Jan K. Bielecki: były premier i były prezes

ET
opublikowano: 26-11-2009, 00:00

Informację o dymisji szefa Pekao rynek przyjął spokojnie W mediach huczy od spekulacji.

Informację o dymisji szefa Pekao rynek przyjął spokojnie W mediach huczy od spekulacji.

To jedna z najgłośniejszych dymisji ostatnich lat. Odejście z posady Jana Krzysztofa Bieleckiego ma silny kontekst polityczny i jest szeroko komentowana przez media. Trudno dociec, jakie były rzeczywiste powody, dla których wieloletni szef Pekao porzucił posadę kilka miesięcy przed końcem kadencji (upływa w kwietniu).

— Przeważyły względy czysto biznesowe. Prezes od wielu miesięcy sprzeciwiał się pewnym planom strategicznego inwestora — mówi osoba zbliżona do rady nadzorczej banku.

Poszło o tzw. dywizjonizację, czyli centralny sposób zarządzania, sukcesywnie wprowadzany w całej grupie przez Unicredit, właściciela Pekao. Piony biznesowe w poszczególnych krajach raportują bezpośrednio do Mediolanu i odpowiadają przed szefem dywizji, a nie rodzimego zarządu.

— Polska jest ostatnią wyspą zachowującą samodzielność w całej grupie. Decyzja prezesa nie jest dla nas zaskoczeniem. Rada nadzorcza wiedziała o niej co najmniej od miesiąca — twierdzi cytowana już osoba z Pekao.

Wszystko się zgadza, tylko że plany dywizjonizacji też nie były tajne i wiadomo było, że wcześniej czy później Włosi wdrożą je w Polsce. Tu dochodzimy do polityki.

— Za rok mamy wybory. W kwietniu, gdy kończy się kadencja Bieleckiego, może być za późno na przechodzenie do polityki — mówi jeden z bankowców, dobry znajomy odchodzącego prezesa.

Od pewnego czasu mówi się, że miałby zostać premierem, jeśli obecny wygra wybory prezydenckie. Pojawiły się głosy, że mógłby trafić do RPP.

Dywagacje na temat przyczyn odejścia niezbyt interesują rynek. Bo jakie znaczenie dla Pekao ma dymisja szefa?

— O ile nie zmieni się strategia Unicredit w Polsce, niewielkie — odpowiada Marta Jeżewska, analityk DI BRE Banku.

Kompetencje menedżerskie Bieleckiego ocenia wysoko, ale też wysoką ocenę wystawia Luigi Lovaglio, wiceprezesowi banku. A ten — wszystko na to wskazuje — w zarządzie zostanie. Możliwe, że obejmie schedę po Bieleckim. Zna bank od podszewki: przeprowadził go przez fuzję z bankiem BPH i zarządzał nim na co dzień. Do awansu jest gotów nie tylko merytorycznie, ale też językowo, choć tutaj kompetencje z pewnością ma mniejsze. Luigi Lovaglio zdał egzamin po polsku przed rynkowym nadzorcą i od lipca ma zgodę KNF na sprawowanie kierowniczych funkcji w Pekao.

Marta Jeżewska negatywnie natomiast zapatruje się na potencjalne plany Unicredit wciągnięcia Pekao w dywizyjne struktury zarządzania.

— Takie zasady obowiązują w całej grupie. Teoretycznie wszystko, co dobre dla grupy, powinno być dobre dla Pekao. Jednak może to mieć wpływ na proces decyzyjny w Polsce — mówi Marta Jeżewska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ET

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu