Marzec dla wielu upływa pod znakiem wielkiego postu — a więc wyrzeczeń i rezygnacji, dlatego dziś dominuje temat, który można nazwać „Tyłem do miasta”. Niekoniecznie oznaczać to musi worek pokutny, czasem tylko refleksję.
Styl Pochitonow
Ubrania Iwony Pochitonow? Autonomiczne, spójne, kobiece i szykowne. Firmę założyła w 1983 roku, kiedy w sklepach z tkaninami były pustki. Z siostrą Elą z farbowanych prześcieradeł tworzyły suknie, spódnice, bluzki i sprzedawały w trzech butikach w Warszawie. Kilka lat później Polki odkryły marynarki i garsonki, a Iwona świetnie potrafiła zaspokoić ich potrzeby. I tak zaczęła rozwijać się firma. Jej ubrania do pracy cechuje rzetelność wykonania i nonszalancja jednocześnie. Są niby to klasyczne, ale zawsze pojawia się coś, co dodaje kobiecie uroku i elegancji. Suknie wieczorowe to zupełna feeria pomysłów i odważnych rozwiązań. Tu ujawnia się talent i pasja autorki, która uczęszcza na Małopolski Uniwersytet Ludowy we Wzdowie, by uczyć się dawnych technik haftu, koronki, tkactwa, nizania koralików. Te rzadkie już umiejętności przydają się do jej kreacji. A zatem: głębokie dekolty, rozcięcia, zdobienia — na granicy elegancji i prowokacji. Na kobietę ubraną w jej stroje mężczyźni nie pozostają obojętni. A przecież o to — także — chodzi.
Iwona Pochitonow mieszka 40 km od Warszawy w brzozowym lesie. Siedlisko ulokowała nieco z dala od głównych dróg. Obie siostry z małżonkami wybudowały domy na dużej działce, gdzie znalazło się też miejsce na dom rodziców, a także starą studnię, brukowany podjazd, ukryte wśród krzewów latarnie. W ogrodzie — prócz kwiatów i roślin — rosną warzywa i zioła: obok kwiatów — dynia, iglaki przesłaniają rzędy pomidorów, bazylię, kępy oregano, tymianku i cząbru. Iwona i Ela robią przetwory, a także pesto, bo w ich domu króluje kuchnia włoska. Same pieką chleb z własnoręcznie mielonej pszenicy orkiszowej. Mimo sugestii klientek, nie otwierają salonu firmowego, bo wtedy nie miałyby czasu cieszyć się pracą w ogrodzie, nauką języków obcych, zwiedzaniem Włoch, nawet studiami nad koronką kołkową... Zarabiają mniej, by pieniądze, które mają, wydawać tak, jak chcą. Harmonia i spokój — to pierwsze wrażenie, jakie wynosi się z tego domu.
MILIMOI Art Cafe
Trochę podobny jest pomysł na życie dwóch dziewczyn, które w Podkowie Leśnej otworzyły knajpkę MILIMOI Art Cafe. Milena — ekolog z wykształcenia, i Agnieszka (pracowała wcześniej w zachodnim koncernie) połączyły siły i trochę „pod prąd” otworzyły kawiarnię tam, gdzie zwykle przyjeżdżało się spać. Dwa pokoiki urządzone bezpretensjonalnie — trochę w starociach, a trochę w dziełach sztuki zaprzyjaźnionych artystów — z porządnym, wielkim ekspresem do kawy. Podają ją na 20 sposobów — kawa MILIMOI ze śmietaną, wanilią, ozdobiona czerwonym serduszkiem to spécialité de la maison. Można zjeść tu pyszną tartę z malinami i świeżą bazylią i inne słodkości. Ale nie tylko — w kawiarni odbywają się warsztaty malowania na ceramice i szkle, w tłusty czwartek — Festiwal Pączka, a w Walentynki — pokaz tanga argentyńskiego. Przed świętami Wielkiej Nocy właścicielki urządzą kurs robienia wielkanocnych baranów, latem zapowiadają tygodnie warzyw; otwarty też będzie ogródek. Życie bez wielkiego miasta — wybrane świadomie — cieszy podwójnie. Po kilku tygodniach wyjazd do Warszawy staje się trochę męczącą wyprawą. Ale nie zamieniłyby już małej knajpki na pracę w wielkim przedsiębiorstwie. Dziewczyny dowiadują się codziennie, że takie miejsce, jak to, było w Podkowie potrzebne. Jeśli szukacie pomysłu na życie albo chociażby na niedzielny spacer — warto tu zajrzeć.
Stolica w CNN
W marcu modna będzie Warszawa. W pierwszych dniach tego miesiąca rozpoczęła się kampania promująca Warszawę jako stolicę kraju, do którego warto przyjechać. Od rozmaitych akcji promocyjnych, targów i od lat nieskutecznych zabiegów promocyjnych różni się profesjonalizmem i tym, że trafia do zaniedbanego pod tym względem dotychczas odbiorcy: na stronach internetowych CNN pod adresem www.destinationwarsaw.com/cnn znajdzie on świetnie wymyślony i przygotowany film reklamowy. Kampania potrwa do maja i powiązana będzie z 8. Wielkanocnym Festiwalem Ludwika van Beethovena. Są szanse, by pod koniec roku spoty reklamowe pojawiły się też w telewizji CNN. Pomysłodawcy przedsięwzięcia to fundacja Warsaw Destination Alliance, zrzeszająca szefów międzynarodowych sieci hoteli w Warszawie, oraz Henryk Szymański i jego agencja Henyo Behrent. Może dzięki tej akcji nadwątli się przaśno-kapuściany wizerunek Polski?
Memuar za memuarem
Wysypują się, jak grzyby po deszczu. Dla tych, którzy mądrość życiową czerpią z życia innych, są dobrą pożywką. Podobnie jak dla tych, którzy lubią poznawać kulisy życia sław albo po prostu smakować życie. Nie wspominam już o natłoku obserwacji obyczajowych, towarzyskich, politycznych. Można zacząć od Niny Andrycz „Bez początku, bez końca” — z arcyciekawym rozdziałem, którego bohaterem jest porucznik Jan Chyb (Andrycz w okowach dzikiej namiętności). Warto też zajrzeć do wspomnień Beaty Tyszkiewicz „Nie wszystko na sprzedaż”. Zachowując zapowiedzianą w tytule rezerwę, aktorka wspomina przedwojenne plamy słońca w Wilanowie, opisuje losy zawodowe i kulisy decyzji prywatnych. Książkę ilustrują zdjęcia, oddające klimat dawnych dni i przedstawiające Beatę Tyszkiewicz w pełni wyjątkowej urody. Zupełna nowość to „Od Holocaustu do Hollywood” Gene Gutowskiego. Roman Polański na obwolucie książki napisał: „Gene jest jedną z najważniejszych postaci w moim życiu, jestem mu głęboko zobowiązany za to, że umożliwił mi start mojej międzynarodowej kariery. Muszę jednak przyznać, że odczuwam lekką zazdrość na myśl o tym, że przeżył beze mnie pierwszą połowę swego życia”. Gene Gutowski przyjaźnił się z Flavio Biattore (tym od Formuły I) i z Warrenem Beatty, znał Vivtora Lownesa, który pomógł Hefnerowi stworzyć magazyn „Playboy”... Zawsze otaczały go piękne kobiety — u jego boku mogły liczyć na wyśmienite towarzystwo i zabawę z fantazją. Mam wrażenie, że książka Gutowskiego będzie dobrą lekturą przede wszystkim dla mężczyzn. Proszę tylko nie zazdrościć zanadto jej autorowi!
