Jan Paweł II, Wałęsa, Kaczyńscy i emigranci

Rafał Kerger
opublikowano: 2008-12-15 00:00

Kampanie promocyjne nie są siłą Polski. Najlepiej robią to sami rodacy, tania, dobra żywność oraz nieźli i tani lekarze.

Kampanie promocyjne nie są siłą Polski. Najlepiej robią to sami rodacy, tania, dobra żywność oraz nieźli i tani lekarze.

Puls Biznesu": Dlaczego dla turystów Polska jest lepsza niż w poprzednim roku? Wciąż jesteśmy notowani tylko w jednej kategorii.

Andrzej Godewski, partner zarządzający polskiego biura Weber Shandwick: Przebiliśmy się do kategorii "Warte swojej ceny", więc już nie tylko budzimy zainteresowanie jako kierunek wyjazdów turystycznych i biznesowych, ale potwierdzamy swoją atrakcyjność w oczach tych, którzy nas odwiedzili. To bardzo ważne, ponieważ mamy w świecie coraz więcej spontanicznych promotorów. W tej kategorii w regionie nadal wyprzedzają nas Czesi, ale już jesteśmy lepsi niż Węgrzy.

Czyli promocja naszego kraju jest dobra? Dzięki ostatniemu programowi CNN? Hydraulikowi? Emigrantom? A może — tanim liniom lotniczym i pubom w Krakowie?

Zorganizowana promocja jest słaba. Nie ma jednej organizacji, która odpowiada za kreację naszej — Polaków — marki. Zajmują się tym rząd, PAIIZ, POT, ministerstwo kultury — do tego można też dodać MSZ czy polskich deputowanych w Brukseli. Nie tworzymy jednolitego obrazu kraju, miotamy się między nowoczesnością i tradycją. A na przykład państwa skandynawskie promują swoje zaangażowanie w ochronę środowiska i rozwój nowoczesnych technologii. Chiny zaś znakomicie wykorzystały olimpiadę do promowania swoich dokonań. Polska dostanie szansę wraz z EURO 2012.

Odnoszę wrażenie, że w ostatnim czasie bardziej efektywne niż nasze kampanie było zaistnienie w światowych mediach wyrazistych i kontrowersyjnych braci Kaczyńskich, sukcesy Kubicy albo wygranie przez Polskę starań o organizację EURO 2012. Nasz kraj najlepiej promują jednak ludzie — takie jednostki jak Lech Wałęsa i Jan Paweł II, ale również emigranci, cenieni za dobrą pracę w Anglii, Szkocji, Irlandii czy Norwegii.

To nie znaczy, że należy zrezygnować z takich kampanii w CNN. Przeciwnie — powinno ich być jeszcze więcej i za dużo większe pieniądze, jak to robią np. Indie lub Malezja.

Jest szansa, żeby Polska w najbliższych latach wskoczyła do pierwszej dziesiątki marek wśród państw? I to nie tylko w jednej kategorii? Żebyśmy mogli konkurować — może nie z Francją, Włochami — ale np. ze Szwecją?

Żeby tak się stało, musimy zachować wysoki wzrost gospodarczy i być bardziej obecni w polityce międzynarodowej. Wprawdzie nie mamy takich walorów naturalnych jak Hiszpania lub Grecja, które w zeszłym roku były w pierwszej dziesiątce, ale jesteśmy w stanie zaproponować więcej niż Szwecja lub również wysoko notowana Irlandia.

I to wystarczy?

Oczywiście, że nie. Powinniśmy tworzyć muzea, poprawić łatwość podróżowania po kraju, zmodernizować szlaki turystyczne, promować otwartość i tolerancję, z której byliśmy znani w czasach złotego wieku. Jesteśmy postrzegani jako kraj oferujący tanią i dobrą żywność oraz tanie i dobre usługi medyczne. To już coś, ale wynika głównie z ruchu przygranicznego i doświadczeń pojedynczych osób. Jeśli chcemy być kojarzeni z kulturą, to nie żałujmy pieniędzy na festiwale, koncerty, wystawy, rozwijajmy przedsięwzięcia, które już mają jakąś renomę, jak choćby łódzki Camerimage. Jeżeli chcemy być postrzegani jako nowoczesny, dynamicznie rozwijający się kraj, to inwestujmy w naukę, rozwijajmy dostęp do internetu, wspierajmy polskie firmy nowoczesnych technologii. Jeśli naszym największym atutem ma być przyroda, to ułatwmy ludziom jej podziwianie, jak to się robi choćby w Szwajcarii lub Norwegii. A jeżeli liczymy na wizyty zamożniejszych klientów, to rozwijajmy oazy luksusu i przyciągajmy największe światowe marki.

Rafał Kerger