Awaryjne wyważenie drzwi matki prezydenta problemem państwowym

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-05-24 16:45

Opozycja podniosła zgiełk, że oto rząd dotkliwie uderza służbami w głowę państwa. Rząd wyjaśnia szczegóły interwencji przeprowadzonej ściśle zgodnie z obowiązującymi procedurami.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Polska znajduje się na bliskim zapleczu pełnoskalowej wojny Rosji z Ukrainą, natomiast bez żadnych już wątpliwości – na gorącym froncie cyberagresji oraz konfrontacji w przestrzeni dezinformacyjnej. Takie zdanie to oczywiście truizm. Trzeba jednak przyznać, że w dziele mieszania społeczeństwu w głowach kreatywność pomysłodawców i bezpośrednich sprawców okazuje się wręcz nieograniczona i zaskakuje służby państwa.

Fałszywe wezwaniagłupie żarty czy prowokacje

Ostatnio zintensyfikowane zostały punktowe uderzenia wyjątkowo złośliwą bronią – rozmaitych fałszywych wezwań do prywatnych lokali. Wersja lajtowa to prymitywny żart rzekomego zamówienia pod dany adres jedzenia. Zdecydowanie cięższe gatunkowo jest natomiast fałszywe wzywanie służb ratunkowych i porządkowych poprzez telefony alarmowe. Taki incydent z udziałem policji – której funkcjonariusze podczas interwencji faktycznie zachowywali się bez powodu dość agresywnie – od kilku dni upowszechnia Telewizja Republika. Trudno rozstrzygnąć, czy to pomysłodawcom chodziło o pognębienie rękami policjantów antyrządowego medium, czy wyszło dokładnie odwrotnie – samej telewizji trafiła się idealna wręcz okazja do rozreklamowania prześladowania jej przez opresyjne służby państwa.

Zdecydowanie wyższy był poziom prowokacji dokonanej w sobotni wieczór – tuż przed Dniem Matki – wobec Elżbiety Nawrockiej. Matka prezydenta od lat niezmiennie zajmuje w Gdańsku rodzinne mieszkanie, w którym Karol Nawrocki się wychowywał. 23 maja wezwania do tego mieszkania w dzielnicy Siedlce otrzymały wszystkie służby, najpierw straż o pożarze, a potem ratownicy i policja z powodu… zatrzymaniu krążenia u dziecka. Strażacy natychmiast po przybyciu ustalili, że alarm jest fałszywy, ale potem w uzgodnieniu z policją jednak wyłamali drzwi i wraz z pogotowiem ratunkowym weszli do środka w poszukiwaniu zagrożonego dziecka. Po stwierdzeniu fikcyjności całego wezwania mieszkanie zostało zabezpieczone przez policję, a później udostępnione właścicielce po jej powrocie z działki. Pozostaje jeszcze wstawienie nowych drzwi, oczywiście na koszt służb.

Na szczytach państwa eksplodował natomiast granat wizerunkowo-polityczny. Premier Donald Tusk w niedzielę rano zorganizował w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa alarmową odprawę z powodu wyłamania nie jakichś, lecz tych konkretnych drzwi. Opozycja podniosła zgiełk, że oto rząd dotkliwie uderza w głowę państwa, arogancko wjeżdża mu do rodzinnego mieszkania i robi kipisz. Rząd wyjaśnia szczegóły interwencji przeprowadzonej ściśle zgodnie z obowiązującymi procedurami ratunkowymi, ale zarazem bezradnie rozkłada ręce – przynajmniej do momentu ukończenia tego tekstu – w palącej społecznie sprawie ustalenia sprawców karalnego dowcipu, dokonanego bezgłośnie jedynie za pośrednictwem… esemesów.

Jak skutecznie walczyć z fałszywymi alarmami?

