Janowiczowi puściły nerwy (WIDEO)

DI, PAP
opublikowano: 2013-01-16 13:11

Jerzy Janowicz pokonał Somdeva Devvarmana z Indii 6:7 (10-12), 3:6, 6:1, 6:0, 7:5 i awansował do trzeciej rundy wielkoszlemowego Australian Open na twardych kortach w Melbourne. Polski tenisista zachwycił grą, ale i zwrócił na siebie uwagę kłótnią z sędzią.

O 22-letnim łodzianinie jest głośno - nie tylko w polskiej prasie - od listopadowego występu w finale turnieju ATP Masters 1000 w paryskiej hali Bercy. Dzięki niemu awansował na 26. pozycję w rankingu ATP World Tour, a w Melbourne jest rozstawiony z numerem 24., pod nieobecność dwóch wyżej notowanych graczy.

Fot. YouTube
Fot. YouTube
None
None

W stolicy Francji Janowicz zachwycił bezpośredniością, żywiołowością, ale także potężnym serwisem i wynikami. Po przejściu eliminacji w głównej drabince wyeliminował pięciu zawodników z czołowej "20", w tym numer trzy na świecie Szkota Andy'ego Murraya. Jego imponujący wzrost, czyli 203 cm, przysporzył mu przydomek "polski gigant", chętnie powtarzany w australijskich mediach.

Wadą jest dość wybuchowy charakter i bardzo emocjonalne podejście, które widać było pod koniec pierwszego seta. W kilku wymianach sędziowie liniowi podjęli niekorzystne - jego zdaniem błędne - decyzje przy ważnych punktach, potwierdzane przez chorwacką arbiter stołkową, która stała się głównym obiektem ataku.

"Powiedz, ile razy jeszcze nie będziesz widziała takich piłek?! To wcale nie jest zabawne" - wykrzyczał na całe gardło Polak, po czym wdał się w głośną dyskusję pełną złośliwości i pretensji. Po niej rzucił przed siebie butelką z wodą, a wracając na ławkę roztrzaskał ramę rakiety uderzając nią z całej siły o stołek sędziowski.

Zobacz kłótnię Janowicza z sędzią

Chwilę później przegrał pierwszą partię, po 79 minutach, w tie-breaku 10-12, w którym nie wykorzystał czterech setboli.

"W pierwszym secie byłem naprawdę zły z powodu sędziów, bo robili bardzo dużo błędów, a największy przy piłce setowej, gdy prowadziłem 9-8 w tie-breaku. W tym momencie emocje się we mnie skumulowały, ale później jakoś się opanowałem i do końca meczu zachowałem już spokój i to pomogło. Nie da się cały czas siebie samego kontrolować" - tłumaczył na konferencji prasowej łodzianin.

Po przegranym pierwszym secie sprawiał wrażenie zdekoncentrowanego, co odbiło się na jego grze i doprowadziło do porażki w drugim 3:6. W trzech kolejnych partiach przejął inicjatywę w grze, często chodził do siatki, świetnie serwował i returnował. Jedynie w ostatnich trzech gemach miał krótką chwilę słabszej gry, co spowodowane było przez bolesny odcisk na wewnętrznej stronie dłoni.

"Dzisiaj atmosfera na trybunach była wspaniała, głównie za sprawą polskich kibiców oczywiście. Cały czas mnie wspierali, nawet jak przegrywałem w setach 0-2. To było niesamowite i miłe. Bardzo mi pomogli" - powiedział ze śmiechem Janowicz.

Kolejnym rywalem łodzianina będzie w piątek 27-letni Hiszpan Nicolas Almagro, obecnie jedenasty w rankingu ATP World Tour, rozstawiony z numerem dziesiątym. Obydwu łączy porywczość i skłonność do dawania upustu emocjom, ale i nieobliczalność.

"Nigdy nie grałem przeciwko Nicolasowi Almagro, ale znam go dość dobrze, bo oglądałem sporo jego meczów w telewizji. Wiem więc, czego się mogę po nim spodziewać. To naprawdę bardzo dobry tenisista i bardzo, ale to bardzo solidny, szczególnie w wymianach z linii głównej. Na pewno to nie będzie dla mnie łatwy mecz, ale będę się starał walczyć o każdy punkt i zobaczymy" - powiedział Polak, który w czwartek nie ma szans na odpoczynek przed kolejnym występem w singlu.

Zgłosił się bowiem do gry podwójnej razem z Tomaszem Bednarkiem, a w losowaniu trafili na Brytyjczyków Jamiego Delgado i Kena Skupskiego. Ten mecz odbędzie się w czwartek jako drugi na korcie numer 11. (rozpocznie się około godz. 3 w nocy czasu polskiego).

Dopiero nad ranem udział w turnieju rozpoczną Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski, rozstawieni z numerem ósmym. Ich rywalami w ostatnim pojedynku na korcie numer 13. będą Australijczycy John Peers i John-Patrick Smith.