Szef personalny pewnej firmy opowiada, że na stanowiska handlowców zatrudnia wyłącznie młodych, samotnych mężczyzn. Są tak obciążeni psychicznie i fizycznie, że wytrzymują najwyżej kilka lat i zastępuje się ich nowymi. Inny HR-owiec, przyjmując nowego pracownika, informuje go, że część pensji dostanie w formie stałego zlecenia. Tyle że musi podpisać oświadczenie, iż nie chce, by od tej części wynagrodzenia potrącano składki na ZUS.
Pracownik godzi się i podpisuje, bo zależy mu, żeby w ogóle dostać robotę. Wszystko OK? Niby tak. I pracownik, i firma coś zyskują. Pierwszy — środki do życia, druga — możliwość działania i konkurowania. Ale obiektywnie pracownik traci, nawet jeśli bardziej lub mniej świadomie się na to godzi — np. przyszłą emeryturę, zdrowie, dobre relacje z bliskimi. No i bierze udział w — najlepszym razie — naciąganiu prawa.
Czy dyrektor HR powinien w takich sytuacjach protestować przeciw łamaniu prawa i szkodzeniu ludziom, czy zachować lojalność wobec firmy i szefów? Czy usprawiedliwia go obawa o własną posadę, czy może powinien wygarnąć pryncypałowi (gdy ten hołduje XIX-wiecznemu wzorcowi kapitalisty), co o nim myśli i rzucić firmę w diabły? A może najważniejsze jest jednak co innego — że przecież firma daje pracę i możliwość utrzymania rodziny? Że gdyby pedantycznie stosowała przepisy, toby padła, a ludzie wylądowali na bruku?
Szefowie HR stają wobec wielu — mniej lub bardziej dramatycznych — dylematów. Wszak ich profesja najbardziej w firmach związana jest na co dzień z ludźmi i ich sprawami. Może dobrze więc się stało, że Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami i Klub Lidera Zarządzania Zasobami Ludzkimi przygotowują właśnie kodeks etyki dyrektora personalnego.
W środowisku krążą różne opinie na temat pożądanej zawartości takiego kodeksu. Są też głosy podważające sens jego tworzenia. Jedni uważają, że i tak nie da się wyegzekwować słusznych haseł. Inni podnoszą argument bardziej zasadniczy: — Mamy prawo, w tym kodeks pracy, a także dekalog — po co mnożyć kolejne zakazy i nakazy — mówią.
No bo rzeczywiście — niby dlaczego ktoś ma być tylko etycznym HR-owcem, a nie po prostu porządnym człowiekiem, który w każdej życiowej sytuacji zachowuje się przyzwoicie? Ale z drugiej strony — taki kodeks nikomu nie szkodzi. A jeśli pomoże niektórym szefom personalnym rozstrzygnąć, jak postąpić w konkretnych sytuacjach — choćby takich, jak tu opisane — to tym lepiej.