Pozostaje do rozwiązania znacznie trudniejszy problem systemowy. Służby ratunkowe i porządkowe z definicji jednakowo poważnie traktują wszystkie wezwania, zwłaszcza te dotyczące zagrożenia zdrowia i życia. Wielokrotnie przecież okazywało się, że nawet dziecięce bardzo chaotyczne telefony okazywały się prawdziwe i ratujące czyjeś życie. Z drugiej strony akurat w tym gdańskim wypadku po rozpoznaniu przez strażaków, że domniemany pożar mieszkania to lipa można było na 99 proc. założyć, że również późniejsze esemesowe rozszerzenie wezwania do rzekomo chorego dziecka to także lipa – ale pewną już wiedzę mamy dopiero po fakcie. A gdyby w mieszkaniu zostało jednak znalezione później martwe dziecko? Mając alternatywę nadmiernej reakcji wobec jej braku – realnie całkiem zasadnego – decydenci służb w naturalnym stresie wybrali nadreakcję, dopiero w pustym lokalu upewniając się co do brakującego 1 proc.

Bardzo ważna jest okoliczność, że mieszkanie Elżbiety Nawrockiej ma status całkowicie prywatnego. W związku z tym nie jest na stałe objęte systemem Służby Ochrony Państwa (SOP), chociaż jego adres oczywiście znajduje się w jej komputerze, choćby z powodu odwiedzin prezydenta u matki. No tak, ale dostępem do danych SOP nie dysponują przecież operatorzy numerów alarmowych, dla których wszystkie podawane im adresy mają status jednakowy. Zaskoczony sobotnim incydentem rząd zapowiada przejrzenie alarmowych procedur, notabene ciekawe w jaki sposób system wezwań miałby stać się bardziej weryfikowalny. W nabrzmiałej sytuacji politycznej moim pierwszym wnioskiem na gorąco – zdaję sobie sprawę, że niewykonalnym, ale w obywatelskiej trosce zgłaszam – jest zebranie wszystkich adresów osób publicznych najbardziej zagrożonych zgłoszeniowymi fałszywkami. Komputer w jednolitym systemie służb ratunkowych i porządkowych od razu by na czerwono sygnalizował – to mieszkanie/dom krzykliwego polityka, dziennikarza, artysty, celebryty czy innego influencera, zatem interwencja musi zostać dokładnie zweryfikowana, albowiem może okazać się prowokacją lub rolkową ustawką. Notabene wypada przypomnieć, że kiedyś plagą w Polsce były wezwania do rzekomo podłożonych bomb – zwłaszcza w szkole akurat w dniu egzaminów etc. Odpowiednie służby wdrożyły jednak procedury analityczno-weryfikacyjne i liczba takich fałszywek, które nie odnosiły skutków zamierzonych przez ich naiwnych autorów, radykalnie spadła.

Na koniec akapit kompletnie niezwiązany z głównym tematem, natomiast bardzo z Gdańskiem. Również w sobotę 23 maja, dosłownie chwilę przed wspomnianą interwencją służb, nadeszła hiobowa dla Gdańska wieść z małopolskiej wsi Nieciecza nad Dunajcem. Tamtejszy Bruk-Bet Termalica, który w piłkarskiej ekstraklasie zajął ostatnie miejsce, pożegnał się na swoim stadioniku z honorem i bez żadnej ustawki pognębił Lechię Gdańsk, pociągając ją za sobą w spadkową otchłań. To gdański dramat jednoczący Karola Nawrockiego, Donalda Tuska, Lecha Wałęsę, Jacka Kurskiego, Jana Krzysztofa Bieleckiego, Janusza Lewandowskiego etc. Mała dla nich pociecha, że zatopiona z ekstraklasy została również Arka Gdynia. Dzięki tej specyficznej solidarności pełne kibolskiej wzajemnej nienawiści derby Trójmiasta przeniosą się o poziom niżej do tzw. pierwszej ligi, która to nazwa sama w sobie jest oczywiście grubą fałszywką, bo przecież naprawdę to liga druga.