Jak rozciągnąć za krótką kołdrę

04-03-2018, 22:00

Mamy piąty rok perspektywy 2014-20, tymczasem pieniądze spójnościowe wydane zostały w 10 proc.

Komisja Europejska (KE) projekt ram finansowych Unii Europejskiej (UE) na siedmiolatkę 2021-27 opublikuje 2 maja, pozostały zatem dwa intensywne miesiące. Wspólny budżet dotychczas obejmuje 1 proc. zsumowanego PKB państw członkowskich. Wskaźnik mniejszy na pewno nie będzie, natomiast o każdą dziesiątą część punktu procentowego więcej toczy się ostra walka. Suma składki odchodzącego Zjednoczonego Królestwa oraz kosztów nowych polityk, np. bezpieczeństwa czy imigracyjnej, przy utrzymaniu rozmiarów spójnościowej i rolnej — to rocznie 20-22 mld EUR. Wielkość budżetu powinna zatem wzrosnąć nawet do… 1,3 proc. PKB wspólnoty. Przynajmniej tak szacuje Parlament Europejski (PE), który tworzy z KE wspólny front instytucjonalny. Idea większego budżetu zyskuje naturalne poparcie państw beneficjentów, które nawet po zwiększeniu własnych składek i tak skorzystają. Dlatego np. Grupa Wyszehradzka widziałaby poziom 1,1 proc. PKB. Na drugim biegunie znajdują się niektórzy płatnicy netto, na czele z Holandią i Austrią, wykluczający odpis ponad 1,0 i argumentujący to dobrymi prognozami wzrostu unijnego PKB. Ale Niemcy, czyli największy płatnik netto, głównie za sprawą socjaldemokratów (którzy w niedzielę ostatecznie potwierdzili udział w rządzie) popierają wzrost wskaźnika. Wszystko zatem zależy od szacunku zysków/strat.

Zobacz więcej

Fundusze unijne bardzo realnie wspierają w Polsce nadrabianie braków infrastrukturalnych. Fot. Andrzej Rubis - Forum

Odrębnym tematem jest rozbieżność interesów po stronie wydatkowej. Płatnicy netto, czyli najwyżej rozwinięte państwa UE, podnoszą racjonalny argument za ograniczeniem pieniędzy na politykę spójności, tak ważną dla Polski. Otóż mamy już piąty rok perspektywy 2014-20, tymczasem pieniądze spójnościowe wydane zostały zaledwie w 10 proc. Lepszy jest odsetek podpisanych umów — 40 proc. Polska w wykonywaniu tzw. koperty narodowej wcale nie jest lepsza od unijnej średniej. Beneficjenci odbijają zarzuty naturalną kumulacją wydatków pod koniec każdego okresu rozliczeniowego. UE już dawno przyjęła zasadę N+2, a teraz wspomina się nawet o N+3, czyli perspektywa nominalna 2014-20 realizacyjnie stałaby się okresem… 2017-23. Taka krocząca ułomność budżetowa powinna jednak zostać zastopowana i według płatników netto — nadarza się okazja. W każdym razie wieloletnie koperty narodowe nienaruszalne są zapewne ostatni raz.

Dla ekipy tzw. dobrej zmiany gorsza jest inna wiadomość. Otóż w instytucjach UE konkretyzuje się koncepcja połączenia wysokości budżetowych pieniędzy z realizacją wspólnej polityki imigracyjnej, a także traktatowych zasad praworządności. Zgodnie z literą unijnego prawa ciężko znaleźć formułę finansowego karania na przykład rządu PiS — a w efekcie naszej gospodarki i generalnie społeczeństwa. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by na traktatowej podstawie stworzyć fundusze dostępne wyłącznie państwom niemającym zarzutów o naruszanie traktatowych fundamentów lub nieuczestniczenie w solidarnym rozwiązywaniu problemu imigrantów. W uproszczeniu byłoby to przeniesienie części pieniędzy ze stałej pensji do kategorii premii, a następnie jej nieprzyznanie. Zarówno psychologicznie, jak i kwotowo równałoby się ukaraniu, ale w traktatowych białych rękawiczkach. Wojna PiS z unijnymi instytucjami może w siedmiolatce budżetowej 2021-27 znaleźć właśnie taki finał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Jak rozciągnąć za krótką kołdrę