Janosik łupi i będzie łupał

JACEK ZALEWSKI
opublikowano: 2011-10-26 00:00

KOMENTARZ

Podpisany przez 155 132 osoby obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o dochodach jednostek samorządu terytorialnego wpłynął do Sejmu 9 sierpnia i otrzymał numer druku 4639. Przed wyborami nie zdążył zaliczyć pierwszego czytania, ale to nic straconego, bo projekty obywatelskie jako jedyne nie przepadają z końcem kadencji. Z góry jednak wiadomo, że w nowym Sejmie „antyjanosikowy” projekt nie stanie się żadnym priorytetem. Dlatego już zdezaktualizował się naiwnie wpisany przez autorów termin wejścia ustawy w życie — 1 stycznia 2012 r.

Przy najbardziej szczęśliwym zbiegu okoliczności może to być 1 stycznia 2013 r. Ale ważniejsze od terminu jest oczywiście meritum, czyli problem — co z wersji wniesionej przez inicjatorów może się znaleźć w Dzienniku Ustaw. Na podstawie obserwacji machiny sejmowej prognozuję, że niewiele, chociaż projekt raczej nie zostanie odrzucony w pierwszym czytaniu. Siedziba jego autorów, czyli Związku Stowarzyszeń Praskich, znajduje się o pięć minut piechotą od naszej redakcji i z tego tytułu życzymy inicjatywie szczęścia. Ale przypominamy, że kodeks wyborczy rozrzuca posłów równomiernie po całej Polsce. I niewiele zmienia tu okoliczność, że dzięki procederowi partyjnych „spadochroniarzy” mieszkańcy stolicy faktycznie mają w Sejmie nadreprezentację.

Ratio legis projektu jest zmniejszenie wpłat samorządów bogatych na fundusz wyrównawczy dzielony między samorządy biedne. Mechanizm ten celnie nazwany został „janosikowym”, ale co do zasady jest zgodny z Konstytucją RP oraz europejskimi normami samorządowymi. W praktyce najmocniej uderza Warszawę, która składa daninę podwójnie: jako gmina oraz jako grodzki powiat. A w rozliczeniach wojewódzkich przez wliczoną do statystyk bogatą stolicę całkowicie niewinnie cierpi także budżet Mazowsza.

Projekt zawiera wiele rozwiązań zmierzających do likwidacji anomalii w algorytmach zbierania i rozdziału „janosikowego”. Ale wpisano także pomysły nierealistyczne, które w pracach komisyjnych przepadną natychmiast. Na przykład — dzielenie pieniędzy między biedne gminy w trybie konkursowym. Jeszcze bardziej humorystyczny prawnie, chociaż zrozumiały moralnie, jest projekt automatycznego przemnożenia liczby mieszkańców — dla miast powyżej 350 tys. byłby to wskaźnik 1,1, a dla Warszawy aż 1,5. Te wzięte z sufitu mnożniki miałyby rozwiązać problem osób faktycznie mieszkających w metropoliach, a utrzymujących adresy w miejscowościach pochodzenia i tam płacących podatki.

Dyskusyjne jest także uznanie przez autorów projektu za niesprawiedliwe płacenie „janosikowego” w dwóch kategoriach przez 65 wielkich miast na prawach powiatu. Każda rada (poza stolicą, która ma specustawę) może skonsultować z mieszkańcami zrzeczenie się tego statusu i uchwalić powrót do rangi tylko gminy. Od wejścia w życie 1 stycznia 1999 r. reformy administracyjnej kraju zrobił tak jednak tylko dawny wojewódzki Wałbrzych.

Reasumując — proponujemy, aby podczas prac nad ustawą aktywność posłów warszawskich skoncentrowała się raczej na obronie trafnych rozwiązań szczegółowych. Bo co do zasady — stawiamy tezę zapisaną w tytule.