Tylko przez trzy miesiące od wybuchu wojny w Iranie Polska musiała zwiększyć wydatki na import paliw z zagranicy o około 7 mld zł. Będąc w istotnym stopniu zależnym od importu nasz kraj jest narażony na skutki kryzysów surowcowych nie tylko w aspekcie energetycznym, ale też makroekonomicznym.
Pogarszające się saldo handlowe mogło teoretycznie obniżyć wiarygodność kraju w oczach inwestorów. Tak na przykład stało się w drugiej połowie 2022 r., gdy z powodu załamania salda handlowego rząd miał problem ze sprzedażą obligacji skarbowych.
Jednak tym razem saldo handlowe Polski jest zaskakująco odporne na skutki kryzysu energetycznego, ponieważ równolegle z importem przyspieszył też eksport. Wprawdzie w maju w saldzie eksportu i importu towarami odnotowany został deficyt na poziomie 5 mld zł (według danych NBP), ale ten deficyt był o 1,9 mld zł mniejszy niż rok temu. Co więcej, lekka poprawa wystąpiła w całym rachunku obrotów bieżących, który oprócz handlu towarami uwzględnia też handel usługami oraz płatności z tytułu odsetek, dywidend i transferów rządowych oraz prywatnych.
To wszystko oznacza, że równowaga zewnętrzna polskiej gospodarki jest w tym roku wyższa niż w zeszłym, mimo że musimy znacznie więcej płacić za dostawy paliw. Najciekawsza miara tej równowagi jest taka, że deficyt na rachunku obrotów bieżących w ciągu trzech miesięcy do maja wyniósł około 0,9 proc. PKB (po korekcie o sezonowość). Rok temu o tej porze było to 1,1 proc. Dla porównania — Rumunia, która przeszła w ostatnim roku prawdziwy kryzys bilansu płatniczego, miała ten deficyt na poziomie 8 proc. PKB.
Do utrzymania stabilności zewnętrznej gospodarki przyczyniło się przyspieszenie eksportu, a tam jedną z najważniejszych ról odegrały miedź i srebro. Eksport miedzi i srebra zwiększył się o 50 proc. rok do roku, głównie dzięki wyższym cenom metali. W dużej mierze odpowiada za to oczywiście koncern wydobywczy KGHM. Wprawdzie część eksportu może być realizowana przez re-eksport i sprzedaż złomu, ale ma to ograniczony wpływ na całe saldo handlowe.
I tak w ciągu trzech miesięcy do maja nasze saldo handlu srebrem i miedzią poprawiło się o ponad 2,5 mld zł, co w dużej mierze amortyzowało pogorszenie salda handlu paliwami (tam spadek wyniósł 4,5 mld zł).
Oczywiście trudno tłumaczyć zmiany polskiego handlu wyłącznie kilkoma grupami towarowymi. Opisane zmiany są jednak przejawem szerszego zjawiska. Polska w czasie hossy surowcowej nie traci tak konkurencyjności międzynarodowej jak w przeszłości. Jesteśmy nie tylko importerem, ale też eksporterem ważnych surowców. W ten sposób bardzo wysoka dywersyfikacja polskiej bazy przemysłowej wspiera ogólną stabilność makroekonomiczną.
