Na horyzoncie widać coraz więcej podwyżek stóp procentowych. Dotyczy to zarówno Stanów Zjednoczonych, jak też rynków europejskich, w tym Polski. W wycenach kontraktów terminowych jest już zawarty cały minicykl zaostrzania polityki pieniężnej. Sama drożejąca ropa to może za mało, by wyjaśnić takie oczekiwania. Ewidentnie rolę pełnią też dobre dane makroekonomiczne pokazujące, że kraje rozwinięte na razie przechodzą kryzys energetyczny suchą stopą. Tylko że być może minęło za mało czasu, by w pełni ocenić skutki tego kryzysu.
W środę wieczorem amerykański bank centralny Fed podniósł stopy procentowe o 0,25 pkt proc. Był to pierwszy taki ruch od lipca 2023 r.
Znacznie ważniejsze jest to, czego rynki oczekują na kolejne miesiące. W notowaniach kontraktów, które zawiera się w celu zabezpieczenia ryzyka zmian stóp, wyceniany jest już cały 1 pkt podwyżek w dolarach w ciągu roku.
To samo dzieje się w strefie euro. Jeszcze do niedawna mówiono o małych dostosowaniach stóp w celu utrzymania oczekiwań inflacyjnych ludności na stabilnym poziomie. Ale teraz po dwóch podwyżkach stóp przez EBC rynek wycenia cztery kolejne.
Za tymi wycenami idą oczekiwania dotyczące polskiej polityki pieniężnej. One też wyceniają trzy lub cztery podwyżki do połowy przyszłego roku. W ostatnich dniach dwóch członków Rady Polityki Pieniężnej mówiło w wywiadach prasowych, że rzeczywiście istnieje pewna możliwość zaostrzenia polityki pieniężnej na początku przyszłego roku. Niektórzy analitycy uważają, że brak reakcji polskiego banku centralnego byłby bardzo źle odebrany przez inwestorów i mógłby wywołać pogłębioną wyprzedaż długookresowych obligacji skarbowych.
Za tymi wszystkimi oczekiwaniami może w istocie stać optymizm dotyczący sytuacji gospodarczej w USA i Europie. Koniunktura w tym roku była dotychczas wyjątkowo odporna na zaburzenia w dostawach energii. Ożywienie gospodarcze postępuje, a to może potencjalnie ułatwić przełożenie cen energii na inne ceny w gospodarce.
Weźmy Stany Zjednoczone. W środę okazało się, że amerykański konsument trzyma się bardzo mocno. Sprzedaż detaliczna wzrosła w sierpniu realnie 2,6 proc. rok do roku — podobnie jak w poprzednich miesiącach i wyraźnie wyżej niż średnio w 2025 r. Lepsze ostatnio były też dane o zatrudnieniu i wynagrodzeniach.
W strefie euro sytuacja jest trudniejsza, bo oczywistych znaków ożywienia jest mniej. Ale też są. Na przykład wzrost gospodarczy w Niemczech jest w tym roku wyższy od oczekiwań. Podobnie wskaźniki koniunktury PMI.
W Polsce jest to bardziej oczywiste. Gospodarka rośnie w tempie zbliżonym do 4 proc., wyższym od oczekiwań z początku roku i wyższym niż średnia historyczna.
Jednak wniosek, że gospodarki przeszły przez kryzys energetyczny zupełnie suchą stopą, może nie do końca być uzasadniony. Na razie minęło jeszcze mało czasu. W ciekawej analizie ekonomiści Pekao pokazali, że reakcja konsumenta na skok cen energii następuje bardzo powoli — w pierwszej fazie ludzie redukują oszczędności, by podtrzymać plany wydatkowe, a dopiero po kilku kwartałach następuje wyraźniejsze ograniczenie samych wydatków. Ich analiza dotyczy tylko Polski, ale podobnie może to wyglądać w innych krajach.
Co więcej, kryzys energetyczny ewidentnie się zaostrza. Atak na infrastrukturę Arabii Saudyjskiej pokazał, jak wrażliwy jest region na aktywność bojówek w Jemenie czy Iraku. Czy można sobie w takich warunkach wyobrazić szybką normalizację dostaw? A nawet jeżeli ona nastąpi, to świat przez jakiś czas będzie nie tylko konsumował, ale też uzupełniał zapasy. Wygląda na to, że podwyższone ceny energii utrzymają się dłużej. Nawet jeżeli będą niższe niż dziś, to powrót do sytuacji sprzed wojny w Iranie może się wydłużyć.
To wszystko może podbić inflację w krótkim okresie, ale jednocześnie zadziałać jak czynnik obniżający popyt konsumpcyjny w krajach rozwiniętych i potrzebę podnoszenia stóp procentowych.
Dlatego wydaje się, że na razie zmiany stóp to bardziej korekta niż cykl.
