Jak wam się podoba?

Anna Popek
opublikowano: 2004-04-29 00:00

Wnętrza, przedmioty, ludzie, obyczaje i sytuacje — coś, co lubię, co czasem także lubią inni, co może się spodobać także Wam. Z modą i pod prąd. Co miesiąc w Business Class.

„Córki Lota” Romana Praszyńskiego

Już pierwsze zdania „Córek Lota” Romana Praszyńskiego zwiastują zawartość: „Dwaj aniołowie zeszli z gór i stanęli pod murami Sodomy. (…) Pukamy czy przenikamy? — zapytał młodszy”. Autor porusza się w świecie biblijnym swobodnie, współcześnie i dowcipnie. Wydarzenia biblijne, legendy i opowieści z Tory i Koranu splatają się i uzupełniają. Inne interpretacje znanych — przeważnie tylko z kazań — historii nabierają życia, skłaniają, by pomyśleć o psychologicznych motywacjach znanych nam świętych postaci. Swobodny język, prawdopodobieństwo, szczegóły historyczne tworzą powieść zgrabną, w której (uwaga!) często i dobrze mówi się o kobietach. Ot, tak na przykład: „Mężczyzna bez żony to pół mężczyzny. Mężczyzna bez matki nie istnieje”.

Cinnamon

Ci, którzy kochają współczesność, lubią tempo i smak chwili, powinni koniecznie zajrzeć do pubu-restauracji Cinnamon w Warszawie, w biurowcu Metropolitan na pl. Piłsudskiego. Miejsca na wieczór trzeba rezerwować znacznie wcześniej, ale wariant na stojąco z drinkiem w ręku też bywa przyjemny. Od godziny 22, 23 do niezbyt przepełnionego wcześniej lokalu ściągają tłumy. Dobry DJ, muzyka klubowa, swoboda i jednocześnie trochę szpanerstwa ekscytują. Można tu się nie ubrać jakoś specjalnie, ale można też zaszaleć — na pewno ktoś to doceni. Można coś zjeść (nawet nieźle, choć karta niezbyt obszerna), można wypić drinka firmowego Cinnamon — bez alkoholu (są i wersje alkoholowe), pokołysać się, pobujać, potańczyć. Nowoczesny wystrój wnętrza, z dominującym czerwonym kolorem, na pewno działa stymulująco. No cóż, sezon białych nocy coraz bliżej. Na mapie miejsc imprezowych stolicy warto zaznaczyć i to...

Piękni mężczyźni

Mężczyźni „płascy jak opłatek”, o wypielęgnowanych dłoniach i gładkim czole? Przeciwnie — lubię, kiedy coś w ich stroju czy wyglądzie nie jest do końca doskonałe. Tyle że, myślę, wskutek zamiany ról społecznych, emancypacji płci może i mężczyznom dostać się jakiś kawałek tortu. Bo dlaczego niby nie mieliby korzystać z salonów kosmetycznych i fryzjerskich? Teraz, kiedy faceci odwiedzają takie przybytki, to — poza wyjątkami — znajdują się w nich z niejakim trudem: nadrabiają miną, są nadmiernie gadatliwi albo milczący, zafrasowani albo kolokwialni. Niepotrzebnie. Umberto Eco w powieści „Baudolino” opisuje, jak wiele zabiegów pielęgnacyjnych dla mężczyzn stosowano w Konstantynopolu na początku minionego tysiąclecia. I teraz dla zakładów kosmetycznych mężczyźni są znakomitą grupą klientów. Salon Sharley przy ul. Jana Pawła II otworzył część dla mężczyzn — jest tam dyskrecja, spokój, dobrzy fachowcy, no i męskie pisma do przeglądania pod suszarką. Da się tu skorzystać z zestawu dla dżentelmena (masaż, fryzjer, manicure i pedicure). Można się też obłożyć algami i poddać detoksykacji w tubie, wdychając relaksujące aromaty. W salonie Jacques Dessange w Atrium Plaza specjalizują się w kuracji aminexilem, hamującej wypadanie włosów, z czego wielu mężczyzn skwapliwie korzysta. Osobny VIP-owski salonik dla tych, którzy nie lubią zmieniać się na oczach innych... No i styliści i koloryści obowiązkowo konsultujący każdego klienta. Co ważne i w Polsce rzadkie: higiena — za każdym razem odkaża się wszystkie szczotki, grzebienie, nożyczki i inne utensylia. Namawiam panów do skorzystania z takich usług na wiosnę. Z umiarem.

Hotel Rialto

Piękna fasada, półokrągłe wejście, stylowo ubrany, dyskretnie elegancki portier, a w środku pochylone w rozmowie głowy gości restauracji — nad pięknie zastawionymi stołami. A nad wejściem stylowy napis „Hotel Rialto”. Dyskretna uroda miejsca. Spójne, wysmakowane wnętrza: w duchu art déco — tak konsekwentnie, że właściwie nawet klienci powinni tu wchodzić w strojach z epoki, by nie psuć wrażenia. Pietyzm w doborze wyposażenia, mebli, dodatków, znajomość rzeczy i umiejętność tworzenia klimatu. Ujęła mnie ławeczka w windzie — idealna, by przysiąść po szampańskiej nocy w drodze do jednego z 40 pokoi. Właściciele sami wyszukiwali meble i przedmioty, tworzące ten hotel (większość pochodzi z pierwszych dziesięcioleci zeszłego stulecia). Art déco — styl, który rozwój i sławę zawdzięcza Wystawie Światowej w Paryżu w 1925 r. — charakteryzował się „połamanymi” wzorami, czerpał z kubizmu, sztuki pierwotnej, egipskiej, z form przemysłowych... I takie meble można znaleźć. Ważnym atrybutem tego miejsca jest kuchnia, prowadzona przez znakomitego Kurta Schellera. Chociaż hotel działa od czerwca 2003 roku, już otrzymał kilka prestiżowych wyróżnień — nic dziwnego: niewiele miejsc ma moc przenosin w czasie.

Żurawina

6 lat temu w jakiejś sprawie odwiedziłam Małgorzatę Niezabitowską. Poczęstowała mnie herbatą, a sama popijała wodę z cytryną. Pomyślałam: słuszne, zdrowe, lecz paskudne. Ale to, co zdrowe, nie musi budzić niechęci podniebienia... Trudno mówić o triumfie medycyny naturalnej, bo cały czas pulsowała gdzieś obok białych kitli, ale na pewno coraz więcej szacunku towarzyszy jej mistrzom. Tym bardziej, że co rusz jakieś badania kliniczne potwierdzają skuteczność działania naparu z bratka czy innego ziela. Teraz na przykład Akademia Medyczna w Warszawie zbadała, udowodniła i obliczyła że świetnym naparem, zabijającym bakterie i wymiatającym wolne rodniki przyspieszające starzenie jest żurawina. Zwykła, wykrzywiająco kwaśna, czerwona żurawina! Produkuje ją firma Kawon (ta jagoda nawet jako susz zachowuje swe właściwości: pobudza, odświeża, dostarcza bardzo duże ilości witaminy C, co rano jest lepszym pomysłem niż kawa). Kiedy przekonamy się do żurawiny, to może przy okazji popróbujemy zielonej herbaty, która też znakomicie tępi wolne rodniki, co też potwierdzili naukowcy z warszawskiej Akademii Medycznej.