Prowadzę firmę usługową. Lokalna gazeta opublikowała bardzo nieprzychylny artykuł o nas w związku z przetargiem, który wygraliśmy. Na dodatek jest w nim zapowiedź „dalszego śledztwa”. Zarzuty są bezsensowne. Czy możemy żądać sprostowania?
- Przede wszystkim, dziennikarz bardzo rzadko bywa faktycznie wrogo nastawiony. Nieprzychylne opinie w tekstach wynikają najczęściej z braku informacji. Zdarza się, że dziennikarze nie weryfikują źródeł wiadomości i opierając się na przykład na plotkach, przygotowują „sensacyjny” materiał. Najlepszą drogą jest przekazanie autorowi prawdziwych, pełnych wiadomości, by zapobiec powstawaniu następnych niekorzystnych tekstów.
Można wystąpić z wnioskiem o publikację sprostowania, jeśli podane wiadomości są nieprawdziwe. Redaktor naczelny tytułu musi opublikować sprostowanie w ciągu siedmiu dni od otrzymania pisma w tej sprawie. Prawo prasowe tę kwestię opisuje bardzo szczegółowo — włącznie z możliwymi przyczynami odmowy publikacji sprostowania, jego dopuszczalnej objętości etc.
Pytanie o celowość występowania o jego wydrukowanie jest jednak zasadne. W praktyce często się okazuje, że lepszą taktyką bywa rozmowa z dziennikarzem.
Jeśli artykuł o przetargu oparto na nieprawdziwych informacjach, najlepiej skontaktować się z autorem i zaproponować spotkanie. Podczas osobistej rozmowy można przekazać mu informacje, które wyjaśnią nieporozumienie i pokażą prawdziwą sytuację. Warto dobrze się przygotować do takiego spotkania. Jak wynika z opisu, autor artykułu ma już opinię o przebiegu przetargu i zwykłe zapewnienie o etycznym postępowaniu pańskiej firmy mu nie wystarczy. Najlepiej przygotować kopie dokumentów potwierdzających udział w przetargu, historię udziału w nim firmy itp. Rozmowa będzie też zapewne okazją do przedstawienia firmy dziennikarzowi. Warto przygotować podstawowe materiały informacyjne o przedsiębiorstwie, wskazać jego osiągnięcia i opowiedzieć o planach.
Oczywiście kontakt z autorem artykułu to niejedyna droga. Może się przecież zdarzyć, że dziennikarz ma emocjonalny stosunek do swoich tez na temat przetargu i nie trafią do niego żadne argumenty. Wtedy można spróbować skontaktować się z kimś z redakcji o bardziej obiektywnym spojrzeniu, kto potraktuje sprawę z większym zrozumieniem — z szefem działu czy z redaktorem naczelnym. Otwarty konflikt lub bardzo sformalizowany dialog z odwołaniami do aktów prawnych regulujących pracę mediów rzadko jest dobrym wyjściem. Żądanie sprostowania zdecydowanie radzę odłożyć na później i rozpocząć po prostu od dialogu w przyjaznej atmosferze.
Monika Jasłowska, konsultant On Board PR