Konstytucyjnie to organ wyłącznie doradczy, o decyzyjności zerowej, podobnie do równie fasadowej Rady Gabinetowej – ale liczy się polityczny gest. RBN ostatnio zebrała się 10 marca 2020 r., na początku inwazji SARS-CoV-2, i późniejszy rozwój epidemii w Polsce dowiódł, że pożyteczność tamtej dyskusji dla taktyki walki z zarazą – bo strategii nie ma i nie było – okazała się niska. Posiedzenie RBN zawiera jednak ważny pierwiastek polityczny, albowiem poza aktualną wierchuszką władzy skupia szefów wszystkich parlamentarnych partii, ich klubów czy nawet kół – czyli także opozycję. Notabene mogą być zapraszani również byli prezydenci i premierzy, ale o takim rozszerzeniu składu na 28 stycznia jakoś nie słychać – wtedy na liście musiałby się przecież znaleźć m.in. Donald Tusk, uznany przez PiS oraz jego miecz propagandowy TVP za wroga publicznego numer jeden. Ciekawe, że miraż znaczenia RBN wykorzystywany jest przez obie strony – opozycja, wielokrotnie postulująca zwołanie posiedzenia, łudzi się nadaniem jej jakiejś tam współdecyzyjnej podmiotowości, natomiast prezydent wyciągnięciem ręki właśnie stwarza taką ułudę.
Bardziej skonkretyzowane jest inne wyciągnięcie ręki do wrażej dotychczas strony – przez premiera Mateusza Morawieckiego. We wtorkowym trzygodzinnym spotkaniu w KPRM uczestniczył również nadpremier Jarosław Kaczyński. Prawdziwym jego celem było zebranie w Sejmie większości dla kolejnej, ale tym razem nietypowej ustawy antycovidowej. Na posiedzeniu w środę-czwartek 26-27 stycznia zostanie przedłożone do drugiego czytania tzw. lex Hoc, czyli poselski projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach poprawiających możliwość prowadzenia działalności gospodarczej w czasie epidemii. Poseł PiS Czesław Hoc firmuje m.in. pomysł ustawowej weryfikowalności przez pracodawców zaszczepienia się ich pracowników. W szeregach nie tylko Konfederacji, lecz także rządzącego klubu PiS znajduje się tak liczna grupa antyszczepionkowców, że uchwalenie ustawy przez Sejm (potem w Senacie nie będzie problemu) jest możliwe wyłącznie przy wsparciu ze strony rozsądnej większości opozycji, ponad głowami betonu ze wszystkich opcji, który na szczęście w sumie stanowi wyraźną mniejszość.

Dorobek ratunkowej debaty ponadpartyjnej na razie nie jest jasny. Uczestnicy ze wszystkich partii zgłosili tak wiele różnych pomysłów – łącznie z powszechnym obowiązkiem szczepień – że konieczne jest ich zebranie w formie projektu ustawowego. Strona rządowa zobowiązała się do błyskawicznej pracy, aby zdążyć jeszcze na tym posiedzeniu Sejmu. Najbardziej logiczne byłoby poprawienie i rozbudowanie już procedowanego lex Hoc, aby ustawowa nowelizacja ułatwiająca walkę z epidemią – zwłaszcza polskim przedsiębiorcom – wyszła z Sejmu jedna. Być może jednak brak czasu nie pozwoli na unifikację różnych zapisów i forsowane będą aż dwie ustawy na ten sam temat, co zresztą w praktyce PiS bywa procederem częstym. Dlatego tak naprawdę dowiemy się na czym stoimy nawet nie po rozpoczęciu się, lecz dopiero w trakcie środowo-czwartkowego Sejmu. Mimo wszystko jednak w koronawirusowej ciemności może zapalić się nieśmiało światełko i w najnowszych rozwiązaniach znajdą się jakieś zapisy rozsądne – zwłaszcza z punktu widzenia polskich przedsiębiorców – niekoniecznie z łaski najwyższego prezesa.