami i dołkami. W 2010 r. jedliśmy 202 jaja na osobę rocznie, a w 2012 r. już tylko 140. Kolejne lata przyniosły tylko niewielkie odbicie spożycia.
Trwa przetarg na dzierżawcę ferm i odchowalni w Barłożni Wolsztyńskiej, Adamowie, Dusznikach, Kąkolewie i Jabłonnie — nowoczesnych i mocno doinwestowanych.Tajemnicą poliszynela w branży było to, że FDB włożyły w produkcję ogromne pieniądze i przeinwestowały, chcąc zostać liderem rynku.
— Najlepszym rozwiązaniem byłoby znalezienie jednego dzierżawcy, choć zdajemy sobie sprawę, że przy tak dużych obiektach może to być trudne. Pierwsi zainteresowani już są — twierdzi Łukasz Grenda. Producenci jaj narzekają kolejny rok z rzędu na niekorzystną sytuację rynkową.
— To dzisiaj mało rentowny biznes i nawet ci gracze, którzy mają kilkudziesięcioletnie doświadczenie, mierzą się z różnymi problemami. Ceny są niekorzystne i świadczą najwyraźniej o tym, że pogłowie kur w Europie jest za duże — uważa Rafał Ratajczak, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz. © Ⓟ