Jak wam się podoba?

Anna Popek
opublikowano: 2005-03-25 00:00

Wnętrza, przedmioty, ludzie, obyczaje i sytuacje — coś, co lubię, co czasem także lubią inni, co może się spodobać także Wam. Z modą i pod prąd. Co miesiąc w Business Class.

Kobiece rzeźby Moniki Osieckiej

W pracach Moniki Osieckiej widać, że proces tworzenia jest dla niej prawdziwą radością. Pomysł, forma, stan ducha i intencja oddane są ze znajomością sztuki, ale i z prawdziwie kobiecą intuicją. Są piękne. Artystka po ukończeniu warszawskiej ASP przez wiele lat tworzyła na Zachodzie. Regularnie brała udział w międzynarodowych sympozjach rzeźby w kamieniu, a jej prace można oglądać w muzeach Włoch, Belgii, Rumunii. Są też ozdobą kolekcji prywatnych w Szwajcarii, Włoszech, Chinach, Belgii, Francji, Holandii i w Polsce, gdzie od kilku lat pracuje. Jej ulubionym materiałem jest alabaster. Jest miękki, lekko przejrzysty, o subtelnych odcieniach koloru — od bieli poprzez „jutrzenkowe” róże, delikatne żółtawości aż po koniakowy brąz i czerń. Jak sama mówi — jest bardzo kobiecy. Osobiście jeździ po niego do Toskanii, gdzie w miasteczku Volterra wybiera odpowiednie bryły. Kształt kamienia podpowiada formę, która z niego powstanie i już wtedy, tak naprawdę, zaczyna tworzyć się rzeźba. Kształt alabastrowym kamieniom nadaje jedynie latem — wtedy bowiem może tworzyć na zewnątrz. Jej prace koncentrują się wokół trzech tematów: akty kobiece oddające różne stany emocjonalne, nawiązanie do Pełni, (nie tylko księżycowej) oraz relacje między mężczyzną i kobietą. Rzeźby z brązu — dotykające zbliżonej tematyki — powstają w chłodniejsze miesiące. Podobnie jak przy tych alabastrowych, widać inspiracje artystki twórczością Constantina Brancusi, rumuńskiego rzeźbiarza z przełomu XIX i XX wieku, którego pawilon mieści się w Paryżu vis-a-vis Centre Pompidou.

Prace Moniki Osieckiej można oglądać w Warszawie, w fundacji Świętego Jana Jerozolimskiego, przy ul. Królowej Aldony 13. Rzeźbiarka wspiera działalność Fundacji, przekazując niektóre prace na aukcje dobroczynne. Miłośnicy pięknej formy mogą je oczywiście kupić — cena rzeźb z brązu wynosi 800-2000 złotych, alabastrowe są droższe, bo kosztują 10-20 tys. zł. Mnie spodobał się akt zatytułowany „Syrenka”, który „słodyczą” formy nieco przypomniał mi rzeźby znakomitej rzeźbiarki międzywojnia Olgi Niewskiej.

Kontynenty

Do tej restauracji trafiłam któregoś z marcowych wieczorów, kiedy przedzierałam się przez zaspy i śniegi w drodze do domu. Jedyny czynny o tej porze lokal w okolicy to malutka restauracja Kontynenty, w Kaniach Helenowskich pod Warszawą, tuż przy drodze z Pruszkowa na Grodzisk Mazowiecki. Lokal urządzony ładnie, bez nadmiernej stylizacji czy przepychu, a w tle jakaś dobra, spokojna muzyka. Kuchnia międzynarodowa, oparta na amerykańskiej. Do najchętniej zamawianych dań należy Stek Kontynenty, a także sałaty — np. Sałata Cezara — i ryby. Ostatnio dużą popularnością cieszy się ryba telapia. Na specjalne zamówienie gospodarze przyrządzają krewetki Bocca-Chica w boczku z nadzieniem z owoców morza w sosie holenderskim. Niektórzy specjalnie na to danie wybierają się do Kań z Warszawy. Ale właściciele — małżeństwo polsko-amerykańskie — stawiają raczej na gości z okolicy. W małych miejscowościach brakuje bowiem miejsc, gdzie sąsiedzi wieczorem przy piwie lub grzanym winie mogliby porozmawiać i spędzić czas. W weekendy tłumnie przyjeżdżają tu koniarze. W okolicy są bowiem dwie stajnie: Patataj i Szarża. Jeźdźcy, w zabłoconych butach, prosto „od koni” przychodzą, żeby przy kominku rozgrzać się pyszną zupą cebulową lub zaprosić towarzyszkę jazdy na wyśmienity crem brulee. Jest to też jedno z niewielu miejsc, gdzie mile widziane są czworonogi. Latem zaglądają tu rowerzyści, bo Kontynenty leżą na szlaku wycieczek do lasu Młochowskiego. Otwarty jest też taras otoczony ogrodem, gdzie mogą bawić się dzieci. Zresztą specjalnie dla nich w menu jest panierowany kurczak z mozarellą.

