Szyją bieliznę dla kobiet odważnych i ekspresyjnych, które wiedzą, czego chcą. Popyt w Europie potwierdza, że to dobry pomysł.
O założeniu firmy szyjącej biustonosze Kinga Lesisz pomyślała w 1993 r., gdy upadła białostocka spółdzielnia Wzorcowa, jeden z czołowych kiedyś polskich zakładów z branży producentów bielizny.
— Jak każda kobieta lubię ładną bieliznę, dlatego zainteresowałam się tą branżą. Po likwidacji Wzorcowej zostało wiele wykwalifikowanych szwaczek. Mogliśmy je przejąć i zatrudnić. Nie trzeba było ich przyuczać do zawodu — wspomina Kinga Lesisz, właścicielka firmy Kinga.
Firmę założyła rok później w małym garażu. Załogę stanowiły: właścicielka i cztery szwaczki. Szyły klasyczne miękkie biustonosze.
— Były wygodne, przyjazne dla ciała, ale wyglądały przeciętnie. Sztywna koronka, średni wzór i tkanina. Dziś nie mogłabym czegoś takiego produkować — śmieje się Kinga Lesisz.
No i należało je jeszcze sprzedać.
— Nie było wyspecjalizowanych sklepów z bielizną. Chodziłam od hurtowni do hurtowni, od drzwi do drzwi. W końcu zaczęliśmy sprzedaż od sklepów ogólnoprzemysłowych — typu GS czy Społem — opowiada właścicielka firmy.
Klient rządzi
Przełomowy okazał się rok 1997.
— Wtedy zaczęliśmy bezpośrednio współpracować z włoskimi producentami. Pojawiły się nowe koronki, dzianiny, zestawienia, co dało nam większe pole do popisu w projektowaniu i szyciu. Poprawiły się wzory, materiały, pojawiły się piękne hafty i pokazaliśmy, że polska firma nie ustępuje zachodnim — mówi szefowa Kingi.
Nie zgadza się z opinią, że wtedy łatwiej się sprzedawało, bo klienci mieli mniejsze oczekiwania.
— Odbiorcy byli bardzo wymagający. Dzięki nim zaczęliśmy zwracać uwagę na różne sprawy. Na przykład stosowaliśmy druty okrągłe, a włoski klient wymusił stosowanie płaskich. Były regulatory plastikowe, on pytał o metalowe. Były haftki pojedyncze, on chciał z podwójną regulacją. Musieliśmy się całkowicie przestawić — opowiada Kinga Lesisz.
Produkcja się rozwijała. Firma wytwarzała już 10 tys. sztuk bielizny miesięcznie. Ale miała też problemy.
— Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej i eksport przypominał drogę przez mękę z powodu niezbędnych dokumentów. Dlatego wejście do Unii jest dla nas prawdziwym błogosławieństwem — ocenia Kinga Lesisz.
Przekonali Europejki
Dziś majtki i biustonosze Kingi można kupić w największych galeriach handlowych i w sklepach w Niemczech, Francji, Rosji czy na Ukrainie.
— Produkujemy z tych samych surowców co renomowane firmy zachodnie, nie odbiegamy od nich wzornictwem ani jakością, a wygrywamy cenowo — podkreśla Kinga Lesisz.
Hafty i dzianiny sprowadza z Francji, Włoch, Niemiec i Szwajcarii. Kinga ma też jedną z najnowocześniejszych w branży technologię produkcji. Jako jedyna firma bieliźniarska w Polsce wykorzystuje koronkę ciętą laserowo, dzięki czemu jest ona wyjątkowo delikatna, miękka i sprężysta. Kilkanaście lat temu szwaczki Kingi szyły biustonosz przez trzy godziny. Teraz jeden powstaje w 15 minut.
Trendy z Paryża
Bielizna Kingi zdobiła modelki m.in. w „Playboyu”, „CKM” i na zagranicznych pokazach mody. Specjalnością firmy są biustonosze typu „push up”, czyli podnoszące, modelujące biust. To aż 90 proc. produkcji, reszta to biustonosze miękkie.
— Nasza bielizna jest odważna, kolorowa, z falbankami i koronkami. To oferta dla kobiet ekspresyjnych, wyzwolonych, które wiedzą, czego chcą. Nasze klientki nie boją się pokazywać jej przy dekoltach i prześwitujących bluzkach. Kupują u nas zarówno panie, które mają 15 lat, jak i 40-letnie — podkreśla Kinga Lesisz.
Skąd wie, co będzie modne? Najlepszym źródłem są branżowe targi w Paryżu i Lyonie. Obecność obowiązkowa.
— Tam o nowościach i kanonach można się dowiedzieć z dwuletnim wyprzedzeniem. Informacje o kolorystyce i wzorach to pomoc konkretna i nieoceniona. Dopasowujemy się — i zawsze trafiamy — uśmiecha się Kinga Lesisz.
Na eksport idzie prawie połowa produkcji. Ale właścicielka nie myśli o podboju Europy.
— Zależy nam głównie na rodzimym rynku i satysfakcji polskich klientek. Eksport powoduje rozkwit firmy i zwiększa rozpoznawalność marki, ale jestem realistką i wiem, że do sukcesu na Zachodzie jeszcze daleka droga — uważa Kinga Lesisz.
Tajemnica sukcesu firmy?
— Fachowa, kreatywna kadra i dopracowane projekty, które jak najbardziej podkreślają kobiecość. Po prostu tworzymy bieliznę, którą same chciałybyśmy nosić — tłumaczy z uśmiechem Kinga Lesisz.