Prima Vista

Kwartet smyczkowy Prima Vista powstał w 1996 roku, założyli go muzycy zespołu Symfonia Varsovia. Są pracowici, utalentowani i pełni energii. W ciągu niespełna 10 lat wydali 14 płyt, w tym 5 nominowanych do Fryderyków (trzy tę nagrodę otrzymały), a dwie zdobyły status płyty platynowej („Cztery pory roku” nagrane wspólnie z Konstantym Kulką i i „Koncerty fortepianowe” Chopina z Piotrem Palecznym). Muzycy w składzie Krzysztof Bzówka — pierwsze skrzypce, Józef Kolinek — drugie skrzypce, Dariusz Kisieliński — altówka, i Jerzy Muranty — wiolonczela, od roku działają jako samodzielny zespół Warszawskiej Opery Kameralnej. Mają w swoim repertuarze bardzo zróżnicowaną muzykę — od barokowej po współczesną, od dzieł poważnych po lekkie utwory salonowe, a także muzykę z pogranicza jazzu. Nagrali też płytę z muzyką filmową polskiego kina lat 20. i 30. pt. „Miłość ci wszystko wybaczy”. Koncertowali na całym świecie. W Japonii i Korei Południowej oprócz tego, że koncertują, prowadzą także wykłady mistrzowskie na uniwersytetach i kursy muzyczne. Józef Kolinek — menedżer zespołu jest także dyrektorem kilku festiwali, na których Prima Vista występuje. Do najbardziej znanych należy Festiwal „Cztery Pory Roku” organizowany w Pałacu Czartoryskich w Sieniawie. W tym roku Prima Vista grał tam w Niedzielę Palmową. W okresie Wielkiego Postu muzycy koncertowali z repertuarem Pieśni Pasyjnych oraz koncertem „7 ostatnich słów Chrystusa” Józefa Haydna.

Grają lekko, z werwą i z uczuciem — brzmią dobrze zarówno w malutkim kościółku, jak i na dużej scenie Filharmonii Narodowej. Muzyka poważna w ich wykonaniu nabiera życia. Może dlatego po występie przed japońską parą cesarską w Pałacu Prezydenckim w Warszawie, dostojni goście i melomani jednocześnie (cesarzowa jest pianistką) poświęcili rozmowie z zespołem cały kwadrans — poza oficjalnym protokołem.

Koszule na miarę

Koszule. Dobierając tę część garderoby, zestawiając ją z krawatem i ewentualnie ze spinkami, mężczyźni mogą nie tylko nasycić własne poczucie estetyki; w ten sposób można też zaznaczyć swój status, przywiązanie do tradycji, kreatywność, osobowość, ba, nawet styl życia czy hobby. Firma Erberto Doree traktuje tę część stroju indywidualnie i z szacunkiem. Powstała, gdy jej właściciel, Wiesław Wojtacha, pracując jako menedżer w dużym koncernie, zauważył, że na rynku brakuje tego typu usług. Postanowił więc spróbować. Jego szyte na miarę koszule dobierane są nie tylko pod kątem sylwetki klientów, ale też charakteru ich pracy, okazji czy wreszcie — typu urody. Panom dobrze jest w pewnych kolorach, które mogą podkreślić walory urody — kolor oczu, włosów itd. W ofercie firmy jest sześć podstawowych fasonów — dla mężczyzn tęższych najlepszy jest fason Marlon, dla mężczyzn szczupłych — Hugh (czyżby Grant?). Są także rozmaite fasony kołnierzyków m.in. Edward, Henryk, Ruben, Fabian... Dla mężczyzn lubiących nosić koszule bez krawata, co staje się obecnie coraz bardziej modne, doskonały będzie fason Cyran. Koszule mogą mieć indywidualnie dobrane mankiety, kieszonki, plisy, każda może być też wykończona w sposób formalny lub nieformalny. Włoskie materiały sprowadzane są do Polski w niewielkich partiach, wszystko to bawełna o pięknych deseniach i kolorach — z jednego wzoru szyje się zaledwie kilka sztuk. Cena waha się w granicach 300-450 złotych. Koszulą z monogramem umieszczonym na lewej kieszonce lub na mankiecie można zadać szyku i dyskretnie podkreślić swoją pozycję. Na pewno zauważy to partner w biznesie, ale także — co może mieć znaczenie — kobieta, którą zaprosiliśmy na kolację